Nie likwidujmy ciszy wyborczej. Ostatnie wybory prezydenckie po raz kolejny stały się pretekstem do nawoływań o jej zniesienie. Niektórzy postulują także, aby np. wydłużenie pracy jednej z komisji, gdzie głosuje kilkaset osób, nie powodowało opóźnienia w ogłaszaniu wyników exit polls. Zwolennicy zniesienia ciszy wyborczej zauważają, że w Internecie i tak, nieoficjalnie, krążą przecieki z przeprowadzanych sondaży – na ‘bazarkach’ wyceniane są np. ‘bydyń’, ‘bigos’ czy ‘ciasteczka’.
REKLAMA
Cisza wyborcza powinna zostać utrzymana. Podawanie wyników sondaży w trakcie wyborów może w istotny sposób zmobilizować głosujących na jednego kandydata, a zdemobilizować wyborców innego. I będzie miało wpływ na wynik wyborów. A co, gdyby jakiś sondaż okazał się obarczony znacznym błędem? W ten sposób oddajemy wynik wyborów pod wpływ ludzi odpowiedzialnych za prowadzenie badań i stwarzamy pole do manipulacji (nie jest to oskarżenie wobec kogokolwiek). Tak samo konieczne jest utrzymanie ciszy do momentu zamknięcia ostatnich lokali wyborczych. I argument, że ‘500 osób z obwodu w miejscowości K., gdzie przedłużono głosowanie nic nie zmieni’ jest ignorancją wobec tych ludzi. Jaki te osoby mają dostrzec sens w pójściu na wybory, których wyniki już podano? W Polsce i tak mamy wystarczające problemy z frekwencją i utwierdzanie wyborców, że ‘Wasz głos i tak już nic nie zmieni’ na pewno nie sprzyja ich aktywizacji. Być może drobne korekty w ordynacji są potrzebne. Może czasowe zamknięcie jednego z lokali nie musi oznaczać z automatu konieczności przedłużenia głosowania. Wszak domniemanie, że jak wyborca pocałował klamkę między 13.00, a 14.00 to będzie chciał zagłosować dopiero o 22.00 jest mocno wątpliwe. Ale póki przepisy są takie, jakie są, czy komentatorzy nie mogą wykazać się odrobiną cierpliwości w oczekiwaniu na rezultaty exit polls i powstrzymać od komentarzy, że ‘znowu musimy tu godzinę siedzieć i czekać’? No i coś się stanie od tego czekania godzinę czy dwie dłużej? Albo nawet pięć? Podczas wyborów najważniejsi są wyborcy, którym musimy zapewnić komfort oddania głosu. A nie, z całym szacunkiem, członkowie sztabów, dziennikarze i osoby czekające w studiu z komentarzami. Rozumiem, że przedłużanie ciszy wyborczej stwarza mediom i sztabom problemy organizacyjne. Ale od konieczności przestawienia ramówki w takich okolicznościach świat się nie zawali.
Uważam także, że fakt, iż cisza wyborcza jest łamana przez część internautów nie jest wystarczającym argumentem za ich zniesieniem. Przecież to, że na ulicy czasem kradną, a nie wszystkich złodziei udaje się złapać, nie oznacza, że powinniśmy zalegalizować kradzieże i rozboje. Tym bardziej, że zakamuflowanych wyników wyborów w Internecie szuka prawdopodobnie wąska grupa osób, głównie działaczy politycznych, komentatorów bądź ekspertów, którzy później postulują zniesienie ciszy wyborczej. Żadne media masowe tych przecieków nie rozpowszechniają, bo grożą im wysokie kary. Nie znam badań na ten temat, ale zaryzykuję tezę, że zdecydowana większość tzw. przeciętnych wyborców nie zaprząta sobie głowy przeszukiwaniem Twittera i domyślaniem się kim jest budyń, a kim bigos. Oni czekają na oficjalne wyniki i efekty ciszy wyborczej wobec nich są skuteczne.
Pozostawmy ciszę wyborczą. Podczas wyborów to wyborca jest najważniejszy i uszanujmy jego spokój.
Rafał Dymek, Fundacja Schumana
