Jeszcze w sierpniu 2010 roku obiecano Polakom, że rok później dostaną nowe elektroniczne dowody osobiste wyposażone w mikroprocesor. Przeliczyli się jednak Ci, którzy myśleli że wracając z wakacji w 2011 roku dostaną w prezencie od urzędników nowoczesne e-dowody. W czerwcu 2011 roku został bowiem wyznaczony następny termin (w założeniu bezwzględnie ostateczny), jakim miał być lipiec 2013 roku.

REKLAMA
Jednocześnie resort spraw wewnętrznych już wcześniej przystąpił do pracy i jeszcze w 2010 roku ogłoszono przetarg na dostarczenie e-dowodów.
Obecnie, blisko półtora roku po uruchomieniu procedury przetargowej można z łatwością ocenić jej efekty. Zrobili to w pierwszej kolejności dziennikarze „Gazety Prawnej”, którzy poniesione koszty oszacowali na ponad 100 mln złotych
http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/610678,urzednicy_wydali_100_mln_zl_na_elektroniczne_dowody_ktorych_nie_bedzie.html.
Oceny działań podjętych w ramach procedury przetargowej dokonał także minister spraw wewnętrznych, który mimo poniesionych kosztów zdecydował się na unieważnienie przetargu. Prasa donosi, że już wniesiono pierwsze oficjalne odwołania od decyzji ministra.
Wygląda więc, że e-dowody, które mieliśmy już posiadać w 2011 roku dostaniemy dopiero w 2020 roku, a i to w wersji optymistycznej. Wszakże niewykluczone, że w 2020 roku Polacy znów zamiast nowych dowodów dostaną do ręki kartki raportu uzasadniającego, dlaczego zadania nie udało się zrealizować i dlaczego trzeba wyznaczyć kolejną datę – np. 2030 rok.
A zatem już wiemy, że w dziedzinie nowoczesnej administracji w XXI wiek wkroczymy z blisko dwudziestoletnim opóźnieniem. Polacy nie będą mogli załatwiać większości spraw urzędowych przez Internet. Nie będziemy mogli w kontaktach z administracją posługiwać się elektronicznym podpisem. Do lekarza będziemy przychodzić z teczką papierów udowadniających, że jesteśmy ubezpieczeni. Nie będziemy mogli logując się na specjalne konto sprawdzić jakie informacje urzędnicy państwowi zgromadzili na nasz temat.
Co będziemy mogli, to wreszcie zrozumieć dlaczego w rankingach innowacyjności polskiej gospodarki jesteśmy w ogonie państw Unii Europejskiej, o czym nieraz już pisałem i nieraz jeszcze napiszę.