Naszło mnie, by poczytać blogi. Nie byle jakie, bo te natematowe. Przyznam się, choć ryzykuję miejsce na liście blogerów - nigdy wcześniej tego nie robiłem. Więc to nowe doświadczenie. Czytam i nie mogę się nadziwić...

REKLAMA
...jak inne to jest pisanie od "tradycyjnej" redakcji. Moja Pani Doktor, promotorka mojej pracy rocznej - Pani Dorota Zawadzka pisze o roli stołu w domu. W jej domu.
Potem czytam wpisy Justyny Kowalczyk - idolki całej Polski. Znów o jej treningach, o jej świecie.
Zaglądam do Pani Lis - mało mnie interesujące, ale znów historie z jej życia.
I tak dalej i dalej. I u Magdy Gessler i u innych blogerów. Wszystko to ICH historie, ICH przeżycia. To nijak się ma do ogólnych i bezosobowych tekstów redakcyjnych. I jak inaczej się to konsumuje.
A TED? Najlepsze prezentacje to te, które nie opowiadają o świecie, życiu czy sprawach publicznych - najlepsze to te o ludziach i ich konkretnych historiach. Najbardziej "lajkujemy" prawdziwe historie prawdziwych ludzi.
Dziwne? Bo co mnie obchodzi, że o Pani Lis piszą tak, a nie inaczej, albo co działo się w domu SuperNiani? Nic. Ale gdy słucham ich historii - myślę. Gdy słyszę ich przemyślenia, zastanawiam się, jakie jest moje zdanie. Inaczej niż gdy "powiedziano", "dzieje się", "uważa się"....
To chyba znak czasu, odpowiedź na pędzące życie - tylko inni ludzie są w stanie nas zatrzymać na chwilę. Nie historie o nikim dla wszystkich. Tylko żywi ludzie opowiadający swoje historie...
Lubię to - muszę przyznać!