Język, którym posługują się Matka Kurka i jemu podobni jest skandaliczny. Pełen nienawiści i frustracji. Ale przecież nie mówi on niczego o Jerzym Owsiaku, a mówi wszystko o nich. To sobie wystawiają świadectwo, własnej kulturze, osobistej uczciwości, wrażliwości, własnemu człowieczeństwu. Nie rozumiem dlaczego – reagując tak emocjonalnie – Jerzy Owsiak daje im nad sobą tak olbrzymią władzę? Pod wpływem cudzych, w internecie rzuconych słów, on zmienia swoje życie? Rezygnuje z działalności, którą ponoć kocha? Pozwala komuś poza sobą być panem własnego samopoczucia i stanu psychicznego, patronem najważniejszych życiowych decyzji?
REKLAMA
Nie rozumiem Jerzego Owsiaka. Cieszę się, że będzie nadal zajmował się WOŚP, ale rezygnacja z ważnej i pożytecznej działalności publicznej, którą, jak sądziłam, wykonywał z wielkiej potrzeby serca i poczucia misji, z powodu „niepokojących standardów komunikowania się ludzi”? Obrażanie się na sąd za to, że chce przejrzeć księgi finansowe jego fundacji? Porównywanie własnego sporu sądowego z nie najmądrzejszym – to fakt, i prostackim – też prawda, ale wyrażającym głos sporej części prawicowych wyborców blogerem o pseudonimie „Matka Kurka” do „zapachu komór gazowych, do języka nazistowskiego, komunistycznego, do słów które mogły padać w Katyniu, w Auschwitz”?
Przecież orzeczenie sądu w sprawie Matka Kurka vs Owsiak niczego nie zamyka. To dopiero początek drogi, mam nadzieję zwycięskiej dla Owsiaka. Jeśli, jak rozumiem, po sprawdzeniu ksiąg rachunkowych okaże się, że w jego przedsięwzięciach finansowych wszystko jest w porządku, będzie to rozprawienie się, raz na zawsze z zarzutami pod jego adresem, wytrącenie – na wieki wieków amen – broni z rąk prawicowych siepaczy.
Przypomina mi się przypowieść o Buddzie, który tak pouczał tych, którzy go wielbili, mnichów i swoich uczniów: „Nie wolno wam akceptować moich poglądów, z szacunku. Musicie je analizować, sprawdzać tak, jak złotnik sprawdza jakość kruszcu. Trąc, skrobiąc, pocierając i topiąc”.
W moim odczuciu to właśnie robi bloger Matka Kurka: tnie, pociera, topi, szarpie – sprawdza. Jeśli działalność Jerzego Owsiaka to szczere złoto – wytrzyma. Jeśli nie – nie było o co kruszyć kopii.
Przecież orzeczenie sądu w sprawie Matka Kurka vs Owsiak niczego nie zamyka. To dopiero początek drogi, mam nadzieję zwycięskiej dla Owsiaka. Jeśli, jak rozumiem, po sprawdzeniu ksiąg rachunkowych okaże się, że w jego przedsięwzięciach finansowych wszystko jest w porządku, będzie to rozprawienie się, raz na zawsze z zarzutami pod jego adresem, wytrącenie – na wieki wieków amen – broni z rąk prawicowych siepaczy.
Przypomina mi się przypowieść o Buddzie, który tak pouczał tych, którzy go wielbili, mnichów i swoich uczniów: „Nie wolno wam akceptować moich poglądów, z szacunku. Musicie je analizować, sprawdzać tak, jak złotnik sprawdza jakość kruszcu. Trąc, skrobiąc, pocierając i topiąc”.
W moim odczuciu to właśnie robi bloger Matka Kurka: tnie, pociera, topi, szarpie – sprawdza. Jeśli działalność Jerzego Owsiaka to szczere złoto – wytrzyma. Jeśli nie – nie było o co kruszyć kopii.
I jeszcze jedno. Jerzy Owsiak tworząc Wielką Orkiestrę był kimś w rodzaju samotnego szaleńca, co jest wielkim komplementem, ponieważ wszystkie wielkie idee, dzieła, ruchy społeczne, przedsięwzięcia były na początku tworem i wymysłem ludzi uważanych przez większość za szaleńców. Sądziłam, że Jerzy Owsiak to rozumie. Osamotnienie i bycie obiektem ataków i zmasowanej krytyki, zazwyczaj nie najwyższych lotów (bo większość ludzi nie ma umysłów i serc najwyższych lotów, niestety), to cena, której zapłacenie trzeba wziąć pod uwagę, wręcz uwzględnić w biznesplanie przedsięwzięcia typu WOŚP. Inaczej ono po prostu nie ma sensu.Bo, że ataki przyjdą - to pewne!
Matka Kurka, a wraz nim wielu innych, nie zgadza się z Owsiakiem. Pytanie brzmi: i co z tego? Co z tego, że wielu nie zgadzało się z Owsiakiem wtedy i co z tego, że wielu nie zgadza się z nim dziś?
Jakie to ma znaczenie wobec ogromu dobra, które zrobił? I, mam nadzieję, jeszcze zrobi?
Czy Jerzy Owsiak chce podobać się wszystkim? Czy ma ambicję przekonać każdego nieprzekonanego?
Jeśli tak, może to zrobić czynem: konsekwencją, uporem i przejrzystością, także finansową.
Bo niby dlaczego nie publikować dokumentów WOŚP, jawnie i otwarcie w internecie? Przecież to jest właśnie najbardziej oczywisty i wręcz narzucający się sposób na zamknięcie ust oponentom.
A nawet jeśli ich nie zamkną i wtedy – co z tego? Dlaczego miałoby to obchodzić kogokolwiek, z Jerzym Owsiakiem na czele?
Jakie to ma znaczenie wobec ogromu dobra, które zrobił? I, mam nadzieję, jeszcze zrobi?
Czy Jerzy Owsiak chce podobać się wszystkim? Czy ma ambicję przekonać każdego nieprzekonanego?
Jeśli tak, może to zrobić czynem: konsekwencją, uporem i przejrzystością, także finansową.
Bo niby dlaczego nie publikować dokumentów WOŚP, jawnie i otwarcie w internecie? Przecież to jest właśnie najbardziej oczywisty i wręcz narzucający się sposób na zamknięcie ust oponentom.
A nawet jeśli ich nie zamkną i wtedy – co z tego? Dlaczego miałoby to obchodzić kogokolwiek, z Jerzym Owsiakiem na czele?
