No właśnie. Sami zadają sobie to pytanie. Bo kierunek, w jakim Rosjanie udadzą się na kolejne wczasy, w żadnej mierze nie zależy od ich upodobań wakacyjnych ani od zasobności portfela. Nie zależy także od sytuacji politycznej i społecznej panującej w kraju, do którego chętnie by się wybrali… Kto zatem o tym decyduje?
REKLAMA
No właśnie. Sami zadają sobie to pytanie. Bo kierunek, w jakim Rosjanie udadzą się na kolejne wczasy, w żadnej mierze nie zależy od ich upodobań wakacyjnych ani od zasobności portfela. Nie zależy także od sytuacji politycznej i społecznej panującej w kraju, do którego chętnie by się wybrali… Kto zatem o tym decyduje?
Kilkoro przyjaciół, których mam w Rosji i z którymi utrzymuję kontakt, to ludzie wykształceni, inteligentni, zaliczający się niewątpliwie do elity społecznej. Są otwarci na świat, ciekawi świata i chętnie podróżują.
Dotychczas regularnie przylatywali odpoczywać do Sharm El Sheikh. Tam ich poznałam. Póki co, Egipt się dla nich skończył. Jeszcze przed wylotem do Rosji, kiedy widzieliśmy się w Sharmie na początku listopada tego roku, znajomi z miasta Perm na Uralu wyznali mi z goryczą, że ten zakaz podróży do Egiptu, wydany przez ich wodza i politycznego stratega Władimira Putina, prawdopodobnie ma niewiele wspólnego z zagrożeniami terrorystycznymi, jakie czyhają na Rosjan w Egipcie. I przyznam się, że byłam tym twierdzeniem i formą jego wypowiedzenia trochę zaskoczona. Politycznych tematów, a zwłaszcza krytycznych uwag w stosunku do Putina, starałam się unikać, bo wiedziałam, że moi rosyjscy druzja są zdeklarowanymi zwolennikami swojego politycznego przywódcy i nie chciałam ich w żaden sposób urazić. Zauważyłam jednak, że ich poglądy zaczęły ewoluować w nieco bardziej obiektywnym kierunku. Po początkowym entuzjazmie związanym z aneksją Krymu, jednym z powodów zmiany ich nastawienia był fakt, że decyzje polityczne rosyjskiego prezydenta błyskawicznie odbiły się na kieszeniach obywateli Rosji. Rubel poszybował w dół, nie jest w stanie się z tego dołu odbić i naród, jak każdy inny, który nie może ekonomicznie funkcjonować w oderwaniu od reszty świata, ponosi dotkliwe finansowe konsekwencje działań politycznych decydentów.
A dla ludzi, zwykłych obywateli, władza jest dobra wtedy, kiedy daje (z rozdzielnika politycznego) więcej pieniędzy. Jak finansów ubywa w budżetach rodzinnych, to nikogo nie interesują kwestie międzynarodowe, finansowanie wojen, czy nawet imperialistyczny podbój nowych terytoriów.
Tak więc po zredukowaniu zawartości portfeli Rosjan, kiedy przyszedł moment na ograniczanie ich wolności w zakresie turystycznych wyborów, czara goryczy w niektórych kręgach społecznych zaczęła się przelewać. Egipt został wyeliminowany jako jeden z pierwszych krajów docelowych, a zaraz po nim przyszła kolej na Turcję, a właściwie nazywając wroga po imieniu, na „klikę w Ankarze”. Skoncentrowanie uwagi społeczeństwa na nowym źródle niebezpieczeństwa pozwoliło na trochę oderwać się tematycznie od „junty w Kijowie”, bo na Krymie codzienne problemy, z którymi boryka się miejscowa ludność, zaczęły narastać. - Tak wybrali, tak chcieli, tak mają, - komentują to Ukraińcy.
Tak więc po zredukowaniu zawartości portfeli Rosjan, kiedy przyszedł moment na ograniczanie ich wolności w zakresie turystycznych wyborów, czara goryczy w niektórych kręgach społecznych zaczęła się przelewać. Egipt został wyeliminowany jako jeden z pierwszych krajów docelowych, a zaraz po nim przyszła kolej na Turcję, a właściwie nazywając wroga po imieniu, na „klikę w Ankarze”. Skoncentrowanie uwagi społeczeństwa na nowym źródle niebezpieczeństwa pozwoliło na trochę oderwać się tematycznie od „junty w Kijowie”, bo na Krymie codzienne problemy, z którymi boryka się miejscowa ludność, zaczęły narastać. - Tak wybrali, tak chcieli, tak mają, - komentują to Ukraińcy.
W trosce więc o swoich obywateli, choć ci uwielbiali latać do Turcji, bo fajnie, ciepło, blisko i niedrogo, Władimir Putin zabronił rosyjskim biurom podróży wysyłania tam turystów, gdyż nie wiadomo, jakie niebezpieczeństwa mogą tam na nich czyhać. Do jakich jeszcze kolejnych działań turecki prezydent Erdogan może „sprowokować” Rosję? Rozmawiałam w ubiegłym tygodniu (telefonicznie) z zaprzyjaźnioną rodziną z Moskwy i zakomunikowali mi, nie bez żalu, że właśnie musieli zrezygnować z zapłaconego już sylwestrowo-świątecznego wyjazdu do Turcji. To nic, że branża turystyczna w Rosji cierpi i jest na skraju upadku. Należy się przebranżowić albo wdrożyć nowy, zalecany przez rząd program rozwoju turystyki na Krymie. Tylko jak zmusić Rosjan, żeby tam pojechali? Nie dość, że już zimno, to jeszcze brak prądu. Ale co tam brak prądu i ziąb! Najważniejsze, że będą u siebie, w swojej ojczyźnie.
A jeśli ktoś z Rosjan cierpi na nadmiar środków finansowych, przerost ambicji turystycznych i koniecznie chce udać się na odpoczynek do dalekiego egzotycznego kraju, to ma do wyboru Chiny. Bo Tajlandia i Indie też zostały wpisane na listę krajów, w których Rosjanom, i zwłaszcza im, mogą grozić zamachy terrorystyczne. Władze Tajlandii i Indii wyraziły zdumienie i ubolewanie z powodu takich decyzji, bo nikt nie ukrywa faktu, że Rosjanie wszędzie na świecie stanowią znaczący odsetek zagranicznych turystów i ich brak może dotkliwie się odbić na wynikach finansowych w branży turystycznej tych krajów. Tak, jak odbił się już na Egipcie. Prezydent Rosji nie ukrywa jednak, że obecnie chciałby finansowo wspomóc Chiny, którym czasowo spadło tempo wzrostu gospodarczego i właśnie ta garstka Rosjan, która zdecyduje się jednak polecieć na wycieczkę do zimnych o tej porze roku Chin, poprawi sytuację i spowoduje, że gospodarka chińska, ze swoim najniższym od sześciu lat przyrostem PKB, zostanie uratowana.
Nie jestem ekonomistką, ale chyba oczywiste jest dla wszystkich, że miernikiem potęgi gospodarczej kraju jest wartość jego waluty w stosunku do innych, liczących się na rynku światowym walut. Biorąc pod uwagę choćby tylko to kryterium, deklarowaną pomoc Rosji dla Chin można by porównać z ewentualną deklaracją pomocy finansowej np. Republiki Środkowej Afryki dla Turcji, bo Turcja akurat potrzebuje teraz więcej pieniędzy na pomoc syryjskim uchodźcom. A poza wszystkimi innymi ekonomicznymi i logicznymi kryteriami, czy zdarzyło się kiedyś, że Rosja komuś bezinteresownie pomogła?
Nie jestem ekonomistką, ale chyba oczywiste jest dla wszystkich, że miernikiem potęgi gospodarczej kraju jest wartość jego waluty w stosunku do innych, liczących się na rynku światowym walut. Biorąc pod uwagę choćby tylko to kryterium, deklarowaną pomoc Rosji dla Chin można by porównać z ewentualną deklaracją pomocy finansowej np. Republiki Środkowej Afryki dla Turcji, bo Turcja akurat potrzebuje teraz więcej pieniędzy na pomoc syryjskim uchodźcom. A poza wszystkimi innymi ekonomicznymi i logicznymi kryteriami, czy zdarzyło się kiedyś, że Rosja komuś bezinteresownie pomogła?
Ewa Zarychta
Zapraszam do lektury bloga: www.polskamuzulmanka.blog.pl oraz lektury naszej (mojej i mojej córki Moniki Abdelaziz) książki o współczesnym Egipcie pt. „Księżyc zza nikabu”.
Książkę można kupić na www.zaczytani.pl
Zapraszam do lektury bloga: www.polskamuzulmanka.blog.pl oraz lektury naszej (mojej i mojej córki Moniki Abdelaziz) książki o współczesnym Egipcie pt. „Księżyc zza nikabu”.
Książkę można kupić na www.zaczytani.pl
