
Jakaś dziwna jest ta polityka: cztery miesiące po wybuchu trójmiejskiej afery Amber Gold, w której wystąpił syn premiera, a sam Donald Tusk wcześniejszej ponoć wcale nie czytał notatki Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na ten temat, trójmiejski polityk Platformy Obywatelskiej robi coming out, informując przy tym, że wreszcie mu ulżyło – choć najbliżsi i tak wiedzieli, wiedział nawet premier.
REKLAMA
Ten polityk to Radomir Szumełda, 40-letni przedsiębiorca i działacz PO z Sopotu, który 15 grudnia 2012 wyznał: „znam inne osoby homoseksualne w PO, również w innych środowiskach, również w PiS. Myślę, że lęk przed ostracyzmem wciąż jest niezwykle silny i to jest powód ukrywania się”. I jeszcze o swoich politycznych znajomościach: „Moje relacje z premierem mają wymiar wyłącznie towarzysko-rodzinny, więc zbyt wiele nie mogę i nie chcę odkrywać, szanując jego i moją prywatność. Mogę dodać tylko tyle, że jego syn Michał oraz synowa Ania to jedni z moich najbliższych przyjaciół, stąd ta znajomość.”
W minioną sobotę na facebooku przeczytałam ciepłą wypowiedź pana posła Roberta Biedronia: „Trzymam kciuki za Radka Szumełdę. Nie jest mu łatwo, ale każdy taki coming out to krok do przodu. No i Radek ma okazję zweryfikować wiele własnych przemyśleń związanych z etykietowaniem innych.;) Powodzenia i dużo siły Radku!”
Ja uważam, że coming out zawsze popłaca. Tylko że większość lesbijek i gejów tak się zmiany boi, że nie chce tego zrozumieć… I tego nie robi.
I sama nie wiem, czy do wyżej opisanych faktów, jako dalszy ciąg, mogę dopisać te kolejne: nagłą dymisję Generała Bondaryka. Właśnie tego Bonda, dziś doczekującego swych ostatnich dni na stanowisku szefa ABW. To on bowiem, jako wiceminister, pod koniec ubiegłego wieku natrafił w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych na materiały komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, dotyczące osób o skłonnościach homoseksualnych, w tym działaczy solidarnościowej opozycji. Informacje z akcji pod kryptonimem „Hiacynt” miały być bronią w walce politycznej. To on ma pełną o nich wiedzę. Jednym z dowcipów potem robionych było na przykład takie oto zapraszanie przez prezydenta Wałęsę do Belwederu braci Kaczyńskich: "Lecha z żoną i Jarka z mężem".
Szef ABW musiał odejść… Czy te puzzle wystarczająco dokładnie się składają?
No nie rozumiem tej polityki: jeśli działa w niej ktoś, kto jest gejem, na którego inni mają te – jak sami mawiają – „wrażliwe” papiery, przez które ten biedak może być szantażowany, to czy podobnie jak poseł Biedroń czy jak pan Szumełda, każdy z tych „Hiacyntów” nie mógłby zrobić coming outu? Jak pisała Ania Laszuk: wyjść z szafy, ujawnić się? Wytrącić przeciwnikom broń z rąk?
Wtedy dopiero mielibyśmy ciekawą politykę!
No, Hiacynty, wychodźcie wreszcie z tej dusznej szafy!
PS
1. Akcja „Hiacynt” – masowe działania Milicji Obywatelskiej, przeprowadzone w PRL pod koniec lat osiemdziesiątych, polegające na zbieraniu materiałów o polskich gejach i ich środowisku, w wyniku czego spisano ponad 11 tysięcy akt osobowych.
1. Akcja „Hiacynt” – masowe działania Milicji Obywatelskiej, przeprowadzone w PRL pod koniec lat osiemdziesiątych, polegające na zbieraniu materiałów o polskich gejach i ich środowisku, w wyniku czego spisano ponad 11 tysięcy akt osobowych.
2. Polskie prawo karne oficjalnie przestało karać stosunki homoseksualne w 1932 roku. To i tak nieźle, bo Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne dopiero w 1973 r. takie zachowania wykreśliło z listy „zaburzeń psychicznych”, a wcześniej traktowało jako „problemy psychospołeczne i środowiskowe”. WHO zaś wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych dopiero …17 maja 1990 roku!
3. W 1999 roku na łamach miesięcznika „Inaczej” Waldemar Zboralski – przewodniczący Warszawskiego Ruchu homoseksualnego – apelował: „Umówmy się któregoś dnia pod Sejmem i powiedzmy: dość podłości, dość szantażowania! Gdyby wszyscy geje jak jeden mąż tak zrobili (coming out), Polska wreszcie stałaby się krajem normalnych i wolnych ludzi. Do tego czasu pozostanie jednak krajem upodlonych tchórzy, zastraszonych kreatur, każdego ranka bojących się zobaczyć na ścianie swojego domu napis: „Iksiński, ty pedale!”
4. Krzysztof Bondaryk jako szef ABW generalską nominację otrzymał dopiero w listopadzie 2010 z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego.
5. Amerykańska opinia publiczna przywykła do wszechobecności gejów, od dawna np. znane są informacje, że dyrektor Federalnego Biura Śledczego John Edgar Hoover był gejem, zakochanym w swoim o pięć lat młodszym kochanku, asystencie i kierowcy Clydzie Tolsonie. Potwierdza to Scotty Bowers, w przetłumaczonej przeze mnie na polski książce „FULL SERVICE”.
