Nasza gospodarka opiera się dziś w dużej mierze na taniej sile roboczej, zaś działające w Polsce zakłady przemysłowe często są dla zagranicznych koncernów „taśmą produkcyjną” dla najprostszych i najmniej opłacalnych produkcji. Jeśli nie chcemy, by Polska stała się Bangladeszem Europy, musimy jak najszybciej wprowadzić do krajowego prawa przepisy promujące innowacyjność.

REKLAMA
Niestety polski rząd najwyraźniej nie spieszy się z podejmowaniem działań służących zwiększeniu konkurencyjności naszej gospodarki. W kolejnych rankingach publikowanych przez Komisję Europejską, Polska zajmuje wspólnie z Rumunią i Bułgarią ostatnie miejsca w dziedzinie innowacyjności, a zamiast postępu w tej materii systematycznie oddalamy się od europejskiej średniej.
Wobec bezczynności rządu już w kwietniu ubiegłego roku złożyłem w imieniu mojego Klubu w gabinecie pani Marszałek Kopacz projekt ustawy o „kredycie na innowacje”. Prezydium Sejmu uznało jednak najwyraźniej, iż sprawa nie należy do pilnych, skutkiem czego projekt przeleżał ponad rok w „zamrażarce”. Jutro wreszcie odbędzie się długo oczekiwana debata sejmowa w sprawie proponowanych przez mój Klub rozwiązań.
Istotą naszej propozycji jest stworzenie prawdziwej ulgi podatkowej dla działających w Polsce przedsiębiorstw inwestujących w „badania i rozwój”. Teoretycznie już dzisiaj polskie firmy mają możliwość korzystania z tzw. „ulgi na nowe technologie”. Jednakże zasady jej stosowania są nadzwyczaj skomplikowane, zaś możliwość dokonania odpowiedniego odpisu podatkowego mają jedynie przedsiębiorcy, którzy kupują (najczęściej z zagranicy) wiedzę technologiczną. Firmy, które inwestują we własne prace badawcze zmierzające do wytworzenia innowacyjnych produktów nie mają dziś możliwości skorzystania z ulgi. Czy to nie absurdalne, że prawo podatkowe w Polsce premiuje kogoś, kto kupuje technologie za granicą, a karze kogoś, kto wytwarza ją w kraju?!
Proponujemy więc, by „ulgę na nowe technologie” (z której rokrocznie korzysta zaledwie kilkadziesiąt przedsiębiorstw) zastąpił „kredyt na innowacje”, którego beneficjentami byłyby wszystkie te firmy, które inwestują w Polsce w prace naukowo-badawcze. Ponadto, zgodnie z założeniami naszego projektu wysokość samego odpisu dokonywanego przez podatnika z tytułu inwestycji w innowacje zwiększyłaby się czterokrotnie. Obecnie przedsiębiorca może odliczyć od podstawy opodatkowania jedynie 50% wydatków na zakup wiedzy technologicznej, natomiast w wyniku zmian proponowanych przez mój Klub możliwe byłoby odpisanie od podstawy opodatkowania nawet 200 % wydatków poniesionych na prace badawczo-rozwojowe.
Wprowadzenie do prawa podatkowego „kredytu na innowacje” należy traktować jako inwestycję, którą warto przeprowadzić choćby po to, by w przyszłości polskie nowoczesne produkty zdobywały światowe rynki. W przeciwnym wypadku (tj. jeśli nie podejmiemy dziś stanowczych działań na rzecz poprawy innowacyjności), w Polsce sami nie będziemy nic wytwarzać, a jedynie będziemy błagać na kolanach firmy z „bogatego Zachodu”, by zgodziły się założyć u nas kolejną „taśmę produkcyjną”, przy której Polacy będą mogli – podobnie jak mieszkańcy Bangladeszu – pracować za symboliczną „miskę ryżu”.
Posłowie, którzy będą jutro podejmować decyzję w sprawie losów naszego projektu ustawy, powinni mieć przed oczami te dwie perspektywy. Postawmy więc na innowacyjność, a nie na tanią siłę roboczą!