Jestem pewien, że ci którzy decydują o przyznaniu pokojowej Nagrody Nobla mieli w tym roku poważny dylemat. Naturę tych dylematów znam dobrze, bo sam uczestniczę w procedurze nominowania i wyłaniania laureatów Nagrody im. Sacharowa.

REKLAMA
Jestem przekonany, że spośród 231 kandydatów zgłoszonych do tegorocznej Nagrody pokojowej jest mnóstwo szlachetnych, zasłużonych i godnych wyróżnienia osób i instytucji. Tak naprawdę wielu z nich zasłużyło na nagrodę. Czym zatem powinno kierować się przy wyborze tego jednego, jedynego zwycięzcy? Co powinno być decydującym kryterium przy porównywalnych zasługach nominowanych?
Mam wrażenie, że autorytet Nagrody Nobla rósł najbardziej wtedy, gdy wpływał na dalszy bieg wydarzeń. To znaczy, gdy nagroda nie dotyczyła wyłącznie przeszłych osiągnięć, ale miała szansę na realny wpływ na przyszłość. Takim oddziaływaniem na przyszłość było na przykład nagrodzenie w roku 1983 Lecha Wałęsy. Równie ważne jest również to, aby nagroda była dla konkretnej osoby, a nie dla zbiorowego bohatera w postaci organizacji czy instytucji. Dlaczego? Otóż dlatego, że jednym z mechanizmów wzmacniania autorytetu jest budowanie emocjonalnego stosunku do nagrodzonego. A nawet najbardziej zasłużona instytucja nie będzie rodziła takich emocji, jak żywy człowiek z krwi i kości. Na dodatek im bardziej ta osoba przypomina tzw. przeciętnego człowieka, tym ma większy potencjał emocjonalnego przywiązania opinii publicznej.
Komitet zadecydował jednak właśnie honorując instytucję, a właściwie należałoby powiedzieć część światowego porządku czyli Unię Europejską. Właściwie, jako poseł do Parlamentu Europejskiego z ponad 7-letnim stażem powinienem być zadowolony, bowiem współdecyduję o tym porządku i mam prawo mieć również osobistą satysfakcję. Tym niemniej pozostaję w przekonaniu, że nagrodzenie Alesia Bialackiego byłoby nie tylko wynagrodzeniem jego osobistej przeszłości, ale zwiększałoby jednocześnie szansę na zmianę nastrojów, a być może i białoruskiej polityki. To skromny człowiek, w więzieniu, w potrzebie. Niesłusznie i niesprawiedliwie skazany. Unia też byłaby z tej nagrody dumna i szczęśliwa, bo demokratyzacja Białorusi, to jedno z jej największych wyzwań.