
Po jednej stronie feministki - niezależne, agresywne, radykalne aż do granic. Po drugiej matki-polki, bezgranicznie oddane dzieciom, mężowi i tradycyjnym wartościom. A gdzieś pośrodku zwykłe kobiety, które chcą normalnego życia i świętego spokoju
REKLAMA
Polskie feministki ciężko pracują na opinię jaką mają. Są głośne, agresywne, żądają, domagają się i w tym wszystkim zaczynają popadać w śmieszność. Kolejne gwiazdy licytują się w mediach, która ile razy poddała się aborcji. A to przecież nie celebrytki mają problem. Bo one jeśli nie zrobią skrobanki w kraju, to zrobią za granicą. Stać je na to. Problem ma kobieta gwałcona i maltretowana przez męża, żyjąca na skraju nędzy w jakiejś mazurskiej wsi. Dla niej "coming out" jednej czy drugiej gwiazdy nie ma najmniejszego znaczenia. Co więcej - prawdopodobnie nawet się o nim nie dowie, bo właśnie leży pod swoim facetem, dając się po raz kolejny zapłodnić. Albo w najlepszym razie wyciera nosy i zmienia pieluchy swojemu licznemu potomstwu. Dla niej naprawdę nie ma znaczenia czy pani Mucha to "ministra" a pani Holland to reżyserka. Znam argumenty środowisk feministycznych, często są nawet sensowne i bardzo rzeczowe. Ale mam wrażenie, że prawdziwy problem został zepchnięty gdzieś na głęboki margines a liczy się jedynie to, kto będzie miał "bardziej" rację.
Na drugim krańcu są matki-polki w typie pani Danuty Wałęsy, która dziś raczyła słuchaczy radia TOK FM swoimi złotymi myślami. Ona w przeciwieństwie do feministek nie nadużywa racjonalnych argumentów.
Kobieta dokonująca aborcji to morderczyni. Kobieta oddająca dziecko do żłobka w gruncie rzeczy bezlitośnie je porzuca. I tym samym wpycha w szpony alkoholu i narkotyków. A przecież macierzyństwo jest takie cudowne. Być może jeśli się jest żoną dobrze zarabiającego mężczyzny i dodatkowo nie ma żadnych ambicji zawodowych, to może być całkiem znośne. Pytanie jednak co z tymi kobietami, które nie mają z kim dzielić tego cudownego macierzyństwa, a państwo pozbawiło je szansy wybrania innej możliwości? Z kobietami, które ciężko pracują, jednak nie na "samochód" ale na ciepłe ciuszki i przyzwoity pakiet szczepień dla swoich dzieci? Może lepiej dla nich żeby jednak siedziały z dzieckiem przez 3 lata na głodowym zasiłku? Pani Danuta, była prezydentowa od wielu lat cieszy się przywilejami, których większość kobiet nigdy nie zazna. Może stąd takie kompletne oderwanie od rzeczywistości?
Wreszcie gdzieś pośrodku są zwykłe kobiety. Część z nich ma dzieci i lubi z nimi przebywać, ale chce robić jeszcze coś innego, coś więcej - spotykać się z ludźmi, rozmawiać, rozwijać się, oglądać, czytać, studiować i poszerzać horyzonty. Są też takie, którym trafiła się wpadka, w bardzo złym momencie życia. Te chcą chociaż mieć wybór, chcą móc zdecydować kiedy zostaną matkami i jakie życie zapewnią swoim potomkom. I nie są to, w większości przypadków, stuknięte baby skrobiące się raz w miesiącu, tylko dlatego że nie chciało im się pójść po prezerwatywy.
I mam ostatnio wrażenie, że w tych wszystkich przepychankach o Jedyną Słuszną Rację właśnie te kobiety gdzieś giną. Utkwiły między słowem "reżyserka" a żłobkiem wychowującym młodych narkomanów.
A może już dawno przestało o nie chodzić?
