Na białostocką sędzię, która uznała określenie "pasożytnicze ścierwo" za opinię, rzuciły się autorytety prawne i moralne z całego kraju. Niekiedy te same, które milczą, gdy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nakłada na stacje telewizyjne kary za obrazę uczuć religijnych, w sytuacji, gdy dziennikarz wyśmiewał i krytykował księży pedofilów (casus Mariusza Gzyla w Superstacji). Te same, które milczą, gdy kolejni katoliccy talibowie z mediów i sejmu odbierają godność coraz to nowym grupom obywateli: kobietom, które chcą zabezpieczać się przed niechcianą ciążą, gejom i lesbijkom, każdemu, czyj model życia nie podoba się biskupom. Te same, wreszcie, autorytety (wyjątkowo nie lubię instytucji autorytetu, ale o tym w innym tekście), które nie krzyczą od rana do wieczora, gdy prezydenta i premiera nazywa się „zdrajcami” i "ruskimi agentami", a każdego kto ma w nosie teorie spiskowe Macierewicza - "ruską swołoczą".
Pani sędzia ma rację, zwrot "pasożytnicze ścierwo" to opinia. Człowiek, który ją wypowiada uważa Czeczenów za leni, nie odznaczających się tak szacownymi cnotami, jak pracowitość i zaradność życiowa. Może nawet uważa ich za oszustów, wolących wyłudzać zasiłki, niż na siebie zapracować.
To opinia stereotypowa i bardzo krzywdząca, a jednak opinia , wyrażona językiem nieparlamentarnym – owszem – ale jednak – wciąż opinia! I moim zdaniem wygłosić ją ów funkcjonariusz straży granicznej miał pełne prawo.
Wolę żyć w kraju, gdzie edukuje się, by takich opinii było jak najmniej, gdzie szkoła uczy dyskusji i analizy świata w którym się żyje i zdobytej wiedzy, tak – by większość ludzi nie sądziła pozorach, i była otwarta na inność.
Za to, żeby żyć w kraju gdzie wszyscy ludzie bez wyjątku mogą mówić to, co myślą i gdzie ich opinie będą wysłuchane, po to, by następnie zostać uznanymi lub odrzuconymi. Nawet, jeśli opinie te niekiedy ranią twoje wyobrażenie o dobrym smaku, przyzwoitości i słuszności.
Moja odpowiedź brzmi: nie, dziękuję. Mam własny mózg i umiem z niego korzystać, by ocenić trafność wszystkich poglądów z jakimi się stykam, także w internecie.
Mam swój rozum, zdrowy rozsądek, swoje poczucie słuszności, przyzwoitości i moralności. Tych lekcji nikt za mnie nie musi odrabiać.
