Ruch Palikota ustami pani marszałek Nowickiej wezwał do obowiązkowych lekcji o seksie. Seks to piękna i radosna rzecz, to dojrzałość i intymność. To też wielkie emocje – tak jak przyjaźń, miłość i nienawiść. Ale to przecież nie są tematy na szkolną lekcję! Bo na poważnie trudno je poruszać nawet wśród przyjaciół, czy chociażby w rodzinnym domu. No i niby kto miałby te lekcje poprowadzić?

REKLAMA
Kto ma tego uczyć? Nauczyciel z koszem na głowie? Czy może te nauczycielki, które patrzyły i nie reagowały, gdy w szkole jedna nastolatka sztyletowała drugą? A może pedagodzy od 35-letniego Ministra Edukacji, który do Rządu wszedł chyba za to, że wcześniej był prezesem katolicko-nacjonalistycznej „Młodzieży Wszechpolskiej”. A może sama pomysłodawczyni: znana feministka, która nawet własnego syna nie upilnowała przed pisaniem durnych recenzji z filmu „Katyń”, że to nie było morderstwo sowietów na polskiej inteligencji, tylko ZSRR zwyczajnie nie było stać na wyżywienie 20 tysięcy darmozjadów…
Jak bardzo lubię posła Biedronia i szanuję posłankę Grodzką, to może ci partyjni koledzy marszałkini Nowickiej, lub ich znajomi nauczyciele, mieliby dzieciaki w szkołach uczyć o seksualności? Czy też może z braku właściwych kadr scedujemy to na siostry i księży, którzy chociaż na lekcjach o seksie nie kazaliby zlizywać sobie piany z kolan?
No jestem zwyczajnie oburzona!
logo
stopklatka

Wanda Nowicka głosi, że czternastoletnie dziewczyny rodzą dzieci dlatego, że nie mają podstawowej wiedzy o antykoncepcji. Nieprawda! Mają w głowie siano, wielki młodzieńczy popęd, braki emocjonalne, złe społeczne wzorce zachowań – wprost z MTV czy 4funtv – no i na koniec dlatego, że musiałyby za tabletki antykoncepcyjne płacić po 40 złotych miesięcznie, a uprawiają seks z nierozsądnymi chłopcami, którzy albo się wstydzą je zakładać, albo nie wiedzą, że trzeba zainwestować kilka złotych w prezerwatywę.
Posłanka wini również rzeczywistość, w której przemoc seksualna spotyka już najmłodszych, także ze strony księży. No spotyka. Ale też spotyka na przykład ich matki, ze strony ich ojców, o czym wszyscy sąsiedzi, szkoła i Kościół często wiedzą. I nic…
Oświadcza Nowicka: chcemy, aby nauka o seksualności człowieka była obowiązkowa już od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Ja myślę, że to za wcześnie, że poza domem mówić o tym to można tak na rok przed pierwszymi miesiączkami dziewcząt i wzwodami chłopców – czyli 3-4 klasa najwcześniej.
Aktywistka partii RP oświadcza, że są w Polsce studia prowadzące taki przedmiot i kształcące kompetentnych edukatorów – chociażby studium prof. Izdebskiego. Lubię i szanuję pana prof. Zbigniewa Izdebskiego, występowaliśmy razem nawet w jednym z porannych programów TVN, przesłuchiwani przez redaktorów Jolantę Pieńkowską i Wojciecha Jagielskiego. Ale przepraszam: nie sądzę, żeby rozpasana, cyniczna i drwiąca z wszystkiego młodzież, potraktowała pana prof. jak prawdziwy autorytet. To i tu jest kłopot z koncepcją…
Takie moje wspomnienia z nieodległej młodości: gdy byłam nastolatką i mama kiedyś powiedziała mi, że przecież ona z tatą ciągle cieszą się udanym seksem – byłam wstrząśnięta! Nie wierzyłam! Jakie to musi być straszne! ONI? Moi starzy rodzice? Takie rzeczy wyprawiają?! A czy może pani Marszałek rozważnie i pedagogicznie rozmawiała już z trzema synami na temat swoich doświadczeń i przeżyć seksualnych? No widocznie tak, i wyraźnie musieli być z tego bardzo zadowoleni, wręcz usatysfakcjonowani, skoro wchodząc do polityki pani Wanda zdecydowała się spróbować takie tematy narzucić milionom polskich kilkulatków i nastolatków.
logo
stopklatka

Nie wierzę! Nie wierzę, że Ruchowi Palikota chodzi o cokolwiek dobrego w seksualnej edukacji dzieciaków. Chyba jak zwykle celem jest event, szum medialny, manifestowanie ostrych poglądów, żeby tylko zostać dostrzeżonym i opisanym. I jeszcze do tych moich opinii chcę dołączyć cytat za jednym z wpisów na http://teczowy.blog.onet.pl/, który kiedyś bardzo mi się spodobał: Nie każda kobieta, która jest feministką, została skrzywdzona przez faceta i woła o miłość...
No i na koniec już: te mądrale w parlamencie, to niech najpierw się zastanowią, czy potrzebujemy gimnazja czy nie, czy wolno wieszać krzyże w klasach i co zrobić z religią już nie tylko na świadectwach, ale i na maturze, jak dokształcić nauczycieli, żeby nie byli internetowymi analfabetami, co zrobić – jeśli są aż tacy mądrzy – żeby nauczycielom i samej szkole przywrócić autorytet, właściwą rangę wychowawczą i opiniotwórczą. Ostatnim chyba tematem powinno być szlifowanie rozbrykanej młodzieży, konsumującej w sieci pornografię, wzorce łatwego i przyjemnego seksu, postawy roszczeniowe i nastawionej na „zaliczanie” kolejnych etapów, doświadczeń, przyjemności, przeżyć.
Dzieciaki są takie, jaki mamy cały system edukacyjny i wychowawczy. I nie wystarczy im nagle naopowiadać o waginach i prąciach, ejakulacjach i wzwodach, jajnikach i macicach – żeby seksu nie traktowali jako wymarzonej ostrej przygody, towarzyskiego elementu przetargowego, czy odhaczonego świadectwa dorosłości – podobnie jak wcześniej papierosy czy piwo…