O autorze
Ewa Zarychta - z wykształcenia - filolog-anglistka, z zawodu - wieloletnia lektorka języka angielskiego i tłumacz, z zainteresowań i pasji - podróżniczka, dziennikarka, blogerka (polskamuzulmanka.blog.pl) i debiutująca pisarka, współautorka książki "Księżyc zza nikabu" napisanej wspólnie z córką - Moniką Abdelaziz.

Polskie rozrywki w podróży, czyli my "kozacy"

Jakie rozrywki w podróży mam na myśli, łatwo odgadnąć. Chodzi o pijaństwo, bo przecież my, Polacy, przynajmniej zdecydowana większość, nie potrafimy się bawić i odpoczywać bez alkoholu.



Jakie rozrywki w podróży mam na myśli, łatwo odgadnąć. Chodzi o pijaństwo, bo przecież my, Polacy, przynajmniej zdecydowana większość, nie potrafimy się bawić i odpoczywać bez alkoholu.
Mało chwalebny przykład takiego właśnie "polactwa" mogliśmy zauważyć wszyscy pod koniec listopada 2015r, kiedy to nasz pijany rodak spowodował awaryjne lądowanie w Bułgarii samolotu czarterowego, lecącego do Hurghady w Egipcie. Naprany dowcipniś, o zgrozo! 67-letni, poinformował załogę samolotu, że na jego pokładzie znajduje się bomba. W rezultacie tego wybryku wszyscy pasażerowie stracili dużo cennego czasu, który mieli przeznaczony na wypoczynek, a linie lotnicze poniosły dodatkowe koszty ok. 130 tys. zł. Nie mówiąc o tym, ile każdy "najadł się strachu". Ale jest duża szansa na to, że tak nieodpowiedzialny, a właściwie idiotyczny dowcip, pociągnie za sobą dotkliwą finansową karę, albo pozbawi jego autora wolności na okres do 15 lat.


Być może moje spojrzenie na kwestię pijaństwa w podróży obruszy niektórych trzeźwo wypoczywających, lub tych sączących jedną szklaneczkę whisky przez cały kilkugodzinny lot, ale to spojrzenie wywodzi się głównie z obserwacji "naszych", latających na wczasy all-inclusive do Egiptu, gdzie ja również regularnie podróżowałam w celach służbowych przez ostatnie 5 lat. Mam też wieloletnie doświadczenie w pracy pilota wycieczek zagranicznych, na których to wycieczkach musiałam się opiekować całą "napraną" grupą, a nie tylko pojedynczymi jej członkami.

Egipt to specyficzny kierunek turystyczny, jeśli chodzi o Polaków. Wydawałoby się, że wiele osób wyjeżdża tam zwabionych wspaniałymi starożytnymi zabytkami i pełnymi orientalnego kolorytu arabskimi bazarami. Tymczasem, nie! Majestatyczne świątynie Luksoru mało kogo obchodzą (niektórzy lecący do Egiptu nawet o nich nie słyszeli), a słynne piramidy można przecież obejrzeć na zdjęciu. Liczy się przede wszystkim niska cena wyjazdu do niedalekiego tropikalnego kraju i ilość drinków, które może bez umiaru w siebie wlewać, wylegując się na leżaku pod palmą. Takie zdjęcia pokazuje się potem znajomym. Kiedyś leciał ze mną z Sharm el Sheikh do Warszawy Egipcjanin pracujący jako tzw. rezydent w jednym z polskich biur podróży. Leciał stawić się w polskim sądzie w charakterze świadka strony pozwanej, bowiem turysta, porządnie się napiwszy już z samego rana, poczuł w sobie taką wszechmoc, że skoczył na główkę do basenu dla dzieci, gdzie głębokość wody wynosiła 50 cm. Pijani kumple bohatera zachęcali go gromkimi okrzykami do tego czynu, siedząc na brzegu tego basenu z drinkami w rękach! Jak nietrudno było przewidzieć, turysta uszkodził sobie kręgosłup, a biuro podróży, z którym przyleciał do Egiptu, zostało pozwane do sądu jako winne złej organizacji wypoczynku. Chodziło oczywiście o odszkodowanie w postaci dożywotniej renty, której poszkodowany na własne życzenie zażądał od organizatora turystyki.
Zawsze mnie zastanawiało, jaką przyjemność z podróżowania czerpią ci, którzy już chwiejnym krokiem wsiadają do samolotu startującego np. o 6.00 rano, polewają sobie nawzajem przez kolejne 4 godziny lotu po to, aby na koniec nie wiedzieć, gdzie właściwie wylądowali i po co. Tacy podróżni terroryzują swoim zagłuszającym wszystko śmiechem i dowcipami całą kabinę pasażerską, za nic mając uwagi stewardess, aby nie spożywać alkoholu nie zakupionego na pokładzie samolotu. No, ale oni przecież już kupili po dwie butelki na lotniskowym duty-free, więc chyba mają prawo się napić. Zdarza się, że usiłują palić papierosy w toalecie, albo w ramach dowcipu udzielają sobie porad typu "otwórz okno i się wyrzygaj".


Pamiętam początki mojej kariery w zawodzie pilota wycieczek zagranicznych jeszcze u schyłku turystycznego PRL-u. Na początku dostawałam pod opiekę wycieczki autokarowe po krajach "demoludów". Pojechałam na cztery dni do NRD z grupą najofiarniejszych honorowych krwiodawców z naszego powiatu, którzy w podzięce za dużą ilość oddanej krwi otrzymali taką właśnie nagrodę. Cały autobus facetów i trzy pielęgniarki ze Stacji Krwiodawstwa jako opiekunki. Honorowi, jak tylko autobus ruszył z miejsca zbiórki, zaczęli polewać rozmaite trunki i skończyli polewanie, jak już byliśmy z powrotem w naszym mieście w Polsce. Jeszcze „na rozchodniaka” sobie nie odpuścili, wypakowując już bagaże z autokaru. Ku mojemu zdziwieniu, zwiedzaniem w czasie wycieczki nie byli kompletnie zainteresowani. Co najwyżej zakupami. Ku mojej uciesze poniekąd, bo też miałam przeróżne potrzeby zakupowe. U nas wtedy nic w sklepach nie było. Za służbową dietę w markach enerdowskich od razu nabyłam mały elektryczny opiekacz i dwa opakowania czekolady w proszku Trink Fix. W Polsce nieosiągalne towary, więc niektórzy kupowali też większe ilości na handel. W drodze powrotnej z Niemiec grupa urządziła sobie „zieloną noc” w hotelu Cuprum w Legnicy, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg.. Honorowi krwiodawcy, jak dzieci na koloniach, wysmarowali pastą do zębów wszystkie drzwi i klamki oraz mocno zakłócili sen pozostałym gościom w hotelu. Kierownik recepcji polecił mi spacyfikować i uciszyć trochę tę mało kulturalną, jak to delikatnie określił, grupę.
- Panowie, nie macie już dosyć tej gorzały? – pytam zmęczonym głosem, znając z góry odpowiedź.
- A co se będziemy żałować. Przecież „siostry” nie pobierają nam teraz krwi – usłyszałam w odpowiedzi.

ciąg dalszy tego tematu- niebawem

Zapraszam także do lektury bloga: www.polskamuzulmanka.blog.pl oraz lektury naszej (mojej i mojej córki Moniki Abdelaziz) książki o współczesnym Egipcie pt. „Księżyc zza nikabu”.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta