Ekipa Ryszarda Grobelnego, prezydenta Poznania, nie ma ostatnio najlepszego czasu. Nie milkną głosy niezadowolenia po oddaniu do użytku nowego poznańskiego dworca. Twardy sprzeciw urzędników wobec prostych rozwiązań przemienił Poznań w poligon walk między społecznikami a magistratem i doprowadził do serii protestów. A chodzi głównie o... przejście dla pieszych.

REKLAMA
Tłum ludzi maszeruje pod wielkim transparentem z napisem "Ku**a mać!" - to rysunek znanego satyryka Marka Raczkowskiego, który zainspirował organizatora piątkowego protestu pod poznańskim dworcem. Demonstrujący przeszli tak zwaną "drogą Grobelnego", czyli kilkusetmetrową trasą między dworcem, a najbliższym przystankiem tramwajowym. Droga, która z oczywistych względów powinna być jak najprostsza i łatwa do znalezienia, kluczy labiryntem przez galerię handlową i zawiera w sobie trzykrotną konieczność wspinania się po schodach. Fora internetowe pełne są spekulacji, że może chodzić o umowę galerii z miastem, aby podróżni zmuszeni byli przechodzić wśród sklepów.
- Nie należę do żadnej organizacji - opowiada organizator wydarzenia - a protest w żadnej mierze nie był polityczny. Jestem zwykłym mieszkańcem miasta, który dość już ma arogancji władzy.
logo
Rysunkowy pierwowzór i właściwy protest Marek Raczkowski / Alexander Lübeck

Przemarsz był wyrazem bezsilności w związku z rozlicznymi problemami po otwarciu nowego dworca, ale dotyczył też przejścia dla pieszych, o które toczy się w Poznaniu bitwa. Organizacje społeczne od miesięcy zabiegają o wytyczenie pasów między przystankiem tramwajowym, a dworcem. Skróciłoby to o ponad połowę "drogę Grobelnego" i wyeliminowało przeszkody w postaci stromych schodów. Miasto twardo mówi "nie", argumentując swój sprzeciw potencjalnym niebezpieczeństwem dla pieszych na nowoutworzonym przejściu.
- Jak pokazały ostatnie dni, piesi masowo skracają sobie drogę na przystanek i do miasta, ryzykując zdrowie i życie. Nie chcą pokonywać barier w postaci wysokich schodów, a każdy metr do nadrobienia oznacza spóźnienie się na pociąg lub tramwaj. To brak przejścia jest zagrożeniem - kontruje Paweł Sowa, szef stowarzyszenia Inwestycje dla Poznania.
O tym, jak bardzo napięta jest sytuacja w Poznaniu, świadczy reakcja policji już po zakończeniu ostatniego protestu. Choć całe zgromadzenie dotyczyło wytyczenia przejścia dla pieszych, i nie wiązało się z jakimkolwiek łamaniem prawa, za organizatorami podążyło trzech policjantów w cywilu. Korzystając z mikrofonu kierunkowego, nagrywali rozmowę między działaczami. - Kojarzy mi się to ze starym systemem - komentował na gorąco jeden ze świadków zdarzenia.
Dwa tygodnie wcześniej społecznicy urządzili symboliczny pogrzeb zamykanego starego dworca. - To pożegnanie funkcjonalności tego miejsca - mówili wtedy odziani w czerń żałobnicy. Na pogrzebie pojawiły się wszystkie lokalne media. Większość z nich nie przebiera w krytyce pod adresem magistratu, jednak urzędnicy nie wydają się być przejęci tym faktem.
Choć sprawa może wydawać się błaha, przejście dla pieszych przed dworcem stało się już symbolem. Brak rozwiązań w tak - zdawałoby się - prostej sprawie, coraz bardziej denerwuje mieszkańców. Rozliczne skandale związane z nowym dworcem mogą stać się gwoździem do trumny dla ekipy prezydenta Grobelnego. Coraz głośniej słychać podniesiony ton poznaniaków, niezadowolonych z lekceważenia ich zdania i potrzeb.