
To przecież Unia Europejska i Platforma Obywatelska wykreowały tak silnego jak dziś Jarosława Kaczyńskiego, czemu więc bardzo się na niego oburzają? Przy głupich naciskach na Rzeczpospolitą o ograniczenie zużycia węgla w elektrowniach, czy później przyjęcie narzuconej nam puli niechcianych arabskich migrantów, sprzeciw naszego ówczesnego rządu był niemrawy, wręcz symboliczny – w efekcie opozycyjny PiS rósł w silę! A wszech-władne i wszech-wiedzące nasze media udawały, że nie widzą zmian w prognozie pogody...
REKLAMA
Kiedyś Ewa Milewicz pisała, że po 45 latach postkomunizmu SLD wolno mniej. Jarosław Kaczyński po ośmiu latach rządów PO ewidentnie stwierdził, że jemu wolno więcej. A że Donald Tusk, który kiedyś nie miał z kim przegrać, ewakuował się do Brukseli, to PiS wygrał. To Niemcy wspierali Tuska i rządy platformy, to Niemcy żądali od Polski polityki niekoniecznie w polskim interesie. Więc gdy już doszedł do władzy, Kaczyński zaczął wprowadzać w życie zasadę, że przecież Niemcom wolno mniej, co zresztą oczywiste.
I jak równie niewielki Napoleon Bonaparte, Jarosław Kaczyński rozpoczął jak tamten SWOJE 100 dni. Pamiętał przy tym o własnych wcześniejszych błędach i o wszystkich „kiwkach” i faulach Platformy, na które media jakoś nie reagowały. PO osłabiła rolę Sejmu i Prezydenta, to on pokazał, że i jeszcze Premier może być słaby. PO miała media, więc zaczął je przejmować. PO majstrowała przy Trybunale Konstytucyjnym, więc go sparaliżował i zawiesił. Był nepotyzm i kolesiostwo Platformy w spółkach skarbu państwa, to teraz będzie PiS. Zagraniczne banki i sieci supermarketów robiły co chciały – teraz będą za to płacić. Nie da się rządzić z głazem służby cywilnej u nogi, to Kaczyński ją odwołuje. Do tego jeszcze Tusk nie spełnił przecież większości swoich socjalnych i populistycznych obietnic z kampanii 2007 i 2011, i nic się nie stało, więc Kaczyński wiedział, że też może naobiecywać do woli, a zrobić z tego tylko to, co jemu pasuje. Było jak w „Wielkim Szu”, grali sprawiedliwie: i jedni i drudzy oszukiwali, wygrał lepszy.
I tak jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.
A Niemcy poza torpedowaniem naszego węgla budują przecież z Rosjanami Nord Stream II. Angela Merkel, córka pastora z NRD, przesadziła z miłością do arabskich migrantów, bo chciała dostać pokojowego Nobla; nie udało się. Teraz nie tylko Polska nie chce płacić jej rachunków, również landy niemieckie. Sygnały coraz mniej sympatycznych niemieckich polityków, że w Polsce źle się dzieje, bo PiS burzy demokrację – zostały więc u nas przyjęte z niechęcią i budowały coraz większą siłę Jarosława Kaczyńskiego. A gdy w Sylwestra Arabowie zabawiali się licznie w wielu miastach Niemkami, gdy okazało się, że o ich „taharrush” – grupowym molestowaniu, świetnie znanym w krajach arabskich – przez parę dni milczały niemieckie media, Kaczyński rósł w siłę, którą obrazowały hasła na transparentach podczas meczów Polska-Niemcy: brońcie swoich kobiet, a nie naszej demokracji!
Europa oburzona? Skądże znowu, już nie! Wszak Kaczyński idzie do przodu z Cameronem, którego czeka referendum na temat Brexitu i z premierem Bawarii, który uważa, że „Merkel niszczy Europę”. Trzeba go polubić. Po ostatnich rozmowach Andrzeja Dudy z Donaldem Tuskiem i wizycie prezydenta w brukselskiej siedzibie NATO – prezes PiS, który tylko trochę spuścił z tonu, jest już prawdziwym polskim mężem stanu i/lub opatrzności. I to tylko po dwóch miesiącach premierowania przez Beatę Szydło! Co będzie w trzecim miesiącu? Cesarz Kaczyński wiosną wrócił z Elby, jesienią zaczął swój triumfalny pochód. Czy i kiedy wybierze się na Świętą Helenę?
Prezes kroczy zwycięsko i robi w Polsce co chce, mając zaledwie (i aż!) 234 posłów (jeden już mu niedawno ubył). Czy ma z kim przegrać? Ma.
Już za chwilę w PO po władzę sięgnie Grzegorz Schetyna, który potem podkupi PiS-owi kolejnych pięciu posłów, okręci sobie dookoła palca Kukiza, Petru i Kosiniaka-Kamysza, a wtedy przecież marszałek Marek Kuchciński będzie musiał zawołać: le roi est mort, vive le roi!
Czy wkrótce będziemy mieli nowego premiera, męża stanu i opatrzności?
