Obciach, żenua, paździerz. Trendy, jazzy, cool. Obcokrajowiec, który próbuje nadążyć za językiem polskim, często chyba zderza się nagle z pozornie zrozumiałymi dla niego frazami, które jednak oznaczać mogą zupełnie coś innego, niż sądzi. To chyba również pogłębia nieuchronne nieporozumienia nie tylko językowe, ale i pokoleniowe.
REKLAMA
Dlaczego na przykład drewniana płyta z drewnianych ścinków awansowała nagle do tak wyjątkowej roli? I gdzie wtedy mają szukać ci zdezorientowani nie tylko językowej pomocy? Co jest dziś paździerzem, a co nim na pewno nie jest? Czy można tak określić „żenujący żart prowadzących” z Ukrainek Kuby Wojewódzkiego i Michała Figurskiego, za który jednego (Figurskiego) szybko i definitywnie wyrzucili z anteny radiowej, a drugi wrócił na nią tak samo szybko? Czy jest nim skandaliczne i kompromitujące – przynajmniej moim zdaniem - stwierdzenie Janusza Korwina-Mikke o niepełnosprawnych sportowcach, a prof. Zbigniewa Mikołejki o młodych matkach już nie? Gdzie leżą te granice, kto i jak je wytycza, czy jest jakiś polski wzorzec paździerza (u?) i skąd wzięli się jego teoretycy, skoro nikt o tym nie naucza na żadnych studiach ani kursach?
W kraju, gdzie normę określa „Fakt” oraz inne tabloidy i portal pudelek, a za największy obciach uznano kiedyś białe kozaczki, dla mnie znacznie większym paździerzem jest jednak próba wykreowania na oszołoma Pawła Kukiza, który domaga się od polityków wszystkich opcji bez wyjątku wywiązywania się ze swoich wcześniejszych obietnic, deklaracji i zobowiązań. Niestety, póki co, łatwo ulegamy zbiorowej amnezji i jakoś trudno nam przychodzi egzekwowanie od „naszych” (?) przedstawicieli tego, co naobiecywali przy kolejnych wyborach.
Ale widocznie akurat muzyk Kukiz nie nadaje się - według tych bezimiennych, którzy wytyczają aktualne kursy poprawności - na rolę tego, który może określać polskie normy paździerzu. Ale paździerz!
Wojciech Fułek
Co dobre, a złe
Myślę i myślę, kto to też w Polsce wyznacza normy. Nadzieja mówi, że może jakiś tygodnik opinii, może jacyś specjaliści. Rozsądek, że może popularne media – telewizja, gazety, portale. Potem to sobie wszystko kalkuluję i na końcu wychodzi „Fakt”. 500 tys. nakładu nie wydaje się taką wielką ilością, ale widać wystarczy. Wystarczy, żeby dyktować warunki, mówić stroskanym obywatelom, kogo powinni obarczać odpowiedzialnością za swój ciężki los i palcem pokazywać co dobre, a co złe. Ani prawicowe, ani lewicowe media nie mają takiej siły przebicia jak leciutki, na marniutkim papierze drukowany „Fakt”.
Wszystko tutaj nad Wisłą jest „aspiracyjne”. Kupujemy na potęgę w „Biedronce”, ale dorzucimy do koszyka oliwę z oliwek – stać nas przecież na trochę luksusu. Słuchamy RMF i miernych hitów z Opola, ale znajomym sprezentujemy płytę Adele na urodziny. Meblościanka cały czas stoi, ale obok się bambus z IKEI postawi – proszę, jak się ekstra komponuje! Wszystko po to, żeby już teraz było jak na Zachodzie, żeby móc się poczuć jak pełnoprawny obywatel Europy, żeby nie trzeba było się wstydzić. Tylko ta nieszczęsna debata publiczna jakaś zupełnie nieaspiracyjna i nawet aspiracji chyba nie ma, żeby aspirować.
Czasami tylko ktoś wyjdzie, chrząknie niepewnie i spod profesorskich okular wyrzuci z siebie paroakapitowy protest przeciw schamieniu obyczajów, a potem będzie patrzył, jak go/ją zjadają w internecie i w tabloidach. Żal iść z floretem, kiedy przeciwnik w czołgach stoi i jeden za drugim przeciwpancerne ładuje. Nawet niewskazane jest posługiwanie się za mądrym językiem – tak doradcy szepcą politykom. Nazbyt to wyniosłe i może być odczytane jako oznaka słabości. Kto żyw chowa się więc do schronów i patrzy jak lecą pociski to w jedną, to w drugą stronę.
Nie uznaję żadnego prawa tabloidów do oceniania, co dobre, a co złe, do mówienia co robić, a czego nie. Same go sobie przecież udzieliły, a ludzie na to przystali – bo to łatwe, wygodne i jeszcze łechce ludzką zawiść, a ludzie zawsze wybiorą to, co łatwe i wygodne, a jak jeszcze łechce zawiść, to już pełnia szczęścia. Dopóki będą brać to co łatwe, dopóty tabloidy będą się dobrze sprzedawać. Trzeba tylko zacząć się bardziej starać i wybierać to, co bardziej wymagające.
Ale w sumie, to mi się nie chce.
Ale w sumie, to mi się nie chce.
Tadeusz Fułek
