REKLAMA
Polaka dusza kolekcjonerska
Nigdy wcześniej sobie z tego nie zdawałem sprawy, ale wygląda na to, że Polacy to urodzeni kolekcjonerzy. Kiedy chodziłem do podstawówki namiętnie wszyscy kolekcjonowaliśmy karteczki z obrazkami z notatników – szło to w setki, a było tak bezsensowne, jak brzmi (przypomnę – kartki z notatników). Dzisiaj nowym szałem jest kolekcjonowanie etykietek.
Nigdy wcześniej sobie z tego nie zdawałem sprawy, ale wygląda na to, że Polacy to urodzeni kolekcjonerzy. Kiedy chodziłem do podstawówki namiętnie wszyscy kolekcjonowaliśmy karteczki z obrazkami z notatników – szło to w setki, a było tak bezsensowne, jak brzmi (przypomnę – kartki z notatników). Dzisiaj nowym szałem jest kolekcjonowanie etykietek.
Stołeczna Wyborcza tak oto się reklamuje w Warszawie: billboardy na mieście, a na nich stos różnych określeń mających się odnosić do pewnych grup ludzi; obok podpis (z pamięci cytuję, mogę się mylić), że „my wiemy, jacy są Warszawiacy”. Tak to Wyborcza wie, jacy są Warszawiacy, że chętnie podchwytuje każdą nową grupę i wyrusza na poszukiwania iście antropologiczne, żeby się dowiedzieć, kto zacz. Zamiast demitologizować, tworzy kolejne teksty, w którym nowe określenie przewinie się setkę razy. Tak żeby nikt nie zapomniał. Wyborcza samotna w tej samozwańczej antropologii nie jest – inne gazety też chętnie podchwytują takie określenia.
Tak się akurat składa, że każda nowa pseudo-grupa społeczna (rzadko kiedy przez socjologów potwierdzana), to wymysł złośliwych, którym coś uparcie w danej grupie nie pasuje. Od dawna nikt nie objął jakimś wspólnym określeniem grupy ludzi w sposób, który nie byłby pogardliwy, w sposób, który byłby chociaż neutralny. I tak się etykietki kolekcjonuje już na klasery. Bibliotekę proponuję otworzyć niedługo.
W Warszawie pół roku siedzę zaledwie. Ani się z miastem nie oswoiłem, ani ono mnie jeszcze specjalnie nie przygarnęło. Jednak kiedy jadę w odwiedziny do Sopotu, to tata wyskakuje od razu z żartami o słoikach. Tłumaczę, że to debilizm, a tata, że nie, że to śmieszne. Dojeżdżam do mieszkania w Warszawie metrem, pod bokiem plecak wyładowany śpiworami, namiotami i brudną odzieżą, bo wracam z drugiego końca Polski, a tu do mnie podbija jakiś zawadiacki staruszek. Najpierw przednią frajdę ma z tego, że opierając brodę na ręce może mi pokazywać środkowy palec, a następnie rzuca do mnie: „Co, ze słoiczkami wracamy?”. Nie, no niech Wyborcza jeszcze pięć razy napisze duże artykuły o wszystkich grupach społecznych, jakie można znaleźć w mieście, bo nie wszyscy zapamiętali. Bo bez tego niezbyt by wiedzieli jak się do ludzi odnosić.
Jeśli uważacie, że przesadzam, to proszę bardzo – przypomnijcie mi jakąś wypowiedź, która by się odbiła szeroko w mediach, która by pozytywnie odnosiła się do dowolnej z grup społecznych ostatnio stworzonych (do wyboru – leming, słoik, hipster, moher, itp., itd.). Wypowiedź, która nie była by podszyta ironią, nienawiścią i ukrytym marzeniem „niech ich wszystkich piekło pochłonie”. Jest mi dzisiaj wstyd, że myślałem wcześniej i mówiłem o „moherach” pogardliwie. Mogę przeprosić i cofnąć wszystkie te lekceważące słowa, ponieważ sam nie mam ochoty być zamykany w kolejnym podobnym słowie.
Tu działa ta sama zasada, co w przypadku używania takich słów jak „wycyganić”, czy „ożydzić”, czyli powielanie negatywnych stereotypów. Stereotypów tworzyć nie należy, powielać ich nie wolno, a negatywnych powinno się wystrzegać i z kilometra kijem nie tykać. Niestety w Polakach duch kolekcjonerstwa się obudził i negatywne stereotypy to dzisiaj towar równie chodliwy jak niegdyś znaczki.
Tu działa ta sama zasada, co w przypadku używania takich słów jak „wycyganić”, czy „ożydzić”, czyli powielanie negatywnych stereotypów. Stereotypów tworzyć nie należy, powielać ich nie wolno, a negatywnych powinno się wystrzegać i z kilometra kijem nie tykać. Niestety w Polakach duch kolekcjonerstwa się obudził i negatywne stereotypy to dzisiaj towar równie chodliwy jak niegdyś znaczki.
Tadeusz Fułek
Filateliści, filumeniści i inni
Ciekawe, jakie otrzymałbym dziś odpowiedzi na pytanie, kto to taki filumenista? Kolekcjonować można niemal wszystko, choć chyba ze świecą szukać już dziś młodych ludzi, zbierających znaczki, etykiety od zapałek albo np. puste puszki po piwie, czy też opróżnione pudełka po papierosach. Ale kto niczego nie zbierał w dzieciństwie i młodości , niech pierwszy rzuci kamieniem!
Ja przyznaję się kolejno do następujących pasji, z których zdecydowana większość nie przetrwała oczywiście - jak to najczęściej w takich przypadkach bywa - próby czasu: znaczki pocztowe, widokówki, stare klucze, ramy, oryginalne butelki, kapsle, szklane karafki (tę kolekcję zachowałem do dziś), sopociana. Ostatni zbiór – jako jedyny - wciąż się powiększa, a każdy kolejny zakup budzi uśmiech politowania na twarzy mojego listonosza, zmuszonego do dostarczania mi dość regularnie ciężkich przesyłek (proszę o wyrozumiałość) i wzruszenie ramion mojej ukochanej żony, która z podziwu godną cierpliwością znosi te moje kolekcjonerskie zapędy.
Po raz kolejny zmusiłeś mnie synu, do kombatanckich wspomnień, tym razem zbieracza, a tobie przecież chodziło jednak o coś zupełnie innego - o negatywne stereotypy i fałszywe uogólnienia, czyż nie? Wydaje mi się nawet, że to - w pewnym sensie - dalszy ciąg naszej ubiegłotygodniowej dyskusji… Czy jesteśmy rzeczywiście skrzętliwymi kolekcjonerami naszych narodowych lęków, uprzedzeń i fobii, stając się wszyscy jednocześnie ofiarami własnych negatywnych stereotypów i uogólnień? Ale czy jest to rzeczywiście wyłącznie polska narodowa specyfika, wynikająca nie z logiki i zdrowego rozsądku, ale przyzwyczajeń, negatywnych emocji i zaszłości? Wszelkie stereotypy narodowe są dziś – w czasach globalnej wioski i świata skurczonego do rozmiarów niemal znaczka pocztowego na ekranie smartfona – z pewnością obarczone grzechem pierworodnym ludzkiego rodu i wrodzoną niechęcią do „obcych”.
Wydawałoby się, że właśnie dziś powinny wśród ludzi (nie tylko przecież w Polsce) królować: zgoda, tolerancja, wzajemne zrozumienie, pochwała odmienności i różnic – kulturowych, narodowych, językowych, obyczajowych, społecznych, religijnych. Cóż, jak zawsze okazuję się niepoprawnym i naiwnym idealistą w takich sprawach, ale pewnie już się nie zmienię. Mogę natomiast, synu, obiecać, że już nigdy nie użyję określenia „słoiki” (choć nie miało ono dla mnie negatywnego podtekstu , a ci, którzy takiego się w nim doszukiwali, zapewne staż warszawski mieli wyjątkowo krótki).
Masz rację, mamy pewnie tendencję do schematycznych uproszczeń, ale wierzymy, ze jesteśmy wyjątkowym narodem - w domyśle: „wybranym”, tylko nikt jeszcze nie odkrył przez kogo i do czego. Ale w jednym się z Tobą nie zgodzę - kolekcjonujemy chyba bardziej swoje indywidualne fobie i uprzedzenia, dając w ten sposób wyraz przede wszystkim własnym stanom emocjonalnym. Oczywiście ubieramy te zachowania w odpowiednie grupowe szaty i w ten sposób tłumaczymy sobie stadne zachowania, bo zawsze łatwiej się wytłumaczyć z takich działań, jeśli stoi za nimi jakaś nieokreślona większa grupa. Ale to każdy z nas jest indywidualnym kolekcjonerem i każdy tę swoją prywatną kolekcję negatywnych stereotypów buduje na własne podobieństwo. Jest w tym zresztą jakaś przewrotna symbolika – w końcu wystarczy popatrzeć w lustro, aby znaleźć w nim odbicie najbardziej mrocznego dna swojej duszy.
Wojciech Fułek
