Tomasz Lis na okładce tygodnika "W sieci" jako "prawie Goebbels". Prof. Stefan Niesiołowski, także na okładce Gazety Polskiej Codziennie", obok, a jakże, również Goebbelsa. Nadwarszawiak Rafał Ziemkiewicz piszący, że "Waltz popiera "wiocha z dzielnic zamieszkanych przez element napływowy". Pewność prawicowych Nadredaktorów i Nadpolaków, że liberałów i lewicę mogą popierać jedynie lemingi, zwierzątka, małe i bezrozumne, lub w najlepszym razie - wioskowe głupki, no bo przecież nie ludzie? Jeśli to nie jest mowa nienawiści, więcej - jeśli to właśnie nie jest goebbelsowska propaganda, to co nią jest u diabła?
REKLAMA
Jest różnica pomiędzy dowcipem ostrym, nawet nieparlamentarnym i przekraczającym granice dobrego smaku, a czymś tak przerażającym, że w debacie publicznej niedopuszczalnym pod żadnym warunkiem: i jest nią odczłowieczanie swojego interlokutora oraz zabieranie mu prawa do szacunku i własnych poglądów. Sugerowanie lub mówienie wprost, że nasz przeciwnik nie jest właściwie pełnym człowiekiem, nie trzeba z nim dyskutować i liczyć się jak z „normalną” osobą, bo on taką normalną osobą nie jest, właściwie nie jest nawet pełnym obywatelem, Polakiem, patriotą. Jest zdrajcą, zwierzęciem, gnidą, wioskowym głupkiem. Jest, nie bójmy się tego słowa, choć ze względu na skojarzenia historyczne ono nigdy wprost nie padnie, podczłowiekiem.
Tę właśnie granicę przekraczają Nadredaktorzy i Nadpolacy polskiej prawicy, którzy zamiast polemizować, nawet bardzo ostro i nie przebierając w słowach z rozmówcą, skupiają się na dyskwalifikowaniu go jako istoty ludzkiej, rozumnej, Polaka i obywatela.
W ich świecie pełnym pogardy to nawet logiczne. Bo przecież nieważne co masz do powiedzenia jeśli nie jesteś pełnym człowiekiem. Nie będąc pełnym człowiekiem, nie zasługujesz na to, by być wysłuchanym. Jesteś lemingiem i zerem. Zwierzątkiem. Zdrajcą. Agentem. Pluskwą, którą należy rozdeptać i my, jedynie słuszni Patrioci, to chętnie zrobimy.
Takich ludzi, Nadludzi, Nadredaktorów, Nadpolaków, rozpoznasz po tym, że nie mówią: „Nie zgadzam się z Tobą, bo”, nie mówią: „Uważam, że jesteś w błędzie”, „strasznie się mylisz”, czy nawet: „popełniasz niewybaczalną niegodziwość”.
Oni mówią: „jesteś kanalią”, „zdrajcą”, „zbrodniarzem”, jesteś lemingiem, ćwierćinteligentem, wieśniakiem bez polotu i pomyślunku. W domyśle: jesteś godzien by na Ciebie napluć, nakrzyczeć, zamknąć Cię do więzienia, obsmarować z mównicy sejmowej czy łamów. Ale nie jesteś godzien, by z tobą rozmawiać, polemizować, by się z tobą spierać, szanować twoje opinie, uwzględniać twój punkt widzenia.
Takich ludzi, Nadludzi, Nadredaktorów, Nadpolaków, rozpoznasz po tym, że nie mówią: „Nie zgadzam się z Tobą, bo”, nie mówią: „Uważam, że jesteś w błędzie”, „strasznie się mylisz”, czy nawet: „popełniasz niewybaczalną niegodziwość”.
Oni mówią: „jesteś kanalią”, „zdrajcą”, „zbrodniarzem”, jesteś lemingiem, ćwierćinteligentem, wieśniakiem bez polotu i pomyślunku. W domyśle: jesteś godzien by na Ciebie napluć, nakrzyczeć, zamknąć Cię do więzienia, obsmarować z mównicy sejmowej czy łamów. Ale nie jesteś godzien, by z tobą rozmawiać, polemizować, by się z tobą spierać, szanować twoje opinie, uwzględniać twój punkt widzenia.
Tak popularne na prawicy nazywanie przeciwników politycznych i dyskutantów polskimi Goebbelsami (albo – w tchórzliwym celu ochrony przez przegranym procesem - „prawie” Goebbelsami) jest swoistym paradoksem, bo to właśnie Joseph Goebbels, minister propagandy III Rzeszy, sterował ludzkimi emocjami, grał na nich (zwłaszcza na tych odwołujących się do „niemieckiego patriotyzmu”), niczym wirtuoz, odmawiając przeciwnikom Hitlera nie tylko miłości do ojczyzny i lojalności względem niej (nazywał ich „zdrajcami” i „zaprzańcami, ale nawet godności i człowieczeństwa. W goebbelsowskiej propagandzie przeciwnicy Hitlera byli czymś więcej niż przeciwnikami, byli sprzedawczykami, pluskwami, gnidami, wieśniakami, zdrajcami. Byli podludźmi. Dlatego nie trzeba było dyskutować z ich argumentami – bo dyskutować to można z człowiekiem, a pluskwę można jedynie rozdeptać, rozgnieść. Brzmi znajomo? No właśnie.
