Po awanturze na Uniwersytecie Warszawskim Mariusz Błaszczak powiedział: "Kto sieje wiatr, ten zbiera burze, a prof. Magdalena Środa ma poglądy nawet nie lewicowe, tylko lewackie". Czytaj - sama się prosiła. To nie pierwszy raz, kiedy prominentny polityk partii narodowo - socjalistycznej wspiera łamiące prawo grupy marginesu społecznego: chuliganów, kiboli, bojówki narodowe i faszyzujące czy radykalnych i agresywnych zwolenników Radia Maryja.

REKLAMA
W świecie Prawa i Sprawiedliwości wartością jest przemoc, a argumentem - argument pięści. Przekaz płynący z jego wypowiedzi jest jasny: ten ma rację, kto mocniej bije.
Nie miejmy złudzeń: to wyrażone wprost przyzwolenie PiS na stosowanie przemocy wobec przeciwników ideologicznych i politycznych.
Dobra wiadomość jest taka, że, paradoksalnie, przemocy używają ludzie słabi, więc im bardziej PiS wspiera stosowanie agresji, tym większą słabość tej partii to oznacza.
Wymówka: mają prawo bić, bo Uniwersytet nie zezwolił na wiec narodowców jest tym właśnie - wymówką pozbawioną merytorycznej wartości.
Uniwersytety na całym świecie cieszą się automią i cały cywilizowany świat uznaje ją za wartość, rektor ma prawo podjąć decyzję jaką chce - i na tym właśnie polega jego władza. Narodowcy nie proponowali debaty, choć nawet wtedy nikt nie musi iść im na rękę (bo spodziewam się, ze na KUL lub uczelni Tadeusza Rydzyka nie mógłby wygłosić wykładu żaden lewicujący uczony) - proponowali wiec polityczny w auli szacownej uczelni.
Mówiąc co innego - politycy PiS świadomie mijają się z prawdą. Co oczywiście - i to także powinno dawać wyborcom do myślenia - nikogo już nie dziwi.