Elżbieta Radwan
Elżbieta Radwan Elżbieta Radwan

Jeśli jest w polityce coś, czym gardzę, to typ węgorza, który jest tak giętki, że najchętniej ugryzłby się we własny ogon – mówiła Margaret Thatcher. I jak widać ten typ występuje nie tylko na Wyspach. Prawo i Sprawiedliwość rozdało swoim ministrom miliony złotych, a kiedy sprawa wyszła na jaw, Jarosław Kaczyński z marsową miną zaczął odmieniać przez wszystkie przypadki słowo skromność i ciąć pensje, gdzie popadnie, w nadziei, że zatuszuje aferę nagrodową. Nadziei na szczęście złudnej.

REKLAMA
PiS, które ostatnio psuje wszystko, czego się dotknie, w roku wyborczym postanowiło zintensyfikować próby zawłaszczenia samorządu. Bo obniżając wynagrodzenia samorządowcom rządzący w gruncie rzeczy chcą doprowadzić do zdominowania administracji terytorialnej niekompetentnym aktywem partyjnym – ludźmi często bez wiedzy i doświadczenia, którzy mają jedną, najcenniejszą w oczach PiS zaletę: bezrefleksyjnie tańczą, jak im się zagra.
Wynagrodzenia wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie zmieniły się od dekady, a biorąc pod uwagę inflację – spadły realnie o ponad 20 procent. Już dzisiaj sektor prywatny oferuje ekspertom wielokrotność pensji, jaką otrzymują w samorządach – pracując 7 dni w tygodniu i ponosząc nieporównywalnie większą odpowiedzialność. Czy na pewno chcemy pozbywać się z samorządu ludzi tak wartościowych jak prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, który nota bene od 16 lat nie dostał ani złotówki nagrody?
Panie prezesie Kaczyński, służba publiczna to dla zdecydowanej większości nas, samorządowców, nie jest pusty slogan. Działamy blisko ludzi, nie upominamy się o podwyżki ani o nagrody, a największą satysfakcję czerpiemy z tego, że nasze małe ojczyzny dynamicznie się rozwijają i pięknieją w oczach. Burmistrzów to różni od ministrów, że nie przyznają sobie nagród. Należą się one pracownikom, za ich oddaną i sumienną pracę. Bez niej Polska lokalna nie byłaby tak piękną, jaką jest. A to również dzięki temu, że w gminach dbamy o publiczny grosz i potrafimy wytłumaczyć się z każdej wydanej złotówki. Jeśli są przypadki nieprawidłowości – piętnujmy je, ale konkretnie, zamiast ciąć na ślepo, po całości.
Nie zgadzamy się na aplikowaną nam przez PiS fałszywą skromność, która w istocie oznacza: grosze dla Polaków, miliony dla swoich. Zamiast taniego państwa widzimy, jak PiS napycha sobie kieszenie publicznymi pieniędzmi, usiłując omamić przy tym Polaków tanim populizmem i odpowiedzialnością zbiorową – i to odpowiedzialnością za cudze błędy.
Pozostaje mieć nadzieję, że partia Jarosława Kaczyńskiego już wkrótce drogo za to zapłaci. Bo nic o nas bez nas. A najbliższa okazja do wystawienia rachunku partii rządzącej już jesienią.