Urodziłam się w czasach gdy nie było internetu i nawet telefon (stacjonarny, rzecz jasna) przysługiwał jedynie wybranym – sąsiedzi z czwartego piętra wpadali do nas zadzwonić. W telewizji na okrągło pokazywano radzieckie filmy wojenne nic więc dziwnego, że ludzie, nie mając innych rozrywek na podorędziu, czytali książki.
REKLAMA
Czytanie książek było więc dla mnie dotąd zajęciem oczywistym, trochę tak jak mycie zębów (chociaż jak twierdza statystyki i to oczywiste nie jest). Nigdy nie zastanawiałam się, że może stanowić jakąś męczarnię, bądź wysiłek - dla mnie było zawsze ulubiona rozrywką i na kolejną książkę byłam w stanie wydać ostatnie pieniądze. Żyłam w błogiej nieświadomości, że należę do gatunku wymierającego i niedługo umieszczą mnie w jakiejś muzealnej gablocie, ignorując informacje w Wiadomościach, aż do czasu kiedy zaproponowano mi uczestnictwo w akcji: Czytasz FACEBOOK? Czytaj BOOK!
Podobno 56% Polaków w ogóle nie czyta książek. Czasy gdy książki były pożądanym towarem spod lady dawno minęły, do bibliotek chadzają wyłącznie emerytki, a snobująca się na intelektualistów młodzież licealna odeszła do lamusa. Z okazji Światowego Dnia Książki agencja Young & Rubicam, we współpracy z Empikiem, zorganizowała więc na Facebooku akcję promującą czytelnictwo. Pomysł jest prosty i przewrotny: wchodzimy na stronę Tekst linka , na której znajdują się wpisy przygotowane na podstawie trzydziestu różnych książek i wybieramy jedną. Na miłośników kryminałów czeka oczywiście Agata Christie, wielbiciele historii tajemniczych i magicznych mogą sięgnąć po Murakamiego a znawcy klasyki po Arystofanesa. Teraz już tylko trzeba wkleić wybrany fragment na swoją tablicę na Facebooku i... czekać.
Okazuje się, że umieszczenie kontrowersyjnej informacji pociąga za sobą najróżniejsze reakcje znajomych i niekończące się dyskusje. Dj Adamus z powodu wpisów inspirowanych „Lolitą” Nabokova został okrzyknięty zboczeńcem i pedofilem, a pod wypowiedziami Reni Jusis zaczerpniętymi z książki „Poznam sympatycznego Boga” Erica Weinera wywiązała się arcydługa dyskusja o wierze. Ja postawiłam na książkę, którą uważam za absolutne arcydzieło, czyli na „Panią Bovary” Flauberta, uznając, że pragnienie romansu jest w moim przypadku bardziej prawdopodobne, niż rozbijanie szampana na czyjejś głowie, tudzież zażywanie heroiny w toalecie w restauracji. Po trzech wpisach, w których dawkujemy napięcie trzeba się w końcu przyznać, że tak naprawdę nasze życie nie jest aż tak barwne, podszywaliśmy się pod Postać i odsyłamy znajomych do danej książki, mającej nadzieję, że do niej sięgną i nie poczują się oszukani, czy wykorzystani.
Czy przyczyniliśmy się do zwiększenia czytelnictwa? Facebook ma w Polsce 8,3 miliona użytkowników, jest naprawdę potężnym narzędziem komunikacji, możemy więc założyć, że na skutek tej akcji ktoś uświadomił sobie, że „Wielkie wygrane” nie mają nic wspólnego z totalizatorem sportowym. Czy dzięki takim działaniom dościgniemy pobliskie Czechy, w których książki czyta 80% mieszkańców – miejmy nadzieję. Jedno jest pewne, teraz z czystym sumieniem mogę powtórzyć za Flaubertem: „Pani Bovary to ja!”.
Podobno 56% Polaków w ogóle nie czyta książek. Czasy gdy książki były pożądanym towarem spod lady dawno minęły, do bibliotek chadzają wyłącznie emerytki, a snobująca się na intelektualistów młodzież licealna odeszła do lamusa. Z okazji Światowego Dnia Książki agencja Young & Rubicam, we współpracy z Empikiem, zorganizowała więc na Facebooku akcję promującą czytelnictwo. Pomysł jest prosty i przewrotny: wchodzimy na stronę Tekst linka , na której znajdują się wpisy przygotowane na podstawie trzydziestu różnych książek i wybieramy jedną. Na miłośników kryminałów czeka oczywiście Agata Christie, wielbiciele historii tajemniczych i magicznych mogą sięgnąć po Murakamiego a znawcy klasyki po Arystofanesa. Teraz już tylko trzeba wkleić wybrany fragment na swoją tablicę na Facebooku i... czekać.
Okazuje się, że umieszczenie kontrowersyjnej informacji pociąga za sobą najróżniejsze reakcje znajomych i niekończące się dyskusje. Dj Adamus z powodu wpisów inspirowanych „Lolitą” Nabokova został okrzyknięty zboczeńcem i pedofilem, a pod wypowiedziami Reni Jusis zaczerpniętymi z książki „Poznam sympatycznego Boga” Erica Weinera wywiązała się arcydługa dyskusja o wierze. Ja postawiłam na książkę, którą uważam za absolutne arcydzieło, czyli na „Panią Bovary” Flauberta, uznając, że pragnienie romansu jest w moim przypadku bardziej prawdopodobne, niż rozbijanie szampana na czyjejś głowie, tudzież zażywanie heroiny w toalecie w restauracji. Po trzech wpisach, w których dawkujemy napięcie trzeba się w końcu przyznać, że tak naprawdę nasze życie nie jest aż tak barwne, podszywaliśmy się pod Postać i odsyłamy znajomych do danej książki, mającej nadzieję, że do niej sięgną i nie poczują się oszukani, czy wykorzystani.
Czy przyczyniliśmy się do zwiększenia czytelnictwa? Facebook ma w Polsce 8,3 miliona użytkowników, jest naprawdę potężnym narzędziem komunikacji, możemy więc założyć, że na skutek tej akcji ktoś uświadomił sobie, że „Wielkie wygrane” nie mają nic wspólnego z totalizatorem sportowym. Czy dzięki takim działaniom dościgniemy pobliskie Czechy, w których książki czyta 80% mieszkańców – miejmy nadzieję. Jedno jest pewne, teraz z czystym sumieniem mogę powtórzyć za Flaubertem: „Pani Bovary to ja!”.
