
To oczywiste, mam nadzieję dla obu stron, że majowe starcie prezydenckie będzie walką o wszystko. WSZYSTKO dla Jarosława Kaczyńskiego, WSZYSTKO dla obozu demokratycznego. Albo nic. Koniec. Gnicie.
REKLAMA
Ten dziwny, grany nie przez wszystkich graczy wprost (straight, jak mawiają za wielką wodą) mecz, zaczął jesienią Patryk Vega w swoim filmie POLITYKA, gdy napomknął na temat postaci (fictional charakter) premiera, że „ma kija w dupie”.
Później Andrzej Duda zaskakująco ogłuszył nas granatem, informując o swoim stosunku wprost do ustawy o LGBT, że jej „podpisanie poważnie by rozważył” – nie dodając, że na nie oczywiście. Za to gawędząc z kolegami z, nota bene, WPROST podkreślił: „ludzie nie wybrali mnie po to, żebym zabiegał o względy warszawskiego salonu”, nie zdradzając, co o jego postawie wprost mówi salon krakowski. A plotkuje o tym, co manifestujący na jednej z Parad Równości krzyczeli do Prezesa: „Jarku, Jarku, obroń nas, przecież jesteś jednym z nas”.
Później z niewątpliwą klasą i urodą Beata Kempa powiedziała o Robercie Biedroniu per casus (ale może używa słów, których znaczenia nie zna), a o jego partnerze „kandydatka na pierwszą damę”, nie zająkując się przy tym nic o Janie Kidawa-Błońskim. Za to wprost groziła – Bogu przecież ducha winnemu – Szymonowi Hołowni opłakanymi skutkami, gdy ten zderzy się ze ścianą – że co, że mu nawet szef kampanii Jacek Cichocki wprost też nie pomoże?
Kandyduje też Tęczowy Władek po prostu, jak o nim mawia Ryszard Czarnecki.
No i jeszcze są medialne ustawki wprost przed planowanym ślubem Krzysztofa Bosaka. Poprzedni taki w kampanii, też żeby ją przegrać, to brał Donald Tusk, który chciał udowodnić że jest katolikiem. Co ten pan młody będzie udowadniał?
A, jeszcze jest jakiś pan piękny od Księdza Dyrektora.
Jeśli do tego dołożymy jeszcze wprost pochowanych Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska i nawet Grzegorza Schetynę – jeden już nawet nie na tylnym siedzeniu, ale chyba w bagażniku, drugi w Brukseli, a trzeci we własnej Radzie Politycznej – zobaczymy dość brunatne (od Sturmabteilungen Ernsta Röhma) barwy prezydenckiej kampanii, bo przecież że nie tęczowe…
Do finału tego najważniejszego dla nas w XXI wieku politycznego starcia ostatniej szansy czasu jeszcze sporo, dokładnie 3 miesiące, więc podsumowuję nucąc sobie za Philem Collinsem:
I can feel it coming in the air tonight, oh Lord;
And I've been waiting for this moment for all my life, oh Lord;
Can you feel it coming in the air tonight, oh Lord, oh Lord...
Później Andrzej Duda zaskakująco ogłuszył nas granatem, informując o swoim stosunku wprost do ustawy o LGBT, że jej „podpisanie poważnie by rozważył” – nie dodając, że na nie oczywiście. Za to gawędząc z kolegami z, nota bene, WPROST podkreślił: „ludzie nie wybrali mnie po to, żebym zabiegał o względy warszawskiego salonu”, nie zdradzając, co o jego postawie wprost mówi salon krakowski. A plotkuje o tym, co manifestujący na jednej z Parad Równości krzyczeli do Prezesa: „Jarku, Jarku, obroń nas, przecież jesteś jednym z nas”.
Później z niewątpliwą klasą i urodą Beata Kempa powiedziała o Robercie Biedroniu per casus (ale może używa słów, których znaczenia nie zna), a o jego partnerze „kandydatka na pierwszą damę”, nie zająkując się przy tym nic o Janie Kidawa-Błońskim. Za to wprost groziła – Bogu przecież ducha winnemu – Szymonowi Hołowni opłakanymi skutkami, gdy ten zderzy się ze ścianą – że co, że mu nawet szef kampanii Jacek Cichocki wprost też nie pomoże?
Kandyduje też Tęczowy Władek po prostu, jak o nim mawia Ryszard Czarnecki.
No i jeszcze są medialne ustawki wprost przed planowanym ślubem Krzysztofa Bosaka. Poprzedni taki w kampanii, też żeby ją przegrać, to brał Donald Tusk, który chciał udowodnić że jest katolikiem. Co ten pan młody będzie udowadniał?
A, jeszcze jest jakiś pan piękny od Księdza Dyrektora.
Jeśli do tego dołożymy jeszcze wprost pochowanych Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska i nawet Grzegorza Schetynę – jeden już nawet nie na tylnym siedzeniu, ale chyba w bagażniku, drugi w Brukseli, a trzeci we własnej Radzie Politycznej – zobaczymy dość brunatne (od Sturmabteilungen Ernsta Röhma) barwy prezydenckiej kampanii, bo przecież że nie tęczowe…
Do finału tego najważniejszego dla nas w XXI wieku politycznego starcia ostatniej szansy czasu jeszcze sporo, dokładnie 3 miesiące, więc podsumowuję nucąc sobie za Philem Collinsem:
I can feel it coming in the air tonight, oh Lord;
And I've been waiting for this moment for all my life, oh Lord;
Can you feel it coming in the air tonight, oh Lord, oh Lord...
