Gdy ktoś mnie pyta o ulubionego pisarza mówię bez zastanowienia: Agatha Christie. Niby kocham Sandora Marai miłością przeogromną a wyobraźnia Jacka Dukaja zachwyca mnie bezgranicznie, ale to za światem Agathy tęsknię naprawdę.

REKLAMA
Jest to świat szyku, elegancji i dobrych manier. Nikt nie pija drinków lecz koktajle, damy noszą suknie w kolorze soupir d’automne i wszyscy przebierają się do kolacji. Zdaję sobie sprawę, że czasy są inne inne, wszelkie zasady zostały wielokrotnie złamane i wychodzenie na ulicę bez kapelusza jest raczej normą, w moim odczuciu zresztą dość wygodną (choć bohaterki Agaty nawet samochód prowadziły w sportowych nakryciach głowy). Nic jednak nie poradzę, że to za tym minionym światem tęsknię za każdym razem gdy oglądam kreacje gwiazd na przeróżnych galach i festiwalach.
Jest ogólnie przyjęte, że fuksja raczej nie jest kolorem na pogrzeb, za to czerń żałobna już dawno być przestała i szturmem wdarła się do mody weselnej. Noszenie czarnych staników pod białe bluzki, niegdyś synonim złego gustu, obecnie jest postrzegane jako jak najbardziej na miejscu. Do teatru chadza się w dżinsach i nikogo szczególnie to nie oburza. Wyrazy oburzenia znajomej wzbudziła natomiast kreacja złożona z szortów i kaloszy, choć zapewne znalazłyby się elegantki uznające złote Huntery za obuwie prawie wieczorowe. Ogółem wiele wolno i chyba jedynie na audiencji u papieża, tudzież króla strój podlega ścisłym zasadom. Wesela są organizowane w przestrzeniach industrialnych, spektakle teatralne odbywają się w dworcowych poczekalniach a pokazu mody to po prostu nie wypada urządzić w miejscu, które nie jest halą fabryczną, starym parkingiem czy zapleczem jakiegoś dawno zamkniętego lokalu. Niektóre imprezy straciły na prestiżu, pojecie elegancji zrobiło się bardzo szerokie, naszym poczuciem smaku zawładnęli styliści. Łatwiej chyba odpowiedzieć na pytanie jak żyć?” niż :„jak się ubrać?”, nic więc dziwnego, że nasze rodzime gwiazdy są nieustannie krytykowane za wybór kreacji.
Dla niektórych bycie celebrytą oznacza konieczność rzucania się w oczy za wszelką cenę, stąd królujące na imprezach dekolty po pośladki lub pępek i wymyślne koafiury dopełnione obowiązkowo Louboutinami. Gdy tylko znawcy trendów oznajmiają: modne są długie suknie, natychmiast normą stają się przeróżne treny, którymi zamiatany jest odrapany beton. Rajstopy, bez których kiedyś elegantki nie wychodziły z domu, są absolutnie passé, demodé i co tam kto chce, zatem nawet w lutym w dobrym tonie jest zabłysnąć nagą łydką i nienagannym pedikiurem w szpilkach z odkrytym noskiem. Ogólnie, jak stwierdziła znajoma stylistka: „Hollywood na każdym rogu”, niezależnie od rangi imprezy, tudzież „okoliczności przyrody”. Na drugim biegunie frakcja przeciwna, luzacka do granic możliwości, uznająca, że flanelowa koszula w kratę (styl na programistę lub miłośnika grunge’u, gdyż nie każdy wygląda w tym jak Robert Kupisz), japonki na męskich stopach, góralskie swetry tudzież buty UGG to najlepsi przyjaciele wyluzowanej gwiazdy, niezależnie od tego, czy jest ona na piwie ze znajomymi, czy na poważnej premierze.
Nie podzielam zadania Roberta Kuty, że będąc gwiazdą: „trzeba jeszcze bardziej dbać o wygląd, dając tym samym przykład milionom polaków. (...) Osoby publiczne powinny inspirować. W końcu to właśnie oni wpływają na zmianę mentalności społeczeństwa, (...) gdy widzę gwiazdę/celebrytę która wygląda jak moja sąsiadka z klatki, to ja dziękuje za taką gwiazdę.” Meryl Streep, absolutna, niekwestionowana megagwiazda została wielokrotnie okrzyknięta najgorzej ubraną aktorką Ameryki a Julianne Moore całymi dniami nosi klapki Birkenstock i ubrania do jogi i tylko na wielkich galach czaruje kreacjami Lanvin. Najważniejsza jest stosowność stroju do okazji i miejsca. A to u nas niestety szwankuje...