
Kiedy układ jest taki, że od kolesia bierzemy pieniądze za przyjaźń, intymne spotkania i czułe słówka, to chyba trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i nazwać to po imieniu. Nawet jeśli płaci po, a nie przed… Niby wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt o tym nie pisał: przez tyle lat, 7 z rządem Tuska i jeden dodatkowy rok z Kopacz, „Gazeta Wyborcza” brała kaskę za niemal bezkrytyczne słodzenie tej ekipie, za pozytywne dla niej artykuły, komentarze i felietony, za oczywistą autocenzurę i brak obiektywnej oceny i prawdziwej cnoty, której krytyk się nie boi. Co weselsze: powoli upadająca GW miała wtedy liczną kompaniję!
Jak wspomniałam, GW miała rzeszę kompanów, którzy też byli klientami rządów PO poprzez kontrolowane przez tę partię SSP. Wszyscy świetnie widzieli, że płatny układ przyjacielski polegał na tym, że rząd robił sobie PR przez finansowanie mediów. I kontrolowanie ich. Nie tylko prywatnych – przecież nie przeprowadzono jakichkolwiek reform mediów publicznych właśnie dlatego, żeby mieć za sobą ich przychylność. Choć to już nie był układ „przyjacielski”, a właścicielski. Sama nie wiem, który lepszy… :)
Mnie się zdaje, że jeżeli tu się nie stanie coś takiego, co ja nie jestem w stanie przewidzieć, że Bronisław Komorowski po pijanemu na pasach przejedzie niepełnosprawną zakonnicę w ciąży, no to oczywiście, że będzie prezydentem! To oczywiste! Musi się stać coś niesłychanego! Sobie tego w ogóle nie umiem wyobrazić, żeby on nie wygrał tych wyborów. Zwłaszcza, że jest bardzo dobrym prezydentem!
