
Nie wyobrażam sobie Polski poza Unią Europejską. Minione 18 lat przyzwyczaiło mnie, że wsiadam w samochód czy samolot i lecę gdzie chcę: zwiedzać Paryż lub Londyn, podziwiać Monachium czy Frankfurt. Czuję się na wskroś Europejką. Ale...
REKLAMA
Małe rozczarowanie przyszło oczywiście, gdy brytyjscy konserwatyści dokonali Brexitu, choć cieszyłam się, że przecież to niewielka zmiana, że na szczęście mamy kolejne, silne i racjonalne nogi wspólnoty – Niemcy i Francję – a dzięki nim trwałą Unię. Dziś jednak już nie wiem, czy ta UE jest tak bardzo stabilna. Do jej liderów mam ogromne pretensje, do kilku pozostałych państw czuję rozczarowanie.
Szalę goryczy przełamały durne telefony prezydenta Macrona, jego umizgi do zabójcy i terrorysty Putina, który jak kiedyś Hitler, próbuje dziś unicestwić cały naród. Macron wcale nie dzwonił po to, żeby paktować czy bronić przed nim Ukrainę, ale przecież tylko żeby pilnować francuskich biznesów i gwarancji dla ich firm pozostających jako nieliczne w Rosji. A później okazało się jeszcze, że Niemcy strasznie kręcą i kłamią, żeby tylko Ukraińcom nie dać broni, by nie mieli czym przed ruskimi bandytami się bronić. Te same Niemcy, które latami ignorowały głos Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, wręcz oskarżając nas o rusofobię.
A ostatnio zdumiona przeczytałam że Marcon, ślepy na ruskie morderstwa i gwałty, sprzeciwia się nazwaniu wojny Rosji na Ukrainie „ludobójstwem”! Mało! Dodał, że przecież „te dwa narody są braterskie”! Czyli to wręcz bratobójstwo…
(https://www.washingtonpost.com/nation/2022/04/13/macron-biden-ukraine-genocide/)
Tekst linka
I jeszcze: nienawidzę poprawności politycznej, więc wcale się nie zdziwiłam, gdy prezydent Zełenski odmówił spotkania ze swym niemieckim odpowiednikiem, Steinmeierem. Dlaczego? Jako powód na Twitterze znalazłam taki szyderczy dialog, napisany przez Juliana Röpcke, redaktora odpowiedzialnego w dziale polityka niemieckiego dziennika Bild (odpowiednik naszego Faktu):
Kijów: – Prosimy, wyślijcie nam wozy bojowe Marder.
Berlin: – Nie.
Kijów: – Prosimy, wyślijcie nam czołgi Leopard.
Berlin: – Nie.
Kijów: – To co nam zamierzacie wysłać?
Berlin: – Steinmeiera.
Kijów: – Nie.
Berlin: – Nie.
Kijów: – Prosimy, wyślijcie nam czołgi Leopard.
Berlin: – Nie.
Kijów: – To co nam zamierzacie wysłać?
Berlin: – Steinmeiera.
Kijów: – Nie.
To przecież oczywiste… Steinmeier jest prawą ręką Gerharda Schrödera, przyjaciela tego barbarzyńcy Putina i razem z nim oraz z Frau Angelą „Wilkomen” zamykał w Niemczech elektrownie węglowe i atomowe, a dopinał oba Nord Streamy, skutecznie uzależniając swój kraj od ruskiego gazu. A ostrzeżeń z Europy Środkowo-Wschodniej oni nie słuchali, bo przecież wzięli nas do tej Unii jako łatwe i chłonne rynki zbytu, a nie partnerów.
W tej sprawie głosu nie zabiera Komisja Europejska, czyli rząd naszej Unii. Może dlatego, że jej szefowa – Ursula von der Leyen była u Merkel ministrą we wszystkich jej rządach: najpierw od rodziny, później od spraw społecznych, a na koniec od obrony, gdzie tylko pilnowała, żeby budżet armii nie przekroczył 1,4 PKB Niemiec, a już w 2014 jednoznacznie opowiadała się za niedozbrajaniem Ukrainy.
Cóż, polityka jest jak parówki, lepiej nie patrzeć jak się je robi. A kasa musi się zgadzać. Jak to teraz dosadnie podsumować… Może: Macron, Steinmeier, иди на хуй!
Chrońmy naszą jeszcze zjednoczoną Europę przed takimi ludźmi.
PS
Więcej o relacjach niemiecko-rosyjskich i bliskiej przyjaźni Putina ze Schröderem przeczytasz w mojej najnowszej książce "RAJ", polecam.
Więcej o relacjach niemiecko-rosyjskich i bliskiej przyjaźni Putina ze Schröderem przeczytasz w mojej najnowszej książce "RAJ", polecam.
