Wesołych Świąt – jakże często to ostatnio słyszymy. Może warto chwilkę zastanowić się nad tymi dwoma słowami? Ich znaczeniem, przesłaniem. Potrzebujemy radości i święta zarówno w życiu indywidualnym, jak i społecznym.

REKLAMA
Od czego zależy nasza radość? To bardzo względne. W kontekście świąt Bożego Narodzenia chodzi, rzecz jasna, o radość z powodu urodzin Zbawiciela. Często jednak myślimy też o radości wynikającej z życia rodzinnego, z odpoczynku w gronie zaufanych osób, które coraz rzadziej mogą spędzać wspólnie czas wolny. Radość wymaga od nas pozytywnego nastawienia, pewnej otwartości na innych. A to z kolei jest zależne od tego, jak sami oceniamy naszą sytuację materialną i duchową.
Będzie nam łatwiej osiągać stan otwarcia na radość jeśli uprzytomnimy sobie, że poczucie szczęśliwości też jest względne. Nie zależy wyłącznie od stanu naszego posiadania, ani od stanu cywilnego. Nie zależy wyłącznie od tego, kto rządzi, ani od tego, kto jest w opozycji. Nie zależy wyłącznie od postępów w śledztwach, ani od braku postępów. Można mieć wszystko i nie być radosnym. Można rządzić i być jednocześnie bardzo samotnym. Można kochać sprawiedliwość i w tym samym czasie siać nienawiść. Dlatego sposobem na świąteczną radość jest doraźne odrzucenie różnych przyziemnych trosk. Zapomnijmy na chwilę o nich i postarajmy się cieszyć drobnymi rzeczami wypełniającymi naszą codzienność.
Święta – to odmienność. Inny stan. Podniosły, wzruszający, uroczysty. Wbrew pozorom, oglądanym w centrach handlowych, Święta Bożego Narodzenia nie zaczynają się pod koniec października. Święta są krótkie, bo muszą być takie. Powinniśmy starać się poczuć ich wyjątkowość, ich wzniosłość, ich godność. Przeżyjmy dobrze i radośnie nieco ponad dwa dni. TO DUŻO.