Nie ma dnia, żeby któryś z czołowych polskich polityków nie powiedział choć dwóch słów o wsparciu dla Ukrainy. I nie można im odmówić tego, że za słowami idą czyny. Jednak ze strony ukraińskiej wielkiej wdzięczności nie widać.

REKLAMA
Co prawda nasz głos w UE trudno uznać za decydujący, jednak jest on dość dobrze słyszalny – i czasem przynosi wymierne efekty. Za świetny przykład posłużyć może propozycja jednego z polskich eurodeputowanych, żeby znieść cła na większość towarów importowanych do UE z Ukrainy. Końcem kwietnia ta propozycja zmieniła się w konkret – Unia zlikwidowała około 98% ceł, które płacą ukraińscy eksporterzy żelaza, stali, produktów rolnych i maszyn. Szacuje się, że przyniesie to ukraińskim firmom roczne oszczędności na poziomie prawie pół miliarda euro, najwięcej zaoszczędzą ci z sektora rolnego.
To z polskiej strony bardzo życzliwy gest, bo – mimo zapewnień ministra Sawickiego, że to nie zagrozi polskim rolnikom – faktem jest, że ukraińskie produkty rolne istotnie stanieją na unijnych rynkach. Zdaniem Sawickiego mimo to nie wygrają jednak w konkurencji z polską produkcją, bo ukraińscy rolnicy są zacofani, i „muszą się jeszcze dużo nauczyć, żeby sprostać wymogom jakościowym na rynku unijnym”. Zniesienie ceł to tylko część pakietu pomocowego UE dla Ukrainy, o który tak bardzo zabiegała Polska.
Równie wymierne, jak skuteczność propozycji zniesienia ceł, są liczby przedstawiające obroty handlowe między Polską a Rosją i Ukrainą. Rosyjskie zamiłowanie do polskich produktów spadło o 8%. A przynajmniej o tyle zmniejszył się w pierwszych trzech miesiącach tego roku eksport polskich towarów do Rosji. Co ciekawe, eksport na Ukrainę zmniejszył się jeszcze bardziej, bo aż o 19%. I nie jest to niestety tylko i wyłącznie wynik kryzysu gospodarczego na Ukrainie, ale również celowej polityki ukraińskiego rządu.
Trudno się dziwić Ukraińcom, że, będąc w trudnej sytuacji politycznej i gospodarczej, robią wszystko, żeby ratować swoją gospodarkę. Niemniej jednak budzi pewne zastanowienie fakt, że w stosunku do nas – szczególnie zabiegających o sprawę ukraińską – Ukraina nie wykazuje szczególnej wdzięczności. To przecież nowy już ukraiński rząd, pod przywództwem Jaceniuka, wprowadził w lutym embargo na polską wieprzowinę. I nie zniósł zakazu kupowania z Polski wołowiny. Zastanowienie budzi też fakt, że w sytuacji, kiedy Polska walczy na forum UE o zniesienie ceł na ukraińskie produkty, polscy eksporterzy często płacą na Ukrainie cła znacznie wyższe niż ci z innych krajów UE, choćby Niemiec, które zbyt wielkich chęci do pomocy Ukrainie nie wykazują.
Cóż, taka już nasza polska waleczność. Wysyłamy naszych żołnierzy do Iraku i Afganistanu, ale nie możemy się doprosić zniesienia wiz do USA. Zabijamy się o Ukrainę, podczas gdy polscy producenci mięsa w wyniku embarga Rosji i Ukrainy na wieprzowinę tracą około 10 mln zł dziennie. Pytanie tylko, czy na taką waleczność i wychodzenie przed szereg nas stać.