Przeczytałem dziś na stronach Rzeczpospolitej tekst „Dezinformacja publiczna”, dla którego pretekstem był wczorajszy wyrok TK w sprawie „wrzutki Rockiego”. Komentarze dotyczące kontrowersyjnej poprawki senatora Rockiego, przeciw wprowadzeniu której sam głosowałem wbrew dyscyplinie narzuconej przez władze partyjne, skupiają się na ograniczeniu dostępu do informacji publicznej na szczeblach najwyższych, bo rządowych. Jednak autorzy wspomnianego tekstu słusznie zwracają uwagę, że w tej kwestii duży problem istnieje nie od dziś kilka pięter niżej, w polskich urzędach.

REKLAMA
Polska w rankingach oceniających jawność decyzji urzędów państwowych i samorządowych wypada bardzo słabo. W badaniach przeprowadzonych przez Acces Info Europe i Center for Law and Democracy znaleźliśmy się wśród 89 krajów na miejscu 15 od końca, uzyskując zaledwie 62 na możliwych 150 punktów. Znacznie lepiej niż w Polsce jest w tej kwestii na przykład w Chinach (tak, w Chinach – to nie żart!).
Polacy w urzędach niestety wciąż często są traktowani jak intruzi. Problemem jest nie tylko złe ustawodawstwo, ale też urzędnicza mentalność. Pracownik polskiego urzędu jest wobec obywatela niemal wszechmocny i stopień transparentności zależy w największej mierze od jego dobrej woli. Za ustawą o osobistej majątkowej odpowiedzialności urzędników za błędne decyzje, której byłem współautorem, dzięki której to im osobiście grozi płacenie odszkodowań obywatelom, muszą iść dalsze zmiany w prawie. W stronę dokładnie odwrotną niż poprawka Rockiego. W tym kontekście jeszcze bardziej niepokojące są zapowiedzi Platformy, że „wrzutka” do ustawy wróci. Bo przecież furtka pozostaje, Trybunał zakwestionował tylko tryb wprowadzenia, a nie treść poprawki.