Nie pamiętam z ostatnich lat tak kontrowersyjnej piosenki, jak nowy hymn polskiej reprezentacji na Euro 2012.

REKLAMA
To dobrze, że decyzja została podjęta w taki a nie inny sposób. Dobrze, że wybierali Polacy, a nie jakieś mniej lub bardziej znane eksperckie gremium. Dobrze, że zastosowanie znalazły nowoczesne technologie, dzięki czemu prawie każdy miał możliwość zagłosować. To jest niewątpliwy plus tej sytuacji, którego dziś nikt nie zauważa.
Ale to plus jedyny. Przejdźmy do minusów. Największą chyba korzyścią z tego, że jesteśmy gospodarzami Euro 2012, jest fakt, że to znakomite narzędzie do promocji naszego kraju. Najpoważniejszym wizerunkowym problemem Polski jest to, że jesteśmy wciąż przez świat postrzegani jako kraj zaściankowy, prowincjonalny, zacofany, katolicko-chłopski i konserwatywny. W tym kontekście Polacy dokonali we wtorek wyboru najgorszego z możliwych. Zwyciężyła piosenka, która taki właśnie wizerunek naszego kraju utrwali, mimo że przy okazji Euro 2012 mogliśmy go właśnie zmienić. Miejmy nadzieję, że „KO KO EURO SPOKO” będzie w dużej mierze nieprzetłumaczalne w językach europejskich. Chociaż tyle…