Newsweek

W dzisiejszym numerze tygodnik zajmuje się m.in. interesującym mnie tematem: wielkością męskich członków. Temat przewodni: biedni mężczyźni uważają, że są zbyt słabo przez naturę obdarzeni.

REKLAMA
Moje zdanie: członek, to członek. Ja bym wszystkie ludzkie atrybuty seksualne położyła na jednej półce. Z członkami jest tak samo, jak z naszym biustem. Kompleks na wf-ie zawsze miały i te bez piersi, i te z wielkimi. Kroją się też przecież, żeby sobie cycki zmienić i jedne i drugie. A faceci potrafią zachwycać się i malutkimi, i ogromnymi. Nijak zwracając uwagę na naszą samoocenę. Co ciekawe: podobnie jest z naszymi cipkami. My najczęściej uważamy, że są nieciekawe, nieładne, czy nawet okropne. Dziewczyny potrafią się martwić, że mają zbyt bardzo odstające/wiszące wargi, drugie że całkiem gołą samą szparkę, kolejne że mają zbyt owłosione albo zbyt ciemno zabarwione. A chłopom ślinka leci tak samo na wszystkie.
Mężczyźni ze średnim, czyli z normalnym członkiem, śpiąc tylko z dużą, okazałą kobietą (czytaj: dość luźną), często uważają, że mają malutkiego. Dopiero gdy nagle trafią na szczupłą, ciasną dziewczynę – zdumieni są, że ledwo w nią wchodzi. Z małym mają kompleksy, z dużym czują się wyjątkowo dowartościowani – ego jak ich kutas. Ale przecież nasza ocena w większości jest zupełnie inna.
Rzadko bywają mocno pokrzywione, czasami z lekkim skrętem. Częściej w oczy rzuca się członek obrzezany lub ze stulejką, niż krzywy. Albo z trójkątną żołędzią, zaostrzoną jak pomadka do ust. Siusiaki bardzo długie, że wchodzi tylko połowa, lub takie grube, że ledwo w buzię wchodzą (przez rozstaw szczęk oczywiście) – są długo pamiętanymi wyjątkami, których w ogóle dosłownie jest parę procent. Długość jest mniej ważna, za długi tylko poobija. Natomiast gruby niektóre dziewczyny potrafi poobcierać, czasami nawet wejście im pęknąć. Natomiast większym dziewczynom grube często się podobają, bo czują się po nich bardziej zaspokojone.
Oceniam, że z 30% klientów ma kompleksy, najczęściej rzeczywiście dlatego że malutki, a nie, że prawie im nie stoi i bzykają się na takim półflaku. Tacy wstydzą się podrywać dziewczyny, bo boją się wyśmiania i odrzucenia. Nie wstydzą się dopiero w burdelu: przychodzą tam ze świadomością, że prostytutkom wszystko jedno, że mają płacone za efekt, a nie odchylenie członka od normy. Dopłaty są przecież za inne rzeczy :-) Choć i wtedy są zwykle bardzo nerwowi, często podrażnieni, uciekają wzrokiem i głupkowato się śmieją. Ale płacone-zwiedzane, więc zapewniam: robią swoje.
logo
źródło własne

W ogóle burdel to dziwne miejsce. Faceci tu kłamią, udają, szpanują, stroszą w piórka, opowiadają dyrdamały, zmyślone rzeczy, pokazują nie swoje wizytówki. Najczęściej przychodzą żeby zwyczajnie się zaspokoić: bez podrywania i zapraszania na kolację, bez ulegania żonce w domowych sporach, bez podchodów i zastanawiania się, czy druga strona tego akurat chce. Przyszła do pracy to przecież chce :-) A dla dziewczyn to miejsce do zarabiania pieniędzy, jak najniższym nakładem, wysiłkiem. Najlepszy klient to taki, który płaci za seks, a z tej możliwości nie korzysta. Więc go o wszystko pytają, zagadują, w tym o pracę, żonę, rodzinę, dzieci, sporty które uprawia. Do tego prężą się jak na rurze, lansują jak na wybiegu, uwodzą, prawią miłe słówka, komplementy, czarują. Stąd przecież tytuł mojej książki – „czarodziejki”. Większość gości to kupuje. Jest im miło tak spędzać czas, z zainteresowaną nimi, wdzięczącą się, półnagą dziewczyną. Nie domyślają się, że jej chodzi tylko o to, żeby jak najdłużej nic nie robić, licząc, że klient dokupi kolejną godzinę…
Wielkość członka to temat bardzo ważny dla obu płci. Często obecny w sztuce, rozmowa o męskich siusiakach świetna jest w genialnym filmie z 2002 roku "The Sweetest Thing", u nas „Ostrożnie z dziewczynami” (reżyseria: Roger Kumble, w rolach 3 dziewczyn Cameron Diaz, Christina Applegate i Selma Blair), na którym jest pouczająca scena przy stoliku i równie fajna piosenka później: „The Penis Song”. Zamieszczam link:
Dziewczyny używają tu charakterystycznego, slangowego określenia na wielkość męskiego członka: averag-ish – średnie gówno. Ładnie, prawda? I śmieją się, że mimo „średniaka” – dziewczyna wmawia facetowi, że ma wielkiego…
Poniżej dodatkowo dokładny zapis ich rozmowy i piosenki wprost ze scenariusza:
So how was he, was he good?
He was very sweet and complimentary.
And very into pleasing me first.
So how was girth?
Averag-ish.
"Averag-ish." That's good. So what did you tell him?
What do you mean?
What do we always tell them, no matter what?
Oh, my God, your penis is so big.
Good girl.
Your penis is so thick.
Your penis is just so pretty.
You got a handsome dick!
Your penis, it's so ...hard.
Your penis is just so large.

Oczywiście film jest od lat 18...
logo
stopklatka

A może trzeba mężczyznom wreszcie powiedzieć, że wielkość jest mniej ważna niż czułość, wrażliwość, dotyk, technika, dbanie o partnerkę? Ale oczywiście, gdzieś tam z tyłu głowy, mamy zaciekawienie: jak to jest z takim wielkim? Ale zwykle rzucając gościa i krzycząc za nim: „i nie myśl, że wielkość nie ma znaczenia”, robimy to ze złośliwości, a nie z przekonania, prawda?