Po katastrofie rosyjskiego Airbusa na Półwyspie Synaj, 31 października b.r., egipskie kurorty opustoszały. Nie w pośpiechu, nie na zasadzie natychmiastowej ewakuacji turystów, ale stopniowo, w ciągu dwóch tygodni po tym tragicznym wydarzeniu, Sharm El Sheikh zaczęło wyglądać jak pustynne wyludnione miasto.

REKLAMA
Rozmaici eksperci badający przyczynę tej katastrofy, w której zginęły 224 osoby lecące do St. Petersburga, w większości już podali publicznie wyniki swoich badań, i stwierdzili, że na pokładzie samolotu eksplodował niewielki ładunek wybuchowy, który zamachowcom udało się podłożyć w jednym z bagaży należącym do rosyjskich turystów. Choć podana kilka dni temu teoria głosi, że jeśli to była bomba zainstalowana w puszce po napoju, to musiała zostać zdetonowana ręcznie w kabinie pasażerskiej. Ładunek niewielki, ale konsekwencje jego działania porażająco ogromne. Jak to się stało? Jak mogło do tego dojść? Jak egipskie służby lotniskowe mogły do tego dopuścić?
logo
Fot. Materiały własne

W egipskich mediach, zwłaszcza internetowych, na portalach społecznościowych, zaczęło natychmiast wrzeć od domysłów, oskarżeń, przytaczanych wypowiedzi wielkich polityków – Prezydenta Sisi, Władimira Putina, Davida Camerona i innych wielkich tego świata. Zaskakujące dla mnie było przekonanie wszystkich uczestniczących w tej dyskusji, że zamachu nie dokonało ISIS, choć się do tego chętnie przyznali. Opinia publiczna – egipska i zagraniczna (turyści) jest pewna, że był to zamach wymierzony precyzyjnie w Rosjan, w politykę Putina, w odwecie za jego przystąpienie do wojny w Syrii po stronie reżimu Bashara el-Asada. Państwo Islamskie prawdopodobnie nie miało z tym nic wspólnego. Zatem kto? To pytanie zadał brytyjski premier bezpośrednio prezydentowi Egiptu.
- Niech pan sobie sam odpowie na to pytanie - odparł generał Sisi, a ja, czytając to, nie mogłam uwierzyć, czy na egipskich Facebookach dobrze przekazują tę informację, tłumaczoną z arabskiego na angielski przez tłumacza Googla?
Zaintrygowało mnie to, że musiało się jednak coś dziać na linii Londyn-Kair-Moskwa, skoro 5 listopada przyleciał z Kairu do Sharm el Sheikh brytyjski konsul i zaczął organizować natychmiastową ewakuację swoich turystów, których zwieziono na lotnisko ze wszystkich hoteli i polecono przygotować się do odprawy wylotowej do kilku angielskich miast. Samoloty czekały na płycie lotniska, a brytyjscy turyści w terminalu. Czekali około sześciu godzin, aż wreszcie, po awanturze z przedstawicielem swojego rządu, czyli konsulem, zostali ponownie rozwiezieni po hotelach. Nie wylecieli z Egiptu. Tym sposobem udało mi się obejrzeć króciutki film, nakręcony w hali odlotów telefonem przez jednego z Brytyjczyków. Na nagraniu widać angielskiego konsula, który otoczony dużą grupą zdenerwowanych turystów, nawet nie jest w stanie dojść do głosu, aby odpowiedzieć na wykrzykiwane przez nich oskarżenia:
- Proszę nam powiedzieć prawdę!Dlaczego inni zostali w hotelach, a my się ewakuujemy? Dlaczego, skoro już czekamy na lotnisku kilka godzin, nie wsiadamy do samolotów? Mamy prawo wiedzieć, co się dzieje? Po co pan tu przyjechał? Nie musi pan odpowiadać! My wiemy! To jest międzynarodowa gra polityków, w której my nie chcemy uczestniczyć! My nie chcemy kolejnej wojny światowej! My chcemy spokojnie latać na wczasy i odpoczywać tam, gdzie nam się podoba!
Rzeczywiście, awantura wyglądała groźnie i wręcz zatrważająco. Ostatecznie, wszystkich Brytyjczyków przebywających w Sharmie przywieziono ponownie na lotnisko po kolejnych dwóch dniach i tym razem już odlecieli do domu. Egipcjanie, którzy są bardzo przyjaźnie nastawieni do brytyjskich turystów, nie ustają w dalszych komentarzach i spekulacjach na ten temat:
Dlaczego Anglicy tak szybko zabrali się z Egiptu teraz, skoro w lutym 2011 roku (początek Arabskiej Wiosny w Egipcie) to właśnie oni zostali, nie bali się rewolucji, podczas, gdy inni cudzoziemcy uciekli w popłochu? Wyciąga się nawet ponownie z archiwum pamięci sprawę śmierci księżnej Diany sprzed 18 lat i oskarża brytyjskie służby wywiadowcze za niemoc w rozwikłaniu tajemnicy tego dziwnego wypadku, w którym zginął również towarzyszący księżnej egipski milioner – Dodi al- Fayed. Egipcjanie do dziś są przekonani, że był to zamach na życie lady Di.
A co o sytuacji w Egipcie mówili Rosjanie, którym udało się spokojnie dokończyć wczasy w egipskich kurortach, choć europejskie media podawały, że są masowo ewakuowani przed planowanymi terminami zakończenia wypoczynku?
- Dla nas to „politiczeskije igry”, my jesteśmy tylko pionkami w tej grze. - tak mi wyznała na lotnisku Anna z Irkucka, która wraz z mężem i córką odlatywała do Rosji tego samego dnia, kiedy ja odlatywałam do Warszawy, czyli 10 listopada. – Komu to wszystko potrzebne? Spędziliśmy wspaniałe dwa tygodnie w Sharm El Sheikh, były to nasze pierwsze wakacje w Egipcie i chcielibyśmy tu jeszcze wrócić. - Podobne opinie wyrażało wielu innych rosyjskich turystów.
Nagrałam telefonem te wypowiedzi, ale przed kontrolą bagażu podręcznego wykasowałam je, ponieważ zaczęłam się obawiać, że jak kontrolerzy je odkryją, to w najlepszym wypadku skonfiskują mi moją nową Nokię, a w najgorszym trafię do egipskiego więzienia, czyli kalabusza. I tak wiozłam już ze sobą sporą część osobistego dobytku, który nagromadziłam podczas pięciu lat mojego bytowania na ziemi faraonów. Nie byłam pewna, czy jeszcze wrócę, więc się dobrze spakowałam. Niepotrzebnie się przestraszyłam. Kontrola, nawet w tym szczególnym dla Egiptu czasie, wciąż jeszcze dalece odbiegała od obowiązujących w tym zakresie międzynarodowych norm. Niestety…
Jak wyglądały w dniu 10 listopada zaostrzone procedury bezpieczeństwa na lotnisku w tym najsłynniejszym egipskim kurorcie? Jak wyglądały one wcześniej, ponieważ moje doświadczenie w lataniu na trasie Sharm-Warszawa trwa już ponad pięć lat…. I na ile zmieniły się obecnie.
logo
Fot. Materiały własne

logo
Fot. Materiały własne

logo
Fot. Materiały własne

Skanery do prześwietlania bagażu na obecność w nim niebezpiecznych przedmiotów czy substancji, ustawione są w dwóch miejscach: przy wejściu do hali odprawy pasażerów – tu turyści wchodzą jeszcze ze swoim bagażem zasadniczym, oraz dalej, za stanowiskami odprawy dokumentów, gdzie sprawdzane są już wyłącznie bagaże podręczne. Przy każdym ze skanerów siedzi pracownik lotniska, zapewne specjalnie wyszkolony do tego rodzaju kontroli, który powinien mieć wzrok utkwiony w monitor pracującego przed nim urządzenia. Jak na zdecydowanej większości lotnisk świata. Powinien. Ale jego wzrok błądzi wszędzie, z rzadka jedynie zatrzymując się na ekranie monitora. Kontrolujący zazwyczaj leniwym wzrokiem spoziera i ocenia, jak długa jest kolejka turystów do odprawy, czy nie robi się „korek” przy zdejmowaniu bagaży z taśmy, ale najczęściej głowę ma zwróconą w kierunku, z którego może nadejść wyczekiwany już od dawna zmiennik, który pozwoli mu oddalić się na upragnioną przerwę na papierosa lub przynajmniej przyniesie kubek naparzonej granulowanej herbaty, która jest podstawowym i nieodzownym elementem pracy we wszystkich egipskich instytucjach.
Przy stanowisku odprawy pasażerów przez przewoźników lotniczych oddajemy swoje walizki i pobieramy karty pokładowe, które umożliwiają nam wyjście z tzw. gate’u i wejście na pokład samolotu. Teraz przechodzimy do odprawy paszportowej. Ta z kolei jest niezwykle dokładna i skrupulatna. Pasek z kodem w paszporcie jest przeciągany przez czytnik, ale nie dane osobowe pasażera mają tu największe znaczenie. Oficer kontroli granicznej musi znaleźć w paszporcie pieczątkę, która została postawiona przy wjeździe do Egiptu. Na pieczątce jest data, kiedy turysta przyleciał i przekroczył granicę. Ta data jest tak szalenie ważna, bo jeśli urzędnik odkryje, że turysta przebywał w Egipcie choćby jeden dzień dłużej niż zezwalała na to ważność jego wizy, nakłada się na niego dość wysoką karę pieniężną. Sama nie raz znalazłam się w takiej właśnie sytuacji i musiałam płacić. Nie ma przeproś. Ale to mnie nie przerażało tak bardzo jak fakt, że ważniejsze od zapewnienia bezpieczeństwa pasażerom było właśnie szukanie możliwości zarobienia dodatkowych pieniędzy. Pieniądze są tam cenniejsze niż życie.
Teraz czas na prześwietlanie bagaży podręcznych. W ubiegłym roku podczas takiej procedury byłam świadkiem następującej sceny. Młode małżeństwo odlatujące do Warszawy miało w torbie podręcznej dwie butelki napojów. Wodę mineralną 1.5 litra oraz litrową Pepsi. Stali w kolejce przede mną i zastanawiali się głośno, czy zostaną z tym przepuszczeni. Pojemności butelek spore, więc kontroler wychwycił je swoim, tym razem bystrym wzrokiem: Nie wolno płynów. - zawyrokował – Trzeba je wyrzucić tu do kosza.
Dziewczyna posłała rozbrajający uśmiech w stronę kontrolera, a ten natychmiast zmiękł i w dodatku chyba też poczuł pragnienie, bo butelkę z wodą mineralną oddał pasażerom, a sam skonfiskował litrową Pepsi, jeszcze fabrycznie zakręconą.
Soki w kartonikach 200 ml – jak najbardziej, przechodzą zawsze. Napoje w puszkach również. Umieszczenie więc ładunku wybuchowego w puszce po napoju (o takim rodzaju podłożonej bomby poinformował ISIS) i wniesienie go na pokład samolotu, nie musiało chyba nastręczać nikomu specjalnych trudności. Bardzo łatwo jest też odwrócić uwagę sprawdzających od tego, co się ma w bagażu. Wystarczy zadać jakieś pytanie albo zrobić małe zamieszanie, np. upuszczając coś na podłogę, a już bagaże przesuwające się w skanerze zostają przez wszystkich zapomniane.
Wśród rozmaitych rzeczy wchodzących w skład mojego bagażu podręcznego, kontrolującą mnie panią zainteresowały moje telefony, z których jeden miałam w kieszeni. – Dlaczego dwa? – pyta – Jeden polski, jeden egipski - odpowiadam. Zamierzała mnie „obmacać”, ale najpierw włączyła telefon, który właśnie wyjęłam z kieszeni. Na ekranie startowym ukazał się mój wnuczek pół-Egipcjanin, a mnie łzy w oczach.
- To mój wnuczek, - mówię. – Mahmoud. Będę bardzo za nim tęsknić.
- Malisz, malisz (nie martw się, będzie dobrze). - Klepała mnie czule po ramieniu, nic więcej nie sprawdziła, a ja po kontroli stwierdziłam, że mogłam przewieźć w bagażu podręcznym z dziesięć par butów, kilka torebek i całą szafę ubrań. Trzydrzwiową, z lustrem.
Jeszcze jedna szalenie ważna sprawa świadcząca o tym, że na egipskich lotniskach nie przywiązuje się uwagi do tego, co kto z podróżnych ma w bagażu. To brak komunikatów o niepozostawianiu bagażu bez opieki. A przecież chyba procedury bezpieczeństwa powinny być takie same na całym świecie.
Co się teraz tak naprawdę zmieniło w tych procedurach? Niestety, poza długością kolejek, niewiele… Wciąż będę się bała wylatywać z egipskich lotnisk i wiele musi się jeszcze zmienić, żeby do Egiptu powrócili turyści i czuli się tam bezpiecznie.