Jak mówią statystyki większość Polaków nie lubi swojej pracy, a prowadzącą do zdobycia zawodu edukację traktuje jako zło konieczne. Nie lubimy chodzić do szkoły, nie lubimy się uczyć, nie mamy w sobie ciekawości świata, chęci odkrywania i pasji życia – nasz polski ideał to „bezpieczeństwo”, czyli siedzenie w domu i przewidywalność, socjalna, psychologiczna, finansowa, każda. Szkoła jest złem koniecznym - nudą i największym nieszczęściem jakie może spotkać nasze dziecko. Z tego punktu widzenia można nawet zrozumieć Elbanowskich tego świata – skoro to taka męka, to ratujmy maluchy! Ratujmy koniecznie!
REKLAMA
Szkoła jest w wyobraźni masowej przeciwieństwem domu rodzinnego, gdzie "maluchy", przekarmiane batonami spoczywają przed telewizorem lub kompem i znikają z pola widzenia rodzców na szczęśliwe 8 godzin - za darmo! Bo za to, w przeciwieństwie do podręczników, piórników, zeszytów i cyrkli - polski rodzic płacić nie musi.
Powiedzmy sobie szczerze: ponieważ przeciętnemu Polakowi szkoła i następująca po niej praca nie kojarzy się ze spełnianiem marzeń i realizacją pasji, tylko z nieznośnym przymusem i nudą, wysłanie do niej dziecka jest wyrządzeniem mu wielkiej krzywdy.
Być może za akcją "Ratujmy maluchy" stoi też strach, że dzieci odkryją, iż nauka nie stoi w opozycji do szczęśliwego dzieciństwa, a poznawanie świata nie niszczy więzi rodzinnych, że lubią wychodzić z domu i robić coś, co je kręci, zamiast siedzieć z mamusią (która powoli lecz nieuchronnie, przestanie być najważniejsza).
PS. Ci sami Elbanowscy i imi podobni, którzy chętnie patrzą na wszelkie dofinansowania i zasiłki, na wszelką pomoc państwową w wychowywaniu dzieci, mówią o faszyzmie i totalitaryźmie, gdy to samo panstwo śmie czegoś od nich wymagać. "Nie będzie nam państwo mówiło czy możemy dać dziecku klapsa i kiedy ma zacząć chodzić do szkoły" - oto ich filozofia. Tyle że, śmiem zauważyć, jest to rażący brak wyobraźni i konsekwencji.
