
Już nie tylko środowisko kojarzone z "Faktami i Mitami" wypowiada się nieprzychylnie o Kościele katolickim. Pedofilia, homoseksualizm i polityczne uwikłanie hierarchów przestało być tematem tabu. Wprawdzie nadal jest to mniejszość, ale ich głos odbija się coraz szerszym echem - w mediach, w domach i na ulicach. Już nie tylko radykalni antyklerykałowie chcą rozliczać Kościół i krzyczą "księża na Księżyc". Czyżby wiał wiatr przemian?
REKLAMA
Dawno, dawno temu zastanawiałam się nad tym skąd bierze się w ludziach
wiara w jakąś "siłę wyższą".
wiara w jakąś "siłę wyższą".
Jako stworzenie wychowane w niespecjalnie wierzącej rodzinie zupełnie nie rozumiałam, skąd się to bierze. Będąc nastolatką - poszukiwałam. Chodziłam do duszpasterstwa, śpiewałam w chórku kościelnym, biegałam o jakiejś chorej porze na roraty, uczęszczałam na spotkania, na których czytaliśmy i interpretowaliśmy Biblię. Spędziłam wiele godzin na
rozmowach z dominikanami, brałam udział w adoracjach. Poszłam do bierzmowania, czekałam na "spłynięcie Ducha Świętego" i nic. Jedyne co poczułam, to jak kolega ugryzł mnie przez kurtkę w ramię.
rozmowach z dominikanami, brałam udział w adoracjach. Poszłam do bierzmowania, czekałam na "spłynięcie Ducha Świętego" i nic. Jedyne co poczułam, to jak kolega ugryzł mnie przez kurtkę w ramię.
Próbowałam więc zrozumieć jak to się dzieje, że wielu ludzi czuje i myśli inaczej. Miliony ludzi na całym świecie! Doszłam wtedy do wniosku, że ludzie się boją.
Bo świat bez Boga wygląda tak:
- ludzie są sami i nikt nad nimi nie czuwa, nikt się nimi nie opiekuje;
- odpowiedzialność za różnego rodzaju czyny spada tylko i wyłącznie na
jednostkę, nikt jej nie wybaczy, nikt jej nie rozgrzeszy i nie nakaże
pokuty, która mogłaby chociaż trochę uspokoić sumienie;
- brakuje jasnych wytycznych dotyczących funkcjonowania - co nam wolno,
czego nie wolno, co jest złe a co dobre, komu należy się szacunek i kto
właściwie o tym wszystkim decyduje;
- po śmierci zostaje z nas worek kości a w najlepszym razie kupka
popiołu, a dalej nie ma nic - żadnych zastępów niebieskich ani gotowania się w kotle, po prostu NIC
- ludzie są sami i nikt nad nimi nie czuwa, nikt się nimi nie opiekuje;
- odpowiedzialność za różnego rodzaju czyny spada tylko i wyłącznie na
jednostkę, nikt jej nie wybaczy, nikt jej nie rozgrzeszy i nie nakaże
pokuty, która mogłaby chociaż trochę uspokoić sumienie;
- brakuje jasnych wytycznych dotyczących funkcjonowania - co nam wolno,
czego nie wolno, co jest złe a co dobre, komu należy się szacunek i kto
właściwie o tym wszystkim decyduje;
- po śmierci zostaje z nas worek kości a w najlepszym razie kupka
popiołu, a dalej nie ma nic - żadnych zastępów niebieskich ani gotowania się w kotle, po prostu NIC
To naprawdę przerażająca wizja.
I w to miejsce rewelacyjnie wpasowuje się Kościół. Nakazuje, zakazuje, obiecuje i rozgrzesza. A przy okazji podsyca ten naturalny lęk przed byciem zdanym jedynie na siebie. Bo wiadomo - im bardziej przestraszeni ludzie, tym łatwiej nimi manipulować.
Jeszcze kilka lat temu za te słowa spłonęłabym na stosie. A w najlepszym razie zostałabym zakrzyczana i opluta.
Dzisiaj okazuje się, że Kościół, który miał wyznaczać ludziom drogę i pomagać postępować dobrze, ma więcej na sumieniu niż przeciętny "grzesznik". Pedofilia, mafia homoseksualna, polityczne uwikłanie hierarchów, zamiłowanie do luksusów. To wszystko powoduje, że ludzie drapią się po głowach i zastanawiają "o co tu do cholery chodzi?". I nawet jeśli nie odwracają się od swojej wiary, to coraz częściej odwracają się od Kościoła. To dobrze. To świadczy o tym, że ludzie stają się bardziej świadomi, silniejsi, niezależni. Oznacza to także, że ci wszyscy przedstawiciele Kościoła, którzy ich zawodzą, wreszcie zaczną za swoje postępowanie odpowiadać. Nie przed Bogiem, ale przed ludźmi.
Wątpię czy otrzymają rozgrzeszenie.
