Blisko 2 lata temu w trakcie Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Krakowie zapowiedziałem publicznie, że złożę w Sejmie pakiet ustaw na rzecz rozwoju przedsiębiorczości. Obietnicę spełniłem prezentując blisko 20 projektów ustaw gospodarczych. Większość z tych pomysłów była niestety odrzucana przez posłów koalicji, którzy nawet nie mieli ochoty podejmować nad nimi dyskusji. W ubiegłym tygodniu nastąpił jednak przełom.

REKLAMA
Jedna z sejmowych podkomisji, do której trafiły nasze propozycje zmian w Prawie zamówień publicznych przyjęła sprawozdanie, w którym zarekomendowała przyjęcie dwóch „kongresowych” postulatów. Po pierwsze, ograniczone zostanie stosowanie kryterium najniższej ceny w przetargach publicznych. Po drugie, zamawiający wybierając wykonawcę będzie mógł domagać się od niego wyjaśnień, czy proponowane rozwiązania mają charakter innowacyjny.
Tym samym do przeszłości przejdzie praktyka udzielania zamówień publicznych wyłącznie w oparciu o kryterium najniższej ceny. Według raportu NIK-u obecnie ponad 90% przetargów jest rozstrzyganych właśnie w taki sposób. Utrzymanie status quo byłoby z pewnością bardzo wygodne dla osób odpowiedzialnych za udzielanie zamówień. Urzędnik, który rozstrzyga przetarg w oparciu o kryterium najniższej ceny może być spokojny o to, iż nikt nie zarzuci mu, że wybór danego wykonawcy był wynikiem wręczenia łapówki.
Dobrego snu urzędnika odpowiedzialnego za udzielanie zamówień publicznych nie zakłóca dziś zapewne fakt, iż wybór oferty o najniższej cenie jest często równoznaczny z wyborem najniższej jakości. Jedyne co może nieznacznie zirytować urzędnika udzielającego zamówień publicznych, to głośne protesty bankrutujących podwykonawców, którym wyłoniona w przetargu najtańsza firma w optymistycznym wariancie płaci za wykonane na jej rzecz usługi z dużym opóźnieniem, a w wariancie pesymistycznym w ogóle nie reguluje swoich należności.
Jednakże dziś urzędnik odpowiedzialny za zamówienia publiczne może zachować stoicki spokój nawet wtedy, gdyby przyszło mu jechać dziurawą drogą (wykonaną przez najtańszą firmę) na spotkanie z bankrutującymi podwykonawcami. Wszakże taki urzędnik tylko stosował wadliwe prawo.
Wiele wskazuje na to, iż ta błoga urzędnicza beztroska nie potrwa długo. Sejmowa podkomisja zadecydowała bowiem, iż kryterium najniższej ceny będzie mogło być stosowane wyłącznie sporadycznie. Ponadto, jednym z kryteriów ocen ofert będzie innowacyjność proponowanych rozwiązań.
Sprawozdanie podkomisji musi być jeszcze zatwierdzone przez Komisję Gospodarki, następnie wszystkich posłów, a potem przez Senat. Miejmy jednak nadzieję, iż posłowie i senatorowie nie rozmyślą się, a tym samym od przyszłego roku w przetargach publicznych będą wygrywać firmy oferujące rozwiązania nie tylko w dobrej cenie, ale także innowacyjne i spełniające odpowiednie standardy jakościowe.