Nie obchodzi mnie, co fanatycy religijni robią prywatnie, w domach i kościołach, ale nie życzę sobie więcej słuchać, że gwałt nie powinien być ścigany z urzędu, żeby oszczędzić kobiecie wstydu! Nie życzę sobie absurdalnej dyskusji o karaniu kobiet za poronienie i pouczeń profesora Zolla o dziecku poczętym, gdy nawet kodeks kanoniczny mówi o „spędzaniu płodu”! Nie życzę sobie parlamentarnego zespołu do przeciwdziałania gender, któremu przewodzi niedouczona Beata Kempa ani zespołu do przeciwdziałania laicyzacji Polski, który w swoim regulaminie ma zapisy moim zdaniem niezgodne z konstytucją: że członkowie tego zespołu zobowiązują się dbać, by uchwalane w Polce prawo było zgodne z zaleceniami katolicyzmu.Nie życzę sobie fanatyków religijnych na najważniejszych stanowiskach państwowych i nie życzę sobie posłów, którzy uchwalając obowiązujące mnie prawo nie biorą pod uwagę stanu wiedzy, nauki, prawodawstwa, toczonych na świecie pasjonujących dyskusji filozoficznych, ale kierują się opiniami kleru.
Mam dość Królikowskiego i ferajny
REKLAMA
Asumpt do napisania tego tekstu dały mi biadolenia w prawicowej prasie, jak długa i szeroka, że minister Michał Królikowski jest krytykowany za swoje poglądy, biedaczek! (Bo, oczywiście, liberałowie i lewicowcy, o Żydach nie wspominając, przez nich krytykowani za swoje poglądy nie są!). Otóż trzeba wreszcie powiedzieć głośno i wyraźnie, w odpowiedzi na ten nadużywany oprzez prawicę sofistyczny, miałki lament - bo nie zniżę się do nazwania tego "argumentem":
Michał Królikowski nie jest krytykowany za swoje poglądy, tylko ostro - i słusznie - jest krytykowany za swoje niegodne czyny.
Jego poglądy są jego prywatną sprawą i gdyby był w porządku, gdyby zachowywał się jak należy, jego poglądów wcale byśmy nie znali. A nie znając ich, nie moglibyśmy ich publicznie roztrząsać.
Minister ma jednak na sumieniu coś konkretniejszego niż poglądy: skandaliczne próby wprowadzania tylnymi drzwiami prawa religijnego w świeckim państwie. Niegodne, po cichu czynione zabiegi, żeby wszyscy polscy obywatele, niezależnie od swoich przekonań, światopoglądu i wyznawanych wartości musieli żyć tak, jak życzy sobie pan Królikowski i jego koledzy, panowie katoliccy radykałowie: Gowin i reszta. Królikowski jest krytykowany nie za poglądy, ale za to, że wszystkich nas obywateli ma w nosie i maniakalnie stara się nadać kształt ustaw swoim prywatnym, religijnym przekonaniom.
Chcę powiedzieć wprost: w mojej opinii Michał Królikowski, podobnie jak wielu innych, do których zaliczam Marka Jurka czy Krystynę Pawłowicz, to fanatyk religijny. Katolicki talib, a nie żaden konserwatysta. Głośno i wyraźnie wprowadzam to rozróżnienie, bo w obronie – nie tyle ministra – co proponowanych przez niego szeregu niepokojących i niedemokratycznych zmian w prawie – występuje coraz więcej mu podobnych fanatyków religijnych (podobne broni podobnego), strojących się w piórka "konserwatystów", "konserwatywnych" profesorów, prawników, filozofów, pisarzy i dziennikarzy.
Kiedy słyszę jak nadużywają szacownego skądinąd określenia "konserwatysta", pragnę pospieszyć ze słownikiem i historią doktryn politycznych, i pouczyć panów i panie fanatyków o tym, co to słowo znaczy, jaki zbiór postaw i przekonań opisuje. I - zapewniam - i mogę to udowodnić choćby w sądzie, nie są to ich postawy i przekonania.
Fanatyk religijny, katolicki talib, a konserwatysta to ważne rozróżnienie, które dziś w Polsce rzadko jest dokonywane. Do worka z konserwatystami wrzuca się polityków w rodzaju Tadeusza Mazowieckiego czy Lecha Wałesy, jak radykałów i fanatyków religijnych, takich jak właśnie Marek Jurek czy Michał Królikowski.
Tymaczasem powiedzmy sobie głośno i wyraźnie: fanatyka religijnego, tak jak każdego innego fanatyka, poznajemy przecież właśnie po czynach! Wykształcenie, poziom intelektualny, umysłowy, erudycja, sprawowane funkcje i urzędy, świetny garnitur lub garsonka i wysoka kultura dyskusji nosi i kultura dyskusji, to wszystko nieistotne pozory, wprowadzające w błąd wielu obserwatorów życia publicznego i opinię publiczną.
Bo – pomimo tych pozorów – każdy, kto chce wprowadzić w Polsce prawo oparte na doktrynie katolickiej jest katolickim talibem i fanatykiem religijnym, tak jak talibami nazywamy polityków, wprowadzających prawo państwowe oparte na szariacie w krajach islamskich.
Islam czy katolicyzm to w tych tylko przypadkach zaledwie rózne środki do osiągnięcia tego samego celu: nadrzędnej roli religii w życiu państwowym, publicznym i w procesie stanowienia prawa.
Więcej:
Kościół rzymskokatolicki