REKLAMA
Kółko graniaste
Jest taki komiks Ivana Bruna - „Bez Komentarza”. Składa się z wielu historyjek wyzbytych dialogu, które w sposób dość obrazowy pokazują niesprawiedliwości współczesnego świata. Wśród nich jest jedna, która przedstawia „piramidę gnojenia” – prezes patrzy, że słupki idą w dół – drze się na dyrektorów – dyrektor biegnie do działu obsztorcować szeregowych pracowników – szeregowy pracownik zwalnia robotników – robotnik wraca do domu i wyżywa się na żonie. I tak dalej i tak dalej.
W Polsce zjawisko to przybiera formę zamkniętego koła, a nie piramidy – tu wszyscy muszą się na wszystkich wyżywać i dla wszystkich być niemili. Gdyby dzisiaj Tuwim pisał „Wszyscy dla wszystkich”, nie napisałby, że murarz domy buduje, a krawiec szyje ubrania. Przypuszczam, że napisałby, że murarz wnerwiony krzywo ścianę stawia, więc krawcowi tynk na głowę leci, więc krawiec piekarza opieprza, że chleb czerstwy, więc piekarz lekarzowi popiół do mąki dosypuje. Tylko pewnie w słowa bardziej zgrabne by to ubrał. Koło gnojenia kręci się w Polsce w pięknej, niczym nie przerwanej harmonii – każdy każdego, wszyscy dla wszystkich.
Gdzie można komuś szpilkę wcisnąć – tam szpilka zostanie wciśnięta. Gdzie można na odcisk nadepnąć – tam odcisk zostanie nadepnięty bo drzazga w oku bliźniego, mimo belki we własnym. A kwintesencja tej wspólnej zabawy to fora internetowe, od których stronię, a jeśli wzrok czasami mi się zaplącze w tamte rejony, to cały dzień psu w rzyć.
Problem jednak w tym, że w tym swoistym „Kole polskim” nie wiadomo, kto pierwszy kogo gnoi. Żeby to chociaż było jasne, że np. politycy stoją na początku. Ale nie – oni sami wyglądają jak kupka nieszczęść, jak prymusy po wyjściu z szatni po WFie. No to się na dziennikarzach wyżywają, ale dziennikarze nie pozostają dłużni. Ludzi męczą korporacje, że pieniądze mają, a prezesi męczą pracowników swoich, którzy męczą klientów. Dzieci męczą rodziców, rodzice nauczycieli, a nauczyciele dzieci. Policja ludzi ściga zwykłych i bezbronnych, ale sama spokoju nie ma, bo każdy im na ręce patrzy i każdy na nich taczki gnojówki wylewa. Ustawowo to dla wszystkich wokół jesteśmy niemili z wyjątkiem obcokrajowców – tym to nieba uchylimy.
Dlatego też postuluję zmianę wprowadzić do rzeczonego, Tuwimowego wiersza i z taką końcówką dopisać go do podręczników:
„Tak ku wspólnej zawiści
i dla wkurwu wspólnego
wszyscy muszą pracować
mój naiwny kolego”
W Polsce zjawisko to przybiera formę zamkniętego koła, a nie piramidy – tu wszyscy muszą się na wszystkich wyżywać i dla wszystkich być niemili. Gdyby dzisiaj Tuwim pisał „Wszyscy dla wszystkich”, nie napisałby, że murarz domy buduje, a krawiec szyje ubrania. Przypuszczam, że napisałby, że murarz wnerwiony krzywo ścianę stawia, więc krawcowi tynk na głowę leci, więc krawiec piekarza opieprza, że chleb czerstwy, więc piekarz lekarzowi popiół do mąki dosypuje. Tylko pewnie w słowa bardziej zgrabne by to ubrał. Koło gnojenia kręci się w Polsce w pięknej, niczym nie przerwanej harmonii – każdy każdego, wszyscy dla wszystkich.
Gdzie można komuś szpilkę wcisnąć – tam szpilka zostanie wciśnięta. Gdzie można na odcisk nadepnąć – tam odcisk zostanie nadepnięty bo drzazga w oku bliźniego, mimo belki we własnym. A kwintesencja tej wspólnej zabawy to fora internetowe, od których stronię, a jeśli wzrok czasami mi się zaplącze w tamte rejony, to cały dzień psu w rzyć.
Problem jednak w tym, że w tym swoistym „Kole polskim” nie wiadomo, kto pierwszy kogo gnoi. Żeby to chociaż było jasne, że np. politycy stoją na początku. Ale nie – oni sami wyglądają jak kupka nieszczęść, jak prymusy po wyjściu z szatni po WFie. No to się na dziennikarzach wyżywają, ale dziennikarze nie pozostają dłużni. Ludzi męczą korporacje, że pieniądze mają, a prezesi męczą pracowników swoich, którzy męczą klientów. Dzieci męczą rodziców, rodzice nauczycieli, a nauczyciele dzieci. Policja ludzi ściga zwykłych i bezbronnych, ale sama spokoju nie ma, bo każdy im na ręce patrzy i każdy na nich taczki gnojówki wylewa. Ustawowo to dla wszystkich wokół jesteśmy niemili z wyjątkiem obcokrajowców – tym to nieba uchylimy.
Dlatego też postuluję zmianę wprowadzić do rzeczonego, Tuwimowego wiersza i z taką końcówką dopisać go do podręczników:
„Tak ku wspólnej zawiści
i dla wkurwu wspólnego
wszyscy muszą pracować
mój naiwny kolego”
PS. Żadna trauma mnie nie spotkała i nic konkretnego tego tekstu nie spowodowało. Po prostu uważam, że Polacy z natury są dla siebie niczym wilcy. No i mamy lato. Ale to niewiele ma z tematem wspólnego.
Tadeusz Fułek
„Całujcie mnie wszyscy…”
Dzisiaj synu, sam przywołałeś literackie słowne zabawy Juliana Tuwima. Nic więc dziwnego, że te tropy natychmiast zaprowadziły mnie do innego wiersza tego poety, pod dość znamiennym tytułem, ostatnio spopularyzowanym w doskonałym spektaklu Jerzego Satanowskiego „Tuwim dla dorosłych”. To „dla dorosłych” ma w tym przypadku zasadnicze znaczenie, gdyż mam wrażenie, iż „bezinteresownej polskiej zawiści” i „wilczego spojrzenia na bliźnich” dzieci uczą się – wyjątkowo pojętnie - właśnie od dorosłych. Wszystkie dzieci podobno są uzdolnione, niewinne i pozbawione złych emocji – dopiero dorośli skutecznie pozbawiają ich złudzeń, kształtując na swoje podobieństwo.
Piszesz o „piramidzie gnojenia” i zawiści. W rzeczywistości to raczej (o)błędne koło, w którym najbardziej zadowoleni z siebie są ci, którzy „przywalą” swoim oponentom i przeciwnikom najmocniej i najgłośniej. Polacy mają w tym względzie niewątpliwe zasługi, ale nie sądzę, aby była to wyłącznie nasza narodowa specyfika. Wszak łacińskie przysłowie „Homo homini lapus” („człowiek człowiekowi wilkiem”) ma długoletnią tradycję w różnych kulturach i językach. Niewątpliwie powinienem – choćby z racji wieku – przywołać trochę przykładów życia wziętych, ale wolę chyba jednak – dość naiwnie, niestety - mieć nadzieję, wzorem innego poety, Edwarda Stachury, że „człowiek człowiekowi bliźnim – z bliźnim można się zabliźnić”. Nadzieja nadzieją, ale przecież doświadczenie wyraźnie podpowiada, iż tych, którzy w tej piramidzie agresji (w różnych jej przejawach) uczestniczą z własnej woli i aktywnie zawsze będzie więcej od tych, którzy będą chcieli się zabliźnić. Dlatego z dedykacją dla tych pierwszych - tylko mały fragment przywołanego wcześniej wiersza Juliana Tuwima:
Piszesz o „piramidzie gnojenia” i zawiści. W rzeczywistości to raczej (o)błędne koło, w którym najbardziej zadowoleni z siebie są ci, którzy „przywalą” swoim oponentom i przeciwnikom najmocniej i najgłośniej. Polacy mają w tym względzie niewątpliwe zasługi, ale nie sądzę, aby była to wyłącznie nasza narodowa specyfika. Wszak łacińskie przysłowie „Homo homini lapus” („człowiek człowiekowi wilkiem”) ma długoletnią tradycję w różnych kulturach i językach. Niewątpliwie powinienem – choćby z racji wieku – przywołać trochę przykładów życia wziętych, ale wolę chyba jednak – dość naiwnie, niestety - mieć nadzieję, wzorem innego poety, Edwarda Stachury, że „człowiek człowiekowi bliźnim – z bliźnim można się zabliźnić”. Nadzieja nadzieją, ale przecież doświadczenie wyraźnie podpowiada, iż tych, którzy w tej piramidzie agresji (w różnych jej przejawach) uczestniczą z własnej woli i aktywnie zawsze będzie więcej od tych, którzy będą chcieli się zabliźnić. Dlatego z dedykacją dla tych pierwszych - tylko mały fragment przywołanego wcześniej wiersza Juliana Tuwima:
Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
PS. Dla jasności: „Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali” powstał w roku 1937, a długa wyliczanka autora na pewno nie wyczerpuje – zwłaszcza z dzisiejszego punktu widzenia – aktywnych uczestników „piramidy miłości”.
Wojciech Fułek
