pasjami uwielbiam takie monidła
pasjami uwielbiam takie monidła AP

Nawet najwięksi optymiści z GW, pechowo kiedyś zapowiadający pewną wygraną Komorowskiego nad Dudą, informują że PiS-owska koalicja zdobędzie o kilka punków procentowych więcej niż KO Platformy Obywatelskiej. TVN24 zapowiada, że będzie to 33% do 27%. Prawie 15% dostanie 2050 Hołowni, a za podium będzie Lewica z 8% oraz koalicja PSL i Konfederacja – po 5,5%. No to brawo! Sukces! Obecna opozycja uzyska więc ponad 55%, a katolicka koalicja orłów – PiS i Konfederacja – tylko ciut ponad 38%. Będziemy wreszcie mieli osiem lat oczekiwaną wolność, demokrację i poszanowanie praw obywateli!

REKLAMA
Nie. Tak nie będzie.
Dalej bezczelnie, śmiejąc się i nam, i demokracji w twarz, rządził będzie nami PiS! To nie żart. Nasze wolnościowe i liberalne nadzieje zostaną zmiażdżone przez art. 154 Konstytucji.
Dlaczego? To proste: w polskiej rzeczywistości po 1989 roku w konstytucyjnym tak zwanym pierwszym kroku prezydenckim, prezydent RP na premiera po wyborach powołuje kandydata ZWYCIĘSKIEGO ugrupowania, od razu wraz z całą przez niego przedstawioną radą ministrów. PiS nawet jeśli dowiezie Morawieckiego do wyborów, to będzie wolało kampanię robić z kobietą na sztandarach (inaczej niż partie opozycji), więc Duda na kolejnego premiera powoła obecną marszałek Witek. A ta dopiero 14 dni po powołaniu przedstawi sejmowi swój program działania wraz z wnioskiem o udzielenie jej wotum zaufania – sejm uchwala je bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Czyli przy obecnych na sali np. 231 posłach wystarczy poparcie zaledwie 116 głosów…
Dlatego przez te dwa tygodnie Kaczyńskiemu i Witek, która ma świetne prywatne kontakty z jednym z liderów PSL, pewnie uda się przekonać do absencji (nieobecności z przypadku losowego, choroby, czy przez wyjście do toalety) może nie aż 229 posłów, ale prawdopodobnie tylu, żeby głosowanie zostało skonsumowane po myśli PiS.
Kaczyński pod presją wyników wyborów przecież będzie przez te 2 tygodnie prośbą, groźbą i innymi znanymi formami zachęt, nacisku, przekupstwa, a może też straszenia, bezwzględnie zbierał większość do uzyskania wotum zaufania dla swojego kolejnego gabinetu, w rekordowej przecież, trzeciej już pod rząd kadencji.
Nie będzie miał trudno: o możliwości paraliżu paru właścicieli szabel z PSL już napisałam. Dalej: wszyscy obecni parlamentarzyści partii Hołowni są przecież zdrajcami, uciekinierami z innych ugrupowań, a jak trafnie mawiał wielki George Orwell – raz ku*wa, zawsze ku*wa („once whore, always whore”, i nie chodzi tu przecież o zawód, tylko oczywiście o charakter) – więc praktyka może się powtórzyć. No i na koniec jest Lewica, która kiedyś przecież już razem z PiS-em zagłosowała.
Oczywiście: pamiętając o zapisach naszej konstytucji, znając PiS oraz algorytm promowania dużych ugrupowań zawarty w obowiązującej Metodzie D’Hondta, wiadomo co trzeba zrobić: każda partia przedstawia indywidualny program i informuje swoich wyborców, że aby pokonać PiS, MUSI wystartować na jednej, wspólnej liście z pozostałymi opozycjonistami. Czysty przekaz.
Z sondażu IB Pollster na zlecenie "Super Expressu", wykonanego po ostatnim spotkaniu całej demokratycznej opozycji wynika, że gdyby KO, PSL, Polska 2050, Lewica i nawet to Porozumienie Jarosława Gowina wystartowały na jednej liście, zdobyłaby ona aż 50,49% głosów. Na obecnie rządzących głos oddałoby 34,60% respondentów. Trzecia byłaby Konfederacja z poparciem 12,20%. I dopiero wtedy mamy sukces! Brawo!
Ale przed patronami opozycji, prezydentami Kwaśniewskim i Komorowskim, jeszcze długa droga, żeby przekonać te mniejsze partie do takiej wyborczej taktyki, która zagwarantuje im, nam oraz Polsce sukces.
Ale za wieszczem zaklinam: niech żywi nie tracą nadziei!