Prawica ciągle twierdzi, że spalenie tęczy na placu Zbawiciela było – może i nieco nagannym – ale jednak przejawem ich „narodowych” poglądów. Owszem, poglądów wyrażanych w sposób niegrzeczny, nieco niewłaściwy (kilku polityków prawicy porównało nawet akty przemocy narodowców do wybryków rozbrykanych łobuziaków: „młodość musi się wyszumieć”), ale tylko poglądów. W końcu, przekonuje jej guru, Wojciech Cejrowski – to jest plac Zbawiciela, a nie plac zboczeńców. Zastanawiam się tylko, czy prawica byłaby równie wyrozumiała, gdyby działacze lewicy albo po prostu ateiści w imię – no, może trochę niegrzecznej i niewłaściwie wyrażanej, ale jednak – ekspresji własnych poglądów – podpalili kościół przy placu Zbawiciela. Czy uznaliby argument, którym sami szermują: „przecież to jest plac miejski, a nie katolicki, a w Polsce mamy rozdział kościoła od Państwa”, za wystarczający?

REKLAMA
Bo jeśli nie, to znaczy, że mamy do czynienia z osobnikami głęboko zdemoralizowanymi, uważającymi się za nadludzi, nie podlegających bynajmniej zasadom, które sami głoszą.
Są słowa wytrychy, które usprawiedliwiają wszystko, rzecz jasna zdaniem tych, którzy ich używają. Słowo „matka”, używane najczęściej przez wyrodne matki szantażujące biedne latorośle („co, dla matki tego nie zrobisz?”). Słowo „choroba” notorycznie nadużywane przez leserów (nie mogę tego , czy tamtego, bo jestem chory), słowo „dziecko” (przepraszam, że się spóźniłem, ale wiesz, rozumiesz dziecko. A także słowa „przyzwoitość” i „moralność” (nie możesz tego zrobić, bo to „nieprzyzwoite”, „niemoralne”), nadużywane zazwyczaj przez osobniki kompletnie amoralne i nieprzyzwoite, no i wreszcie ta osobna kategoria używanych w polityce słów – wytrychów, robiących zawrotną karierę na prawicy: „patriotyzm”, „ojczyzna” i „naród”.
Nie po raz pierwszy zauważam, że prawica inną miarą mierzy grzechy własne i cudze. Żarliwe fascynacje Jarosława Marka Rymkiewicza stalinizmem są nieistotnym wybrykiem i błędem młodości, ale znienawidzony przez kipiących nienawiścią łysych młodzieńców prof. Bauman, do tych samych błędów młodości już nie ma prawa.
Podejrzenie o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa w żaden sposób nie obciąża „eksperta” smoleńskiego Chrisa Cieszewskiego, ale już w przypadku Lecha Wałęsy jest dowodem najwyższego skundlenia. Zamknięcie na trzy spusty szafy Lesiaka przez lewicę było dowodem inwigilacji i prześladowania PC na początku lat 90-tych, ale zatrzaśnięcie jej przez pisowskiego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, jest już tylko zapewne zwykłym przeoczeniem.
Podstawowym warunkiem prawa i porządku w liberalnej demokracji jest równość wszystkich obywateli wobec prawa, a jej z kolei warunkiem równość kryteriów, według których oceniamy, nie tylko ich praworządność, ale także moralność, prawdomówność i cnoty obywatelskie. W istocie ta równość jest jedynym gwarantem, że w państwie nie będzie lepszych i gorszych, że bez względu na pełnioną funkcję publiczną i status społeczny, wszyscy Polacy będą mieć ten sam głos w debacie. Że głos każdego z nich: liberała, konserwatysty, narodowca, katolika i ateisty będzie tak samo ważny i szanowany, tak samo brany pod uwagę.
Mające usprawiedliwić brak tej równości pojęcia „narodu” i „ojczyzny”, tworzone przez „narodowców” czy „prawdziwych patriotów”, jednostki nie mające nic ze mną wspólnego, tyle tylko, że przypadkowo urodzone w tym samym czasie, na tym samym terenie, zupełnie na mnie nie działają. Dla mnie naród to ludzie, z którymi łączy mnie w pierwszej kolejności wspólnota ducha, a dopiero w drugiej sąsiedztwo – i też raczej to bliższe (patriotyzm lokalny to jedyny rodzaj patriotyzmu, który rozumiem).
Co do dumy narodowej zaś, to zgadzam się z moim ulubionym filozofem Arthurem Schopenhauerem, że jest to ten rodzaj dumy, który łączy ludzi nie mających powodów do dumy z czegokolwiek innego.
Czy kocham Polskę? Tak, ale na mój własny, pragmatyczny sposób. Chcę, żeby były w niej czyste chodniki, bezpieczne ulice, przedszkola i dobre szkoły, szpitale i kościoły wszystkich wyznań, a także wolność słowa, z której dobrze wychowani obywatele będą korzystać w pełni, choć z poszanowaniem wolności innych ludzi.
I dopóki nie stanie się jedna z dwóch rzeczy: pseudo narodowcy i pseudo katolicy nie przestaną niszczyć symboli mi drogich, lub ja, nie będę mogła zniszczyć symboli im drogich, na przykład spalić kościoła – uznaję, że w Polsce tej elementarnej równości nie ma.