Nie rozumiem upajania się w czołowych stacjach telewizyjnych opinią arcybiskupa Michalika o in vitro. Ekscytacji, że "zmienił zdanie", że "szuka kompromisu". (Oczywiście, jeśli wczytać się w wywiad wychodzi, że jego propozycji nikt rozsądny kompromisem by nie nazwał. Zresztą czy można zawrzeć kompromis z nauką? Ze zdrowym rozsądkiem?) I jakie to w ogóle ma znaczenie, co sądzi abp Michalik o in vitro, skoro nie jest od tej sprawy fachowcem? Mam już naprawdę dość wysłuchiwania, co biskupi sądzą o tym, czy o tamtym w imię zasady - nie znam się to się wypowiem. A przede wszystkim zaś mam dość sprzedawania mi w mediach cudzych poglądów i pochopnych sądów jako informacji.
Opinia hierarchy kościelnego o in vitro ma dla mnie dokładnie taką wartość jak opinia Hanki Mostowiak.
