Elżbieta Radwan
Elżbieta Radwan www.facebook.com/BurmistrzElzbietaRadwan/

Przed ponad rokiem, 7 marca – w prezencie na Dzień Kobiet, wołomińska Rada Miejska obcięła moje wynagrodzenie o ponad 3 tys. zł. To była krzywdząca, czysto polityczna decyzja, dyskryminująca mnie jako bezpartyjnego burmistrza Wołomina. Ówczesna większość w Radzie, składająca się głównie z partyjnych działaczy PiS, próbowała obronić ją fałszywymi zarzutami, które nie miały nic wspólnego z merytoryczną oceną mojej pracy.

REKLAMA
Zdecydowałam się pójść w tej sprawie do sądu – nie po pieniądze, a po sprawiedliwość. Już wtedy zadeklarowałam, że jeśli wygram, połowę zwróconej mi kwoty przeznaczę na cele charytatywne. Dziś z satysfakcją mogę Państwu powiedzieć, że dotrzymałam słowa. Na mocy zawartej w lutym br. ugody sądowej otrzymałam 15 250 zł odszkodowania, z czego ponad połowę przekazałam właśnie wołomińskim organizacjom pozarządowym. Wiem, że te pieniądze nie mogły trafić w lepsze ręce.
Pozwałam jeszcze „starą” Radę Miejską, która – decyzją mieszkańców Wołomina – po październikowych wyborach radykalnie zmieniła skład, a jej większość stanowią dziś ludzie autentycznie przywiązani do naszej małej Ojczyzny, a nie do partyjnych emblematów i politycznych awantur. Z nimi mi po drodze, tym bardziej cieszę się, że sprawę udało się zakończyć satysfakcjonującą wszystkich ugodą, zamiast dokładać dodatkowej pracy już i tak przeciążonym sądom.
A propos ciężkiej pracy – serdecznie namawiam Państwa, aby rozliczając podatek dochodowy wesprzeć tzw. 1 procentem lokalne organizacje pozarządowe. Chronicznie niedoinwestowane, nierzadko ledwo wiążące koniec z końcem, a jednocześnie gromadzące ludzi o wielkich sercach, czułych na niedolę drugiego człowieka, często sąsiada. W skali kraju takich organizacji są tysiące. Wesprzyjmy choć jedną, działającą blisko nas. Dla nich to nie tylko zastrzyk niezbędnej do funkcjonowania gotówki, ale i jasny sygnał, że ich praca jest zauważana i doceniana. A tego nie da się przecież przeliczyć na żadne pieniądze.
Historia mojego sporu z Radą Miejską kończy się dobrze, ale dyskusja o wynagrodzeniach samorządowców trwa. Zresztą obcięcie mojej pensji stało się niejako pilotażem tego, co decyzją Jarosława Kaczyńskiego nastąpiło później: rząd zdecydował się na bezrefleksyjne, histeryczne cięcia dla wszystkich samorządowców, chcąc przykryć temat skandalicznie wysokich nagród dla ministrów. Ministrowie rządu PiS mieli te nagrody przekazać na cele charytatywne, ale czy rzeczywiście tak zrobili? Ja – żeby nie być gołosłowną – publikuję poniżej dowody przelewów.
logo

„Do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Ci, którzy funkcjonują w spółkach (…) te osoby nie będą kandydowały do samorządu na żadnym szczeblu. (…) Chcę Państwu powiedzieć jeszcze raz, nie idzie się do polityki dla pieniędzy.” Jarosław Kaczyński wypowiadał te słowa niedługo po tym, jak zarządził obniżenie wynagrodzeń wójtów, burmistrzów i prezydentów w całej Polsce. Minęło kilka miesięcy i podwójne standardy PiS widać gołym okiem. Najlepiej podsumowuje je krążące w Internecie hasło – „drobne dla Polaków, miliony dla swoich”.
I jeszcze raz namawiam rządzących: wprowadźcie jasne kryteria ustalania oraz pełną jawność wynagrodzeń w sektorze publicznym. Odmieniać przez wszystkie przypadki słowo uczciwość to zupełnie co innego niż zwyczajnie być uczciwym. To samo tyczy się skromności. Hipokryzją jest do skromności nawoływać, a jednocześnie tolerować np. horrendalnie wysokie pensje w NBP albo obsadzać byłego rzecznika rządu i jednocześnie świeżo upieczonego radnego w państwowej spółce za – jak wieść niesie – dziesiątki tysięcy złotych. Nawet jeśli „formalnie” nie jest członkiem PiS.
Dobry przykład powinien iść z góry, ale z tym w Polsce ostatnio krucho. Wielkie słowa nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Na szczęście im niżej – i bliżej ludzi – tym lepiej. Od lat obserwuję synergię, jaką przynosi współpraca samorządów i organizacji pozarządowych. Łączy nas poczucie odpowiedzialności, wspólnie staramy się sprostać ogromowi powierzanych nam zadań, borykając się z chronicznym brakiem środków na ich realizację. Zresztą same pieniądze wszystkiego nie załatwią, czego jaskrawym przykładem jest przerzucanie przez rząd na samorządy pracy związanej z codzienną obsługą np. programu 500+ czy też – jak słyszymy ostatnio – „reaktywacją” sieci połączeń autobusowych. Zgadzam się, że w samorządach jest potencjał, ale chodzi jeszcze o kadrowe „moce przerobowe”, a z tym bywa gorzej.
Jeszcze raz prosząc Państwa o 1 proc. na lokalne organizacje pozarządowe pójdę o krok dalej i poproszę choćby o rozważenie przeznaczenia choćby ułamka czasu wolnego na ich wsparcie. Nawet godzina w tygodniu to bardzo dużo, jeśli sensownie ją wykorzystamy. Czas to więcej niż pieniądz, a NGO-sy czekają na jedno i drugie. Naprawdę warto.