Po czynie, jakiego dopuścił się dziś rano w okolicach Kandaharu jeden z amerykańskich żołnierzy, możemy spodziewać się kolejnej eskalacji antyzachodnich protestów w Afganistanie. Wszyscy stacjonujący w Afganistanie żołnierze powinni też przygotować się na próby odwetu, nie tylko ze strony tzw. talibów, ale ze strony afgańskich żołnierzy i policjantów. W Afganistanie zasada "krew za krew" to powszedni chleb.
REKLAMA
Czyn jest karygodny, a nerwy Amerykanina (bo chyba one są przyczyną tak niezrozumiałego zachowania) puściły w najgorszym z możliwych momentów.
Takiego wydarzenia w ponad dziesięcioletniej historii misji w Afganistanie jeszcze nie było. Stany Zjednoczone gorszego scenariusza też spodziewać się nie mogły. Dopiero co, po podpisaniu umowy na przejęcie przez Afgańczyków więzienia w Bagram, afera po spaleniu Koranu przez amerykańskich żołnierzy mogła nieco przycichnąć, a tu co najmniej kilkanaście niewinnych ofiar szaleństwa żołnierza.
Propaganda będzie teraz działać, co do tego nie mam wątpliwości.
Oczywiście, sprawa natychmiast została podchwycona przez Islamski Emirat Afganistanu (u nas nazywany talibami), a liczba ofiar przez propagandę została już niemal potrojona.
Znów skomplikują się kwestie strategicznego partnerstwa Stanów Zjednoczonych i Afganistanu, bo społeczeństwo bedzie nie tyle sceptycznie, co wrogo nastawione do żołnierzy, którzy strzelają do cywilów. To niewątpliwie gorsze niż wszystkie przypadki bombardowań wiosek i omyłkowych ostrzałów razem wzięte. Żołnierz z karabinem... w stronę niewinnych cywilów... z premedytacją. Paskudna sprawa, którą ciężko będzie załagodzić.
