Już miałam napisać dobrze, już miało być pozytywnie a tu bęc. Nogę podłożył mi znajomy dziennikarz. I to w ostatniej chwili. No nieładnie Maćku. Albo lepiej : Maciek, Maciek co się stało?

REKLAMA
ŁÓDZKIE DOPŁATY DO WÓDKI ???!!!
Zatem od początku. Wróciłam właśnie z przepięknie zaśnieżonych Tatr, z bulgotników w termach, dreptałam nad Morskim a własnym podziwiałam gościnę gazdów. Jednym słowem było pięknie. Wróciłam zrelaksowana to i tekst pozytywny chciałam popełnić. Ale na swoje nieszczęście, zanim zaczęłam pisać, zajrzałam na łódzką stronę Gazety Wyborczej. Niestety już pierwszy tekst poruszył we mnie, jeśli nie lawinę ceperskich przekleństw (niestety po góralsku nie umiem) to na pewno kilka się wymsknęło.
Tytuł felietonu zapowiadał naprawdę "coś" ciekawego : " Niewidzialna ręka a element baśniowy na Piotrkowskiej". Pomyślałam nawet , że gdy ja bawiłam u gazdów, w Łodzi zabawił jakiś magik i odczarował Piotrkowską. Że teraz to już będzie tylko lepiej. Bo przecież gorzej nie może. Niestety, w tym miejscu, muszę posypać głowę popiołem i przyznać się do małej wyobraźni. Boli tego świadomość, to i owszem, ale czymże jest moja przy wyobraźni autora. Bo to co wymyślił młody felietonista, notabene przesympatyczny kolekcjoner knajpianych węży boa ten felieton akurat był zabawny, przerosło mnie. Wyobraźnia Maćka nie znała tym razem granic.
Redaktor zaczyna od galopujących cen paliw, później w artykule galopują ceny łódzkich biletów MPK , gdy pisze o podniesionych opłatach za parkowanie w śródmieściu, słyszę już tętent lokalnej klęski aż tu nagle pojawia się nadzieja dla miasta. I to jaka ? Wódka. A dokładniej, pięćdziesiątka wódki. A jeszcze bardziej w szczególe, coraz tańsza pięćdziesiątka wódki na Piotrkowskiej ma być lekarstwem na stagnacje ulicy i kryzys. Autor pisze: -Nie trzeba być profesorem ekonomii by zauważyć, że obniżenie cen sprowadziło na Piotrkowską dużo więcej ludzi.
Jezu, jak ja bym chciała w tym miejscu być profesorem i kompletnie się odciąć od tych przemyśleń. No ale nie mogę bo przecież to do mnie, do zwykłego szarego człowieka z miasta Łodzi. Zatem czytam . Najpierw nie wierzę. Później doszukuję się ironii. W końcu pytam wspólnych znajomych, gdzie tu jest podstęp ? Wreszcie się poddaje i przyjmuję, że Maciej Stańczyk, dziennikarz łódzkiej Gazety Wyborczej, co by nie mówić opiniotwórczego medium, jest w siódmym niebie, bo wódka w barach na
Piotrkowskiej tanieje i niedługo będzie najtańsza w Polsce.
-Mówiąc krótko - wódka staniała na Piotrkowskiej. Staniała tak, że trwa mordercza walka między lokalami o jak najtańszą pięćdziesiątkę. Jeszcze rok temu trudno było mi znaleźć klub, w którym za kieliszek elementu baśniowego w płynie płaciłem mniej niż 8 złotych. Dziś trudno znaleźć taki, który nie zszedłby poniżej 5 zł. A najczęściej 4 zł.- pisze Stańczyk.
Ile się chłopina musiał namordować, żeby zebrać te wszystkie informacje. Jak tylko pomyślę to już mnie głowa boli, a co dopiero jego. Ech..
Ale do rzeczy. Ja też lubię puby, też lubię Piotrkowską i czasami nawet lubię się napić ale "pięćdziesiątkowy orgazm" znajomego redaktora jest mi jakoś obcy. Gdy autor trafia na promocję 3,99 za kieliszek doznaje stanu podobnego do euforii odczuwanej przez gospodynię domową, która biegnie po pomidory za 2,99 czy czekoladki za 4,99. Tyle, że w przypadku gospodyni jej pasja do "dziewiątek po przecinku ", co najwyżej może sprowokować drobny uśmiech, choć nie musi. Tekst Maćka prowokuje jedynie grymas niesmaku. Zwłaszcza gdy dochodzę do tego fragmentu :
-Deptak żyje i ma się nieźle, o czym świadczą kolejne lokale, które powstają w miejsce zamkniętych. O ile Piotrkowska nie ma szans z Manufakturą w kategorii handel, o tyle w kategorii impreza bije ją na głowę. Piotrkowska ma szansę przetrwać kryzys nie dzięki sklepom tylko restauracjom, pubom i kawiarniom. I bardzo dobrze.
A łyżka na to niemożliwe
A ja, grzecznie pytam : Jakie puby Maćku ? Jakie restauracje ? I jakie kawiarnie ? Bary zakąskowo- przekąskowe, z wódką po 3,99 które zdominowały centralną ulicę Łodzi nie zastąpią restauracji z dobrą kuchnią i klimatem ani rasowej kawiarni z dobrą kawą. Owszem przyciągną klientów, może nawet już przyciągają, ale niekoniecznie tych, których Piotrkowska potrzebuje. Z wódka po 3,99 za kieliszek i przekąską za piątaka Piotrkowska spłynie do rynsztoka. Wraz z klientami, którzy tonąc będą
brzęczeli miedziakami pochowanymi po kieszeniach.
"Piotrkowska nie ma szans z Manufakturą w kategorii handel ", a i owszem i nie będzie miała, bo kto normalny przyjedzie na zakupy w miejsce oblegane przez spojonych najtańsza wódką świata, autochtonów? Kto otworzy tu drogi butik albo elegancka restaurację ?
Przerobiliśmy już, a właściwie przerabiamy, "najniższe ceny " na głównej ulicy Łodzi, Piotrkowskiej. Zamiast butików i markowych sklepów mamy outlety, lumpeksy i komisy z używanymi telefonami komórkowymi. Puenta ? Jak sam autor słusznie zauważył Pietryna przegrywa z pobliskimi centrami handlowymi i powoli staje się wymarłą ulicą. Nie wiem gdzie autor widzi tłumy ale mam jakieś dziwne przekonanie, że młody felietonista nie widział ulic naprawdę tętniących życiem. Na szczęście wszystko przed
nim.
Maćku, klient z kartami w portfelu, zamiast drobniaków w kieszeniach, wybierze Manufakturę, i nie dlatego, że nie lubi Piotrkowskiej ale dlatego, że ceni sobie komfort, estetykę i spokój.
A Piotrkowska ?
W finale, ściągnie obcokrajowców dla których picie za euro to prawdziwa "atrakcja turystyczna". Borykał się już z nimi Kraków. Zapewne też ściągnie naszych nieco bardziej zamożnych żuli, którzy wreszcie podniosą swój poziom picia. Tylko kto po nich posprząta ? I kto za to zapłaci ?
Jeśli faktycznie o to chodzi to brawo i proponuję w takim razie by łódzcy radni przegłosowali dopłatę do każdej "pięćdziesiątki" w wysokości 3 zł , tak by kosztowała ona nie więcej niż 0,99 groszy a do tego by zezwolili oczywiście na picie wódki na "kultowym" łódzkim murku w samym centrum miasta (co to też się kiedyś mojemu piszącemu koledze wyrwało) tak by z centrum nie zniknął nigdy zapach moczu .
Brawo !
I już tak zupełnie na koniec, dla porównania, w Barcelonie na Rambli, dziesiątki tysięcy ludzi potrafią bawić się przy dzbankach wina po dwadzieścia parę euro za dzbanek. W Londyńskim Soho potrafią pić drinki za 10 funtów za sztukę , nie wspominając już o clubingu w Rzymie. I jakoś, mimo kryzysu, ludzi nie brakuje. A i interes się kręci.
Ewa Żarska
Ps. Tłumaczę sobie, że za ten tekst o wódce odpowiada może młodzieńcza "lekkość" redaktora bo autor wyraźnie jest przed "pięćdziesiątką ".