Właśnie się dowiedziałam, że w odpowiedzi na moją krytykę metod dziennikarskich Cezarego Gmyza, nieoceniona blogerka Kataryna napisała o mnie do jutrzejszego "Do Rzeczy" pamfelcik. Zachęcam do poczytania - z fragmentu, który Gmyz publikuje na swoim TT, widzę, że będzie to żywy dowód na prawdziwość stawianych w moim poprzednim tekście tez

REKLAMA
Zamiast odnieść się do zarzutu, że redaktor Gmyz oczernia ludzi, wskazując bez dowodów rosyjskich agentów, jego koledzy i koleżanki oczernią mnie. Przyjmuję to z pokorą - jako była rosyjska agentka o pseudonimie Natasza - rozumiem wiele z metod działania tego środowiska. Tylko błagam - zanim po raz kolejny nazwiecie mnie złodziejką cudzych tekstów, idźcie do BUW, weźcie oryginały moich tekstów i tych rzekomo ukradzionych innym autorom i upewnijcie się, że na pewno i na 100 procent, pod moimi artykułami w których był akapit statystyk cytowanych wcześniej gdzie indziej nie ma dopisku "korzystałam z książek takich a takich". I upewnijcie się, że podanie, za innym dziennikarzem danych o dziurach w drogach z raportu NIK jest aby na pewno plagiatem, skoro takie dokumenty nie są objęte prawami autroskimi i służą do tego,by je cytować. Przedstawcie wyroki sądów, które skazały mnie za plagiaty. Nie cytujcie anonimowych, tworzonych przez hejterów stron internetowych i prawicowych forów, które utopiłyby mnie za moje poglądy w łyżce wody. Sprawdźcie fakty, przeprowadźcie dziennikarskie śledztwo i opublikujcie story. Zróbcie rzetelną reporterską robotę, bo za to wam płacą. Obawiam się jednak, że takie story zburzyłoby waszą czarno - białą wizję świata i wytrąciło argumenty z ręki. Bo co by było, gdyby się okazało, że krytykująca was dziennikarka, wywodząca się z waszego środowiska nie jest jednak wyzutą z resztek przyzwoitości złodzieją cudzych tekstów. I mniejszą plagiatoką niż nieżyjący już guru prawicy, Maciej Rybiński, który swego czasu, co ujawnił Adam Michnik, przepisał niemal w całości artykuł z niemieckiej gazety i bez pardonu podpisał swoim nazwiskiem.
Wiem, że wkurza was, że celnie was punktuję, wytykam błędy, co jest tym bardziej irytujące, że znam to środowisko na wylot, w tym jego słabości i śmiesznostki. Wiem, że wkurza was, że jestem kobietą i że po kampanii oszerstw na mój temat, wiele lat temu nie zniknięłam z dziennikarstwa, czego mi życzyliście, ale mam czelność prowadzić własne programy i pisać teksty. Rozumiem jakie to dla was frustrujące, że mimo waszych przewidywań, że na skutek waszych intryg jestem skończona, ja jakoś ciągle skończyć nie chcę.
Ale spróbujcie choć raz zamiast opluwać i oczerniać ludzi, poniżać i wyzywać, zacząć z nimi (nawet ze mną) rozmawiać, dyskutować z ich argumentami, ekscytować się nie cudzymi życiorysami, ale - dla odmiany - sprawami społecznymi, patrzeniem na ręce politykom, w tym ukochanemu PiS-owi, i analizować rzeczywistość, co jest w końcu u diabła waszym publicystycznym obowiązkiem. I odpowiadać merytorycznie, na merytoryczne zarzuty.
Może następnym razem, kiedy zaproszę do studia Cezarego Gmyza, żeby mógł twarzą w twarz podyskutować z Azraelem, którego oczernił, przyjdzie, zamiast odpowiadać, że się nim brzydzi. Może raczy otworzyć usta i powiedzieć dwa słowa w studiu radiowym lub telewizyjnym, bo na tym właśnie polega jego praca, zamiast chować się za swoim społecznościowym profilem i obrzucać mnie na nim epitetami. Może po jutrzejszej publikacji przyjdzie do mnie (rozmarzyłam się) i Kataryna,i odpowie na parę trudnych pytań o własne metody "publicystyczne" i własną finanasową współpracę z prawicą, którą tak afirmuje jako "niezależna" blogerka, pisząc równocześnie teksty na życzenie o ludziach, których owa prawica uważa za wrogów...
Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że robota publicysty polega na dyskusji, sporze o pożądany kształt rzeczywistości, a nie lżeniu każdego, kto ma inną opinię?
Proszę, zróbcie choć maleńki, minimalny wysiłek, żeby podjąć obok oczerniania niewygodnych dla was autorów (jeśli nie jesteście w stanie z niego zrezygnować) choć próbę merytorycznego dyskursu.
Dacie radę?
Bo naprawdę nie tylko mnie, ale wielu ludzi męczy już ta wasza bolszewicka metodologia wynajdywania kwitów na ludzi. Oczywiście tylko tych, którzy się z wami nie zgadzają, bo tych, co są z wami kryjecie, nawet jeśli zdradzają żony, kradną cudze teksty, sypają ze stażystkami, biora pokątnie kaskę od partii politycznych i reklamy od PiS-owskich (za rządów PiS) reklam spółek skarbu państwa czy robią finansowe czary mary.
PS. I raz na zawsze, bo jestem zmęczona powtarzaniem w kólko tego samego: gdybym nawet faktycznie ukradła sto tekstów,stu różnym autorom, to i tak nie zmienia faktu, że Cezary Gmyz nie ma prawa oczerniać ludzi nazywając ich rosyjskimi agentami. Wszystko w temacie.