Od wczoraj media żyją tematem kolejnych podsłuchanych rozmów, które najważniejsi politycy prowadzili w ekskluzywnych warszawskich restauracjach. Dziennikarze zamarli w oczekiwaniu na ujawnienie zapisów z prywatnych konwersacji byłego prezydenta oraz obecnego prezesa NIK-u. Jednocześnie serwisy informacyjne wykazują znikome zainteresowanie upublicznioną przez Ryszarda Petru notatką z oficjalnego spotkania przedstawicieli Ministerstwa Finansów z urzędnikami izb skarbowych. Tymczasem, o ile można domyślać się, iż słowa wygłoszone przy kolacji przez Lecha Wałęsę zainteresują co najwyżej portale plotkarskie i językoznawców, o tyle jest bezsporne, iż potajemne knowania urzędników skarbówki wpłyną na kondycję polskich przedsiębiorstw i całej gospodarki.
Knowania i intrygi urzędników skarbówki
REKLAMA
Jak wynika z ujawnionej notatki, przedstawiciele resortu finansów jasno zdefiniowali podstawowy cel kontroli podatkowych. Według przedstawicieli aparatu skarbowego jest nim „wzrost dochodów budżetowych”. Ministerstwo Finansów dało więc swoim podwładnym wytyczne, by tak prowadzili kontrole, aby ich wynik był „pozytywny”, co pozwoli nałożyć kary na sprawdzanych przedsiębiorców. Urzędnicy skarbowi dostali więc od swoich zwierzchników wezwanie, by przeprowadzać inspekcje u podatników w sposób zgodny ze słowami Ewangelii, a więc w myśl zasady: „szukajcie, a znajdziecie (…), kto szuka, znajduje” (Łk 11, 9-10).
Zalecane urzędnikom praktyki nie mają już jednak nic wspólnego z duchem Ewangelii. Jeśli bowiem ministerstwo domaga się, by w sposobie prowadzenia działalności przedsiębiorców znajdować choćby najmniejsze uchybienia, to oznacza to, iż kierownictwo resortu finansów uważa, iż nie ma uczciwych przedsiębiorców, lecz tylko źle skontrolowani. Podobną opinię wyraził niegdyś towarzysz Josif Wissarionowicz, który mawiał, iż „nie ma ludzi uczciwych, a są tylko źle osądzeni”. Zwykł on także dodawać, by znaleźć mu człowieka, a on już znajdzie odpowiedni paragraf.
Swoją drogą to dziwne, iż Ministerstwo Finansów nie poszło o krok dalej i nie spróbowało wpłynąć na Sąd Najwyższy, by ten zalecił wydawanie wyłącznie wyroków skazujących (najlepiej na karę grzywny). Wszakże wówczas również odnotowany zostałby wzrost dochodów budżetowych, co przecież dla skarbówki jest celem nadrzędnym.
Wprawdzie – czego najwyraźniej nie dostrzega minister Szczurek – jeśli wszyscy przedsiębiorcy zapłaciliby milionowe kary za najdrobniejsze uchybienia, to w dłuższej perspektywie czasu dochody budżetowe spadłyby niemal do zera. Jeśli bowiem urzędnicy będą potajemnie obmyślać, w jaki sposób znajdować „haki” na przedsiębiorców, to takie działania doprowadzą polskie firmy na skraj upadku. Gdy zaś przedsiębiorstwa zostaną zrujnowane przez urzędniczy układ zamknięty, to państwo trwale utraci dochód z odprowadzanych przez nie podatków. Jeśli więc minister finansów wydaje zalecenia, by gnębić przedsiębiorców i obciążać ich karami za choćby najmniejsze nieprawidłowości, to najzwyczajniej w świecie podcina gałąź, na której trzyma się cała gospodarka.
Obawiam się jednak, iż Ministerstwo Finansów nie rozumie tej oczywistej prawdy i uznaje, że (parafrazując cytowanego wcześniej znanego towarzysza KPZR) jak „jest przedsiębiorca, to jest problem, a gdy nie ma przedsiębiorcy, to nie ma problemu”. Mam nadzieję, iż skierowana przeze mnie w tym tygodniu interpelacja do premier Ewy Kopacz uświadomi jej, iż polski rząd ma poważny i prawdziwy problem z nadgorliwym ministrem finansów.
Więcej:
Finanse