DW

Wszystkich tych, którzy czekają na porażkę prezesa Jarosława z UE i jej liderką Angelą Merkel, muszę rozczarować: Bundeskanzlerin będzie ustępować krok po kroku, wydając gniewne pomruki, żeby na końcu, z niechęcią i pouczeniami, ostatecznie ustąpić. Bo bitwa nie toczy się przecież o 2020 rok…

REKLAMA
Premier Kaczyński kontroluje nastroje. Świetnie zna wszystkie niemieckie kompleksy dotyczące Europy, a swą specyficzną, nieokazywaną publicznie wrażliwością, czuje ich wszystkie obawy i lęki. Ma pewność, że przyparci już jak szczury w kąt muru, Niemcy nie zaatakują, tylko położą uszy po sobie i zgodzą się na wszystko. Bo boją się wyciągnięcia przez Polskę, nawet tę obecnie rządzoną przez PiS, jednego, jedynego, zabójczego dla międzynarodowej polityki Niemiec argumentu.
W czasie rozpętanej przez nienawistnych, oszalałych z biedy i manii wielkości, niemieckich nazistów, stawiających siebie ponad wszystkimi innymi narodami, drugiej wojny światowej, w samej tylko Europie zginęło ponad 40 milionów ludzi. Z czego w Polsce ponad 5,5 miliona. W tym wszystkim niemiecka III Rzesza zamordowała około 3 milionów obywateli pochodzenia żydowskiego. Nie wspominając nawet o zburzeniu wielu polskich miast i zaborze znalezionych w nich zabytków i kosztowności.
Myślę, że żaden przywódca narodu niemieckiego, za żadne zresztą pieniądze, nie jest w stanie stawić czoła zarzutom, że to oni kiedyś Polaków mordowali, a teraz jeszcze, już w XXI wieku, chcą ich upokorzyć i zagłodzić. Nawet w imię dobrze pojętej jakiejś ochrony wartości europejskich i braku przestrzegania przez ksenofobiczny rząd PiS podstawowych zasad i wartości praworządności. Każdy Niemiec, każda Niemka, szczególnie zaś kanclerz narodu germańskiego, woli przecież przejść do historii jako osoba miła, niż jako kontynuator eksterminacyjnej Polityki wielkich Niemiec wobec ciemiężonych państw wschodnioeuropejskich, a szczególnie wobec naszej dumnej Rzeczpospolitej!
Dlatego o kasę możemy być spokojni. Wszystko zakończy się zgrzytaniem zębami, ale z uśmiechem na ustach…
Kaczyński wie, co robi. No chyba że Merkel nie wie…