Widok na Śródmieście Południowe i centrum Warszawy.
Widok na Śródmieście Południowe i centrum Warszawy. foto: Patryk D. Zaremba

Drugi Kongres Ruchów Miejskich, który odbył się w dniach 12 – 14 października w Łodzi, zakończył się symbolicznym powołaniem Ministerstwa Miast. Akt ten jest wyrazem oczekiwań miejskich społeczności, że ich problemami zajmie się rząd. Czy nowe ministerstwo w Warszawie, dedykowane miastom, wpłynęłoby pozytywnie również na rozwój stolicy i jej postrzeganie w innych regionach kraju?

REKLAMA
Warszawa kwitnie dzięki stołeczności. Miasto położone centralnie, z administracją państwową, zawsze będzie przyciągać wszystkich zainteresowanych rozwojem i powiększaniem własnego kapitału. Wydaje się, że władze stolicy w swoich działaniach zapatrują się na ten fakt, uznając paliwo stołeczności za niekończącą się gwarancję wzrostu i atrakcyjności.
Rzeczywistość jest bardziej złożona. Status stolicy, to nobilitacja, ale też wyzwanie. Możliwości i szanse kryją za sobą niebezpieczeństwa, a potencjał rozwojowy sporo kosztuje.
Wszystkie międzynarodowe rankingi sytuują Warszawę mniej więcej w drugiej – trzeciej dziesiątce miast, umieszczając ją na czele aglomeracji naszego regionu Europy. Inne miasta w Polsce są daleko w tyle, ciągle nie licząc się na arenie międzynarodowej. Warszawa ma największą ilość powierzchni biurowej – i to o najwyższym standardzie. Jako jedyne miasto w Polsce ma dwa lotniska. Przy warszawskich uczelniach jest najwięcej w kraju inkubatorów przedsiębiorczości. Stolica ma również najwięcej zarejestrowanych firm. Znamienny jest fakt, że w każdym rankingu atrakcyjności, Warszawa odzwierciedla, niczym papierek lakmusowy, stan polskiej gospodarki. Jej atutem jest wykształcona kadra, relatywnie niskie koszty pracy, funkcjonowanie w otoczeniu makroekonomicznym pozbawionym ciągle widma kryzysu. Cieniem kładzie się natomiast słaba, zdezintegrowana infrastruktura miejska, kilometrowe korki, niekończące się objazdy przedłużających się inwestycji, brak dbałości o środowisko naturalne i przestrzeń miejską. Skąd my to znamy?
Miasto zatem – i stolica – to nie tylko suma pozytywnych i negatywnych czynników i cech, to nie tylko budżet, wykresy, kolejne rekordy zestawień w arkuszach kalkulacyjnych.
To również, a nawet - przede wszystkim, siła bądź słabość regionu, potencjał i kreatywność drzemiące w ludziach. To także wizja i plan rozwoju w aspektach bardziej eterycznych, nieuchwytnych, złożonych, jak: budowa marki, prawdziwa rewitalizacja (czyli przekształcenie obszarów pod względem funkcjonalnym, estetycznym, ale też – najważniejsze: społecznym), a nie zwykły remont, czy kreowanie wizji rozwoju wspartej strategią i autentyczną pracą w jej realizacji.
Warszawa przegrała starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku na rzecz Wrocławia – miasta myślącego bardziej dalekosiężnie i rozwojowo, gdyż pozbawionego stołecznego paliwa. Ale nie tylko. Również dlatego, gdyż Wrocław nie jest miastem – zakładnikiem propagandy sukcesu partii rządzącej. Może pozwolić sobie na długotrwałe strategiczne myślenie i konsekwentne, bardziej żmudne działanie. Funkcjonuje co prawda w cyklach między wyborami samorządowymi, ale buduje spójną markę i wizerunek na przestrzeni wielu kadencji.
W Warszawie życie kulturalne jest bogate – bo działa stołeczny magnes. Duża publiczność o wyrobionym guście i wysublimowanych oczekiwaniach, dostępność kapitału i względna łatwość rozwoju, przyciągają artystów. Warszawa nie jest jednak miastem kultury, gdyż nie kształtuje ona tożsamości stolicy, nie kreuje jej przestrzeni. Warszawa, to nie Berlin.
Tak samo - ukończenie budowy oczyszczalni ścieków, czyli wyrównanie wielkiego zacofania cywilizacyjnego, nie czyni z Warszawy miasta ekologicznego. Powstał fundament – teraz pora na spójną strategię i jej konsekwentną realizację.
Chciałoby się powiedzieć: Obudź się Warszawo! Obudź się warszawski samorządzie! Sen o Warszawie – nieformalny hymn stolicy, musi stać się wezwaniem do konkretnej realizacji wizji Warszawy przyszłości. Każdemu polskiemu miastu potrzebna jest taka wizja. Jako pierwszy krok, za którym muszą pójść następne, by nie stała się ona kolejnym barwnym marzeniem - zapisem pozostawionym na półce, pośród innych, niezrealizowanych polskich aspiracji.
Czy zatem: powołanie Ministerstwa Miast, jest dobrym rozwiązaniem? Polska jako jedyny kraj nie ma instytucji rządowej, pracującej na rzecz zarówno aglomeracji, jak i najmniejszych miast. Uczestnicy II Kongresu Ruchów Miejskich oczekują również współpracy między regionami, a nie podsycanej ciągle rywalizacji. Czy nie warto jednak pomyśleć o bardziej złożonej konfiguracji: współpracy miast, np. w przypadku ciągle nie powstającej metropolii na Śląsku i jednocześnie zdrowej rywalizacji (służącej wzajemnej inspiracji) pomiędzy regionami o różnorodnym charakterze?
Czy w Polsce nie nastał w końcu czas, by zacząć poszukiwać silnych liderów innowacji, którzy zastąpią ciągły pochód cywilizacyjny motorem wysublimowanych zmian? Czy w przypadku, gdy powstanie Ministerstwo Miast, jago siedziba na pewno powinna być w Warszawie?