O autorze
Wojciech Fułek (rocznik 1957) - człowiek wielu zawodów i umiejętności, z ducha i serca - społecznik, Przewodniczący Rady Miasta Sopotu. Autor historii mola sopockiego, Opery Leśnej oraz wielu innych książek (m.in. wyróżnionego nagrodą Pro libro legendo "Kurortu w cieniu PRL-u"), scenariuszy filmów dokumentalnych, piosenek, wierszy, sztuk teatralnych oraz ojciec trójki całkiem udanych synów. Stale pisuje w "Toposie", "Rivierze" oraz na portalu www.my3miasto.pl. Urodzony w Sopocie, sopocianin od zawsze i na zawsze, jak stąd wyjeżdża - to nigdy na długo.

e-mail: wojciechfulek@kochamsopot.pl


Tadeusz Fułek (rocznik 1986) - absolwent kulturoznawstwa na Uniwerystecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, aktualnie mieszka w Warszawie, swoje teksty drukował m.in. w "Machinie", "Newsweeku", "Wysokich obcasach" i na portalach internetowych (stale publikuje m.in. na www.my3miasto.pl), pracuje w agencji reklamowej "Grey". Sopocianin, ale ciągle rzucany wiatrem zmian w nowe miejsca. Zbieżność nazwisk z Wojciechem - nieprzypadkowa.

e-mail: tadeusz.fulek@gmail.com

Bieg po zdrowie?



Bieg po zdrowie?

Mieszkam pięknie. Nie dość, że w miejscu, które kocham pierwszą i niezmienną miłością od samego urodzenia, to jeszcze niemal nad samym morzem, nieopodal plaży i nadmorskiej alejki spacerowej, sąsiadującej z trasą rowerową. Nieco dalej – tor dla rolkarzy, parki i atrakcyjne tereny zielone. Nic dziwnego zatem, iż często widuję tam wytrwałych biegaczy lub „chodziarzy”, wymachujących kijkami. Jogging i nordic walking awansowały w ten sposób niemal do miana narodowych sportów rekreacyjnych, a udział w maratonie, triathlonie, w najgorszym wypadku – w biegu masowym na 10 km stał się wręcz obowiązkiem dla wielu osób publicznych. Dopiero tragiczna śmierć jednego z takich amatorskich maratończyków wyzwoliła pewną refleksję, że to jednak ekstremalny wysiłek dla ludzkiego organizmu, który nie jest wskazany dla każdego i w każdym wieku. Może truizmem zatem będzie stwierdzenie, iż taki wysiłek trzeba poprzedzić systematycznym i profesjonalnym treningiem oraz cyklicznymi badaniami medycznymi.
Jako osoba uprawiająca sport od najmłodszych lat, chciałbym też zwrócić uwagę na fakt, że sport (nie tylko ten wyczynowy, ale i uprawiany amatorsko) to nie tylko źródło zdrowia, ale również licznych kontuzji i przeciążeń. Dlatego, zwłaszcza kiedy patrzę na osoby biegające, zwłaszcza po twardym gruncie (kostka brukowa, beton, asfalt itp.), zastanawiam się, czy zdają sobie sprawę, jak zabójcze dla ich stawów i ścięgien mogą być takie „wyczyny”? Gram w tenisa regularnie kilka razy w tygodniu – latem na mączce, w sezonie zimowym na parkiecie drewnianym, pokrytym wykładziną. Kiedy zdarza mi się zagrać czasami na twardszej nawierzchni, moje kolana, stawy i kręgosłup natychmiast to odczuwają. To oczywiście, nie da się ukryć, również kwestia wieku i ogólnego „zużycia” organizmu, ale warto pamiętać, że nie dysponujemy magazynem ludzkich części zamiennych i może warto trochę się oszczędzać, nie popadając w skrajności. Od czasów, kiedy człowiek biegający w stroju sportowym w miejscach publicznych uważany był wręcz za dziwaka do dzisiejszych biegów, w których uczestniczy wiele tysięcy osób, nie minęło aż tak wiele czasu. Cieszę się z tych tłumów, ale może ci mniej systematycznie uprawiający sport nie powinni jednak porywać się na taki wysiłek? Podobnie jak setki niedzielnych narciarzy, którzy wyjeżdżają na zimowe trasy bez żadnego przygotowania, ale pamiętając za to, jak dobrze im szło szusowanie 30 lat wcześniej. To bardziej przestroga dla moich rówieśników, aby we wszystkim zachować umiar i zdrowy rozsądek, zanim dojdzie do kolejnego tragicznego wypadku na stoku czy podczas maratonu. A do tych młodszych kieruję publiczny apel o pielęgnowanie w sobie sportowego ducha przez całe dorosłe życie. Warto!

Wojciech Fułek

Biegam, bo powinienem

Od dawien dawna jest zatwardziałym wyznawcą Darwinizmu. Oczywiście nie w jego XIX-wiecznej formie – trzeba oczywiście uwzględnić nowoczesną refleksję, parę razy ogłaszaną śmierć tej teorii i wszelkie z nią dyskusje, ale jednak jest to coś, pod czym podpisuję się rękoma i nogami. Większość jednak sprowadza teorię ewolucji do banalnego „przetrwania najsilniejszych”, co nie do końca znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Z samej teorii wynika mnóstwo innych, daleko dalej idących wniosków. Jak chociażby to, że biegać trzeba.
Anatomicznie jesteśmy wciąż takimi samymi kreaturami, które tysiące lat temu wyszły z sawanny afrykańskiej. Do tamtej pory zbyt wiele zmian w zakresie naszego ciała się nie dokonało. Co prawda jesteśmy trochę wyżsi i lepiej zbudowani i dłużej żyjemy, ale nie ma to nic wspólnego z ewolucją – ot człowiek sobie siadł i pomyślał, co zrobić, żeby mu lepiej było (co nie znaczy, że nam teraz lepiej jest niż przodkom na sawannie). Ciało mamy zbudowane tak, a nie inaczej – silne mocne nogi, krótkie ręce, wyprostowana postawa. Po prostu urodzeni biegacze. A nie biegamy.
Skłonni do przesady Amerykanie łatwo popadają w mody. Ostatnią jest ponoć kuchnia paleolityczna, czyli jedzenie takie, do jakiego nasze brzuchy i organizmy wyewoluowały – bez wysoko przetworzonej żywności, wynalazków rolnictwa i hodowli, czyli zbóż, nabiału, słodyczy. Bez zbędnej otoczki new-ageowej filozofii taka kuchnia ma sporo sensu – organizm mamy takie, jakie mamy. No i co Pan zrobisz? Nic Pan nie zrobisz.
Tak samo i warto by pomyśleć nad naszą aktywnością fizyczną. Nie biegać, bo moda, ale biegać, bo tak jest najbardziej optymalnie dla naszego ciała. Nikt nie powiedział, że ewolucja służy organizmom – nam niezbyt służy, bo cały czas mamy wrodzony instynkt do zjadania wszystkie w zasięgu wzroku. Kiedy na sawannie nasz przodek natrafił na drzewo owocowe, logicznym było zjeść tyle, ile tylko się dało, bo nie wiadomo, czy następnym razem też je tam znajdzie. Dzisiaj to samo stosuje się do McDonalda, choć wiadomo, że on nigdzie nie ucieknie. Warto więc to zrównoważyć mądrym dbaniem o własny organizm. Magazynujemy przecież w tkankach tą energię nie po to, żeby nas grzała na zimę, ale żeby ją później wykorzystać.
Snobizm był, jest i zawsze będzie, ale nie znaczy to, że należałoby go zupełnie przekreślić. Snobizm może być i pozytywny, a do takich zaliczyłbym właśnie modę na bieganie. W modzie jest wystartować w jakimś biegu lub triathlonie. Biegają politycy, biegają celebryci. Co prawda, jak to z każdą modą, zdarzają się ofiary, o czym pisał powyżej tata, ale wiadomo, że do wszystkiego trzeba podchodzić z rozwagą. Zresztą powikłania wynikające z obżarstwa daleko bardziej są szkodliwe. Teraz można mieć tylko nadzieję, że moda przerodzi się po prostu w zwyczaj – że będziemy biegać wszyscy. A potem dopiero pomyślimy, co zrobić z tymi betonowymi ścieżkami.

Tadeusz Fułek
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Reserved 0 0Reserved pokazuje inną twarz lat 80. Wieczorowa kolekcja bierze z nich to, co najlepsze
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Raczek o kultowym już filmie
0 0Dom Harry'ego Pottera trafił na AirBnB. Na co jeszcze czekasz?
0 0Internet stracił głowę. Baby Yoda urzeka nawet tych, którzy nie cierpią "Gwiezdnych wojen"
0 0Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii
0 0Robią coś, czego bał się rząd PiS. Czesi wprowadzają podatek, który tak drażni Amerykanów
0 0Pawłowicz "uwaliła" Śmiszka na studiach? Nie, tylko... pomyliła osoby
0 0"Mam dość bycia naczelnym biurokratą". Tusk o szefowaniu EPL
0 0SN uznał protest dotyczący wyborów do Senatu! Powtórki jednak nie będzie

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"