
Dzień Niepodległości w 2020 r., ponad wszystko, zostanie zapamiętany przez nas na długo. Dopiero co cieszyliśmy się z faktu, że amerykański koncern farmaceutyczny Pfizer wynalazł szczepionkę na COVID-19, a już musieliśmy wrócić do „świętowania” naszej niepodległości. Pytanie brzmi: gdzie były nasze elity władzy?
REKLAMA
Wszystkich nas obiegły wstrząsające obrazy unaoczniające, jak bandyci uczestniczący w Marszach Niepodległości strzelali racami w mieszkania oznaczone flagami z logiem Strajku Kobiet. I tu stawiam tezę, że agresja tych bandytów jest tylko przykładem choroby, a nie jej symptomem. Stratedzy Prawa i Sprawiedliwości musieli widzieć ją w badaniach, już kilka miesięcy temu, ponieważ postępowała ona sukcesywnie niszcząc tkankę społeczną, jak nowotwór komórki napotkane na swojej drodze. Na potrzeby tej publikacji nazwijmy ową chorobę dosadnie: „absolutnym brakiem kontroli rządzących nad państwem”. Rozprzestrzenia się ona równie agresywnie, co histerycznie, a jej przykład obserwujemy na ulicach polskich miast już od kilku tygodni.
Donald Tusk w ostatnim wywiadzie stwierdził, że rząd dusz Prezesa Kaczyńskiego się skończył. Wczorajszy apel Solidarnej Polski do Premiera Mateusza Morawieckiego o weto w sprawie budżetu unijnego zdaje się tylko potwierdzać, że wojna o święty graal na prawej stronie rozgorzała na dobre i jest ona na polityczną śmierć i życie. Alternatywą dla ekipy Zbigniewa Ziobro jest ulica i jej radykalna twarz Roberta Bąkiewicza, prezesa stowarzyszenia Marsz Niepodległości, którą mogliśmy zobaczyć dzisiaj i w latach poprzednich. Obok tego Pana, ramię w ramię, będzie kroczył Ruch Narodowy, na czele z Krzysztofem Bosakiem i Robertem Winnickim. I tutaj pewnie zaskoczę Państwa, bowiem w tej walce idzie o przeżycie, a nie władzę.
W Księciu Machiavelli pisał o koniecznym mariażu tronu i religii, bo tylko te połączenie pozwoli panować nad poddanymi. Oczywiście poprzez autorytet moralny religii i siłę tronu. Polska, Anno Domini 2020 r. to kraj, w którym jesteśmy świadkami jednoczesnego upadku autorytetu kościoła i władzy, połączonych dotychczas nieskrępowanym węzłem małżeńskim. Z socjotechnicznego punktu widzenia pierwszy film braci Sekielskich zjednoczył wyborców PiS w walce z „profanacją” kościoła. Drugi film przełamał tabu mówienia o pedofilii w polskim kościele na dobre. Don Stanislao, o Kardynale Dziwiszu, wywołał za to prawdziwe tsunami. Ludzie w małych miasteczkach, już nie pytają czy to prawda, ale jak oni tak mogą? Wiem, ponieważ w takowym mieszkam. Na naszych oczach następuje upadek autorytetu moralnego kościoła, którego symbolem był Kardynał Stanisław Dziwisz. Film to jedno, ale wywiad Piotra Kraśki z Kardynałem Dziwiszem to drugie i w związku z nim nikt nie umie uwierzyć, że kardynał nic nie wiedział, nie słyszał i w sumie to nic nie mógł. Tron bez religii nie będzie mógł istnieć, szczególnie gdy obie strony są tak do siebie przywiązane. Kończy się era wahadła społecznego wychylonego w tę stronę.
Na naszych oczach wychyla się jednak w drugą. Czyli w jaką? Pytanie godne władzy. Po stronie opozycyjnej doszło do porozumienia w imię wspólnego wroga. I dobrze, należą się liderom brawa za ten ruch. Na horyzoncie rysuje się jednak poważniejszy problem, który według mnie, może rozwiązać tylko silna osobowość. Tłum jest jak woda, może napoić gdy jesteś spragniony i zniszczyć Ci dom, jeśli będzie elementem tsunami. Gustave Le Bon wskazywał, że nad tłumem władzę mają osobowości charyzmatyczne. I tu pojawia się znaczący problem po stronie opozycji parlamentarnej, bowiem obecnie przywództwo rodzi się na peryferiach jądra wydarzeń – w samorządach. Niewątpliwie czasy pandemii wykształcą liderów społecznych. Mistrzami covidowego jiu-jitsu są starostowie i prezydenci toczący na pierwszej linii frontu walkę o bezpieczeństwo mieszkańców swoich powiatów i miast. Prawdopodobnie to oni będą stanowili trzon przyszłego rządu, bo tylko oni będą wiarygodni dla Polaków doświadczonych przez wirus COVID-19 i niekompetentne rządy.
Najbliższe miesiące będą ciekawsze niż myślimy. Stawiam, że wybory mogą odbyć się w przyszłym roku, ponieważ władza nie stanowi już spoiwa Zjednoczonej Prawicy. Wręcz przeciwnie, zaczyna parzyć jak gorący kartofel. I wbrew pozorom, dzisiejsze doniesienia o potencjalnej dymisji Mariusza Kamińskiego zdają się potwierdzać przytoczoną powyżej tezę. Każdy z trójki tenorów będzie starał się jak najszybciej wymiksować z tego układu, aby znaleźć się w nowym parlamencie. Z kolei, liderzy opozycji mają sporą robotę do zrobienia, muszą znaleźć sposób, by wlać nadzieję w wychodzące na ulicę tłumy i je przekonać do tego, że warto zaufać ich pomysłom i rozwiązaniom. A to, jak wszyscy wiemy, nie będzie łatwe. Mnie najbardziej ciekawi w kim Polacy zobaczą przyszły autorytet moralny?
