Katolicki głos jest w moim domu od kilku dni. Troll, kretynka, kłamczucha, pospolita złodziejka, plagiatorka, chory człowiek, który powinien zamknąć jadaczkę, bezdennie głupia, „rozstrzelać ją”, „wsadź sobie czopek na uspokojenie”, chora baba z nienawiści, głupia, idiotka z wścieklicą macicy, załgana, obłudna, bezczelna histeryczka, powinna iść do pudła – te utrzymane w chrześcijańskim duchu dowody miłości bliźniego wobec mnie i wszystkich którzy mój wpis polubili, prawdziwie mnie wzruszyły . Przepraszam ich autorów, że z braku czasu - pielęgnowanie wyżej wymienionych cnót pochłania go dużo - nie będę się nimi szerzej zajmować. Mój tekst ujawnił bowiem inne - oprócz skłonności do wyzwisk i ataków osobistych kalki umysłowe i fałszywą argumentację obrońców hierarchii kościelnej, nad którą w moim odczuciu warto się pochylić.
To niebezpieczny sposób myślenia, bo zmierza do wykluczenia nie jednej, ale całej grupy osób z debaty publicznej.
Gdyby stał się zasadą, pozwalałby na podstawie katolickiego widzimisię odebrać głos tym wszystkim wściekłym i niezadowolonym, którzy żądają, żeby kościół katolicki zajął się nauczaniem cnót moralnych, jak ubóstwo i czystość (raczej serca niż waginy), zamiast walczyć o władzę, a jego emisariusze – księża katoliccy zaczęli pomagać ludziom zamiast ich wykorzystywać – także finansowo i seksualnie.
