Czasami myślę, że prawdziwy seksizm nie jest wtedy, kiedy ktoś mnie nie lubi, bo jestem kobietą. Prawdziwy seksizm jest wtedy, gdy ktoś mnie lubi, mimo, że jestem kobietą. I mimo, że ośmielam się wybrać styl życia, jaki mi odpowiada, nawet jeśli jest to styl, wybierany od dawna przez pokaźną liczbę mężczyzn.

REKLAMA
Pamiętam rozmowę sprzed roku z moim uroczym znajomym, singlem, zamożnym, prowadzącym dość luźny obyczajowo tryb życia. Mężczyzną po rozwodzie oraz po czterdziestce. – Dlaczego się nie ożenisz? - zapytałam go wtedy.
- A po co mi żona? – szczerze się zdziwił. – Od sprzątania i gotowania mam gosposię, do seksu dziewczyny, poznawane na imprezach (co tydzień inna, więc urozmaicenie). Mam święty spokój, robię co chcę, żadna kobieta mi nie narzeka, nie zrzędzi, nie suszy głowy, kiedy oglądam mecz, czy umawiam się z kumplami na wódkę.
- No, ale nie boisz się samotności na starość? Nie brak Ci prawdziwej miłości? – dopytywałam.
J. parsknął śmiechem. - No co ty?! A co ma do małżeństwa prawdziwa miłość? A co do starości: bo ja wiem, czy dożyję?
W ten weekend spotkałam J. na imprezie. Do naszej rozmowy przyłączyła się przemiła singielka w okolicach czterdziestki. Atrakcyjna, zadbana, zamożna, po rozwodzie, świetna babka. J. pyta ją, czemu drugi raz nie wyszła za mąż.
- A po co? – szczerze zdziwiła się ona (na potrzeby tego tekstu nazwijmy ją A.). - Od sprzątania i gotowania mam gosposię, do seksu fajnych facetów, poznawanych tu i ówdzie (co tydzień, dwa inny, więc jest urozmaicenie), mam dobrą pracę, przyjaciół, hobby. Mąż by mi ględził, zrzędził, narzekał, musiałabym ciągle chodzić na kompromisy. Po co?
J. osłupiał. – A miłość? A dzieci? – zapytał z pietyzmem.
A. szczerze się uśmiała. – A co ma miłość wspólnego z małżeństwem? Albo dzieci? – spojrzała na niego jak na wariata.
Kiedy zostaliśmy z J. sami powiedział mi, że:
1) A. to zarozumiały babsztyl, który za chwilę zbrzydnie,
2) a już na pewno skończy bardzo, bardzo źle, to jest jako samotna, stara wariatka, żałując, że nie wyszła za mąż i nie stworzyła „nic trwałego”.
3) nie mówiąc o tym, ze za chwilę, od którego ze swoich licznych partnerów złapie jakieś straszne choróbsko
Nie śmiejąc przypomnieć mu jego własnych wypowiedzi sprzed roku, zaznaczyłam jednakowoż, że ja w zasadzie zgadzam się z A.
J. ciężko westchnął i powiedział: -Popierasz ją, bo jesteś kobietą. Ale lubię cię, mimo to. Nie jestem seksistą.