
Triple F Farms Ferret Mill to największy hodowca (choć bardziej adekwatne byłoby określenie „producent”) fretek w Stanach Zjednoczonych, który dostarcza „towar” większości amerykańskich sklepów zoologicznych i laboratoriów testujących na zwierzętach. Firma przeznacza niemałe kwoty na tworzenie pozytywnego wizerunku, kładąc nacisk na to, jak bardzo leży jej na sercu dobro fretek. W tym samym czasie na fermie panują warunki urągające wszelkim standardom, a ból i cierpienie dotykają tysięcy zwierząt.
REKLAMA
Triple F Farms Ferret Mill łamie wiele amerykańskich regulacji prawnych mających na celu ochronę zwierząt, jednak nakładane kary w porównaniu do przychodów firmy są śmiesznie małe. Warto podpisać petycję i pomóc ukrócić działania Triple F Ferret Mill.
Amerykańscy obrońcy praw zwierząt udokumentowali i podali do wiadomości publicznej to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Stworzony przez działaczy PETA materiał filmowy jest wstrząsający – przerażone, znerwicowane zwierzęta, sterty odchodów, druciane podłogi, przez które ślepe szczenięta wypadają z klatek... Prawdziwa fabryka zwierząt, w której ból i cierpienie zostały zwielokrotnione i, co nie mniej istotne, oswojone: martwy szczeniak zwisający z klatki obok walczącego o życie brata czy jeszcze ślepa fretka rozjechana wózkiem przez pracownika na nikim nie robią już wrażenia.
Nie tylko USA
To, co dzieje się w TFFFM, nie jest odosobnionym przypadkiem. Nie trzeba szukać daleko. W sierpniu przedstawiciele Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek, OTOZ Animals i Fundacji Azyl dla Fretek przeprowadzili interwencję w warszawskiej „domowej” hodowli fretek. Notorycznie głodzone zwierzęta, sprzedawane za pośrednictwem popularnego serwisu aukcyjnego, były przetrzymywane w pomieszczeniu całkowicie pozbawionym izolacji termicznej, w brudzie i smrodzie, w zbitych ze sklejki klatkach z drucianą podłogą, z których tu i ówdzie sterczały skierowane do środka gwoździe. Opublikowane po akcji zdjęcia i artykuł wstrząsnęły wieloma miłośnikami zwierząt. Niektóre obrazy można by pomylić z tymi uwiecznionymi przez działaczy PETA.
Jeden z dziesięciu
Niestety, przeciętny zjadacz chleba nie ma pojęcia, że za jedną fretką, która trafia do sklepu zoologicznego, stoi kilka, czasem kilkanaście takich, które albo nie dożyły tego „szczęśliwego” momentu, albo trafiły do laboratorium, gdzie do końca ich krótkiego życia poddawane będą eksperymentom zakończonym śmiercią. Często stosowane w kontekście testów i wiwisekcji określenie „eutanazja” jest nadużyciem – zabijanie zwierzęcia, które nie odczuwa chronicznego bólu i z powodzeniem mogłoby żyć jeszcze długo, nie jest dla niego najlepszym wyborem, dobrą śmiercią. Eutanazja z definicji ma na celu skrócenie nieuniknionych cierpień chorego, nie eliminację życia, które przestało być człowiekowi przydatne.
Joanna Andrusiewicz
